CASE #8: Zakażenie noworodka gronkowcem złocistym

Procesy „zakażeniowe” są szczególnie skomplikowane. Bakterii nie widać gołym okiem. Nie jest zatem możliwe, aby dostrzec, w jaki konkretnie sposób doszło do zakażenia. Nie zwalania to jednak powoda, jak i biegłego, czy sądu, od wskazania najbardziej prawdopodobnej drogi zakażenia. W końcu – i to jest pewne – do zakażenia w jakiś sposób musiało przecież dojść.

W sprawach o zakażenie nie wystarczy wykazanie, że doszło do zakażenia spełniającego definicję zakażenia szpitalnego. Szczegółowo tę problematykę omówiłem we wpisie Zakażenie szpitalne, czym to właściwie jest? Wyjaśniłem tam, że, mówiąc w pewnym uproszczeniu, zakażenie jest wniknięciem do organizmu bakterii, która zwykle w nim nie zamieszkuje, tj. nie stanowi naturalnej flory bakteryjnej człowieka, ewentualnie naturalnej flory bakteryjnej określonego układu (inne bakterie znajdziemy w jelicie grubym, a inne w nosie lub gardle). Zakażeniem szpitalnym jest natomiast takie zakażenie, które pozostaje w określonym związku czasowym z leczeniem w placówce medycznej.

Co się właściwie wydarzyło?

Dziewczynka urodziła się siłami natury. Stan jej oceniono na 10 pkt w skali Apgar. W czasie hospitalizacji w pierwszym szpitalu, w okresie od 22 kwietnia do 24 kwietnia 2010 r., wykonano u niej obowiązkowe szczepienia ochronne (wkłucie w udo oraz ramię), jak również pobrano krew na badania przesiewowe (nakłucie żyły kończyny górnej lub pięty). W dniu 24 kwietnia 2010 r. dziewczynkę wypisano do domu.

W dniach od 29 kwietnia do 1 maja 2010 r. dziewczyna była ponownie hospitalizowana ze względu na ubytek masy ciała powyżej 10%. Tym razem w innym szpitalu. W dniu przyjęcia jej stan oceniono jako dobry. W toku hospitalizacji wykonano szereg badań inwazyjnych diagnostycznych, stwierdzono niedokrwistość, podwyższoną liczbę krwinek białych z obniżeniem odsetka granulocytów obojętnochłonnych oraz podwyższeniem odsetka limfocytów i monocytów. W dniu 1 maja 2010 r. dziewczynkę wypisano do domu na żądanie rodziców.

W trakcie pobytu w domu rodzice małoletniej dziewczynki zauważyli, że jej córeczka płacze przy ubieraniu, myciu i podnoszeniu lewej rączki do góry. To ich zaniepokoiło.

Rodzice udali się po poradę do przychodni. Wstępnie rozpoznano okołoporodowe porażenie lewego splotu barkowego. Diagnoza ta nie potwierdziła się później. Objawy uległy zaostrzaniu. Pojawił się obrzęk. W okresie od 18 maja do 28 maja 2010 r. dziewczynka hospitalizowana była z powodu obrzęku okolicy lewego stawu barkowego i ograniczenia ruchów czynnych oraz bolesności przy ruchach. USG stawu barkowego wykazało, że w stawie znajduje się gęsty płyn. RTG wykazało natomiast ubytek przy nasadzie bliższej kości ramiennej lewej.

W dniu 18 maja 2010 r. dziewczynce wykonano operację. Miejsce oczyszczono, założono dren i opatrunek. W trakcie zabiegu pobrano materiał na posiew. Wyhodowano bakterię gronkowca skórnego i złocistego. Od dnia zabiegu stosowano złożoną i intensywną antybiotykoterapię. W okresie do dnia 20 maja do dnia 27 maja 2010 r. stosowano dodatkowo chemioterapię przeciwgrzybiczą, dożylnie i ustnie. Nastąpiła poprawa. Wykładniki stanu zapalnego zmniejszyły się.

W dniu 28 maja 2010 r. dziewczynka została wypisana do domu z zaleceniem stosowania antybiotyku przez 14 dni. Po powrocie do domu nie było problemów z ruchomością lewej rączki.

Dnia 9 czerwca 2010 r. w badaniu kontrolnym RTG stawu barkowego stwierdzono stan po zmianach zapalnych, widoczne ognisko osteolityczne przynasadowo i ślad odczynu okostnowego (skutki stanu zapalnego kości).

Co na to biegli w wydanych w sprawie opiniach?

Z opinii biegłych wynika, że dziewczynka została zarażona w pierwszym szpitalu okresie hospitalizacji, która miała miejsce po jej narodzinach, do dnia  22 kwietnia do 24 kwietnia 2010 r. Dziewczynkę zakażono gronkowcem skórnym oraz gronkowcem złocistym.

W ocenie biegłych do zakażenia doszło w trakcie wykonywania badań inwazyjnych połączonych z przerwaniem ciągłości tkanek. Powodem zakażenia było nieprzestrzeganie przez personel medyczny podstawowych zasad higieny, nieprzestrzeganie obowiązujących procedur, używanie niejałowych narzędzi, niesterylnego sprzętu oraz niewłaściwa dezynsekcji miejsca wkłuć.

Biegli uznali taki przebieg wydarzeń za wysoce prawdopodobny. Za mniej prawdopodobne biegli uznali, że do zakażenia doszło w drugim szpitalu, wskazując, że już w okresie do dnia 29 kwietnia do 1 maja 2010 r. parametry stanu zapalanego były podwyższone, co mogło wskazywać na toczący się proces zapalny.

Wysokość zadośćuczynienia

Opinie biegłych sąd pierwszej instancji uznał za wiarygodne źródło informacji i na ich podstawie przepisał szpitalowi (pierwszemu) odpowiedzialność za zakażenie.

Moje zastrzeżenia budzi natomiast zasądzona w sprawie kwota zadośćuczynienia. 5.000 zł za zakażenie noworodka bakterią gronkowca to zdecydowanie zbyt mało.

Zadośćuczynienie ma na celu zrekompensowanie doznanych przez poszkodowanego pacjenta cierpień fizycznych i psychicznych. Nie powinno być ani za duże, ani za małe. Powinno być „odpowiednie”. O tym, czy zadośćuczynienie jest odpowiednie decyduje sąd. Decyzja sądu w tym zakresie podlega, co do zasady, kontroli sądu odwoławczego.

Krzywda na 5.000 zł. Jak to?

Jedyne z czym mogę się zgodzić z sądem pierwszej instancji to z tym, że kwota 5.000 zł …

… nie doprowadzi do bezpodstawnego wzbogacenia poszkodowanej dziewczynki.

Z resztą nie zgadzam się bardzo. Wyrok nie jest prawomocny, dlatego – mam nadzieję – że sąd drugiej instancji uzna zadośćuczynienie w kwocie 5.000 zł za rażąco niskie. Będę zaglądał to tej sprawy niewątpliwie.

Nie ma w kodeksie cywilnym wskazanych wprost kryteriów ustalania wysokości zadośćuczynienia. Sąd ma swobodę w ustaleniu jego wysokości. Musi przy tym pamiętać o funkcji, jaką pełni zadośćuczynienie. Zadośćuczynienie ma kompensować doznane cierpienia fizyczne i psychiczne oraz być odpowiednie do stopnia krzywdy. Zależność jest prosta – im wyższa krzywda, tym wyższe zadośćuczynienie. Zadośćuczynienie nie może być symboliczne. W moim odczuciu 5.000 zł jest właśnie tego rodzaju zadośćuczynieniem.

Czy kwota 5.000 zł łagodzi cierpienia i wynagradza krzywdę związaną z leczeniem powódki?

Nie wydaje mi się. Gdzieś się w tym wszystkim sąd pogubił. Orzecznictwo sądowe wypracowało kryteria mające wpływ na wysokość zadośćuczynienia. Wśród nich są takie jak: rodzaj, natężenie i czas trwania cierpień fizycznych i psychicznych i długość leczenia.

Niestety niektóre z powszechnie przyjmowanych kryteriów sąd pominął, jak np. wiek, czy trwałość następstw.

Sąd pierwszej instancji dokonujący oceny, jaka kwota byłaby odpowiednia wskazał m.in. na takie okoliczności, jak to, że powódka była chora przez okres „niecałego miesiąca”, a w szpitalu, w którym wykonano operację przebywała przez „10 dni”, powódka cierpiała z powodu „bólu ramienia, przeprowadzonej operacji”, a ostatecznie została wyleczona.

Przede wszystkim, moim zdaniem, sąd pierwszej instancji powinien więcej uwagi poświęcić temu, ze powódka w chwili zakażenia była noworodkiem (wiek), a zakażenie pozostawiło po sobie trwały ślad, co wynika ze zdjęcia RTG z dnia 9 czerwca 2010 r. (trwałość następstw). Leczenie powódki polegało na bardzo intensywnej antybiotykoterapii, złożonej z kilku antybiotyków, które w dłuższym okresie, niż tylko „niecały miesiąc” wpłynęły na jej stan. Nie obyło się również bez chemioterapii przeciwgrzybiczej. Konieczne było przeprowadzenie zabiegu chirurgicznego.

Wszystkich tych następstw by nie było, gdyby personel szpitala nie uchybił zasadom higieny i nie doprowadził do zakażenia dziewczynki bakterią gronkowca skórnego i złocistego. W mojej ocenie kwota 45.000 zł powinna być odpowiednią kwotą zadośćuczynienia.

Dziękuję za uwagę! Zachęcam do komentowania oraz wskazywania tematów, o których chcielibyście przeczytać.

Zdjęcia dzięki uprzejmości http://www.pixabay.com

CASE STUDY 2: Ponad 280.000 zł za zakażenie bakterią gronkowca złocistego MRSA (opornego na antybiotyki) i renta w kwocie 2.708,33 zł miesięcznie

Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem z dnia 09 lutego 2017 r. zasądził od szpitala na rzecz powódki kwotę 180.000 zł tytułem zadośćuczynienia oraz 103.119,25 zł odszkodowania wraz z odsetkami, a nadto 2.800 zł tytułem skapitalizowanej renty oraz 2.708,33 zł renty miesięcznej.

Słowem – wygrana!

O co wniosła powódka?

Powódka wniosła o zasądzenie 223.880,71 zł wraz z odsetkami tytułem odszkodowania oraz 200.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, spowodowaną przewlekłym zapaleniem kości uda prawego i panewki stawu biodrowego wskutek zakażenia bakterią gronkowca złocistego MRSA, rentę oraz ustalenie odpowiedzialności na przyszłość (rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem bakterią).

Zakażenie bakterią gronkowca złocistego MRSA prowadzi zwykle do zapalenia kości, kwalifikowanego jako rozstrój zdrowia. Zapalenie kości o etiologii MRSA jest bardzo trudne do wyleczenia.

Co powódka zarzuciła placówce medycznej?

Że szpital doprowadził do zakażenia bakterią gronkowca złocistego MRSA (metycylinooporny gronkowiec złocisty), tzw. szczep szpitalny, w związku z wykonaną powódce endoprotezoplastyką przynasadową stawu biodrowego w dniu 11 kwietnia 2011 r., względnie operacją z dnia 26 lipca 2011 r. (endoprotezoplastyka rewizyjna).

Kiedy pojawiły się objawy zakażenia?

W dniu 06 czerwca 2011 r. w okolicy blizny pojawiły się cechy zapalne (przerwano rehabilitację). Następnie w dniu 30 czerwca 2011 r. pojawił się wysięk z rany. Powódka otrzymała antybiotyk (Augmentin).

W dniu 21 lipca 2011 r. powódkę przyjęto do szpitala. Powodem przyjęcia było obluzowanie protezy po stronie prawej. Powódkę zakwalifikowano do kolejnej operacji. Endoprotezoplastykę rewizyjną wykonano w dniu 26 lipca 2011 r., podczas której usunięto obluzowaną protezę. Implantowano protezę rewizyjną. Podczas zabiegu doszło do złamania prawej kości udowej, którą zespolono. Pacjentka przeszła wstrząs krwotoczny. Po wyjściu ze szpitala utrzymywała się podwyższona temperatura ciała lub wzrastał wskaźnik CRP. Rana była bolesna, nie goiła się prawidłowo, w okolicy rany istniał stan zapalny.

Wykonane w dniu 08 sierpnia 2011 r. USG tkanek miękkich okolicy przedniej uda prawego uwidoczniło w rzucie starej blizny pooperacyjnej obszar, z podejrzeniem ropnia lub krwiaka. W pobranej z tego miejsca wydzielinie stwierdzono obecność bakterii gronkowca złocistego MRSA. Zastosowano antybiotykoterapię. Pacjentkę wypisano w dniu 02 września 2011 r.

Czy leczenie było skuteczne?

Początkowo nie było. Ostatecznie – tak. W dniu 11 lutego 2014 r. stwierdzono wyleczenie z zakażenia bakterią gronkowca złocistego MRSA. U powódki zastosowano Fusydynę i Linezolid – Zyvoxid.

Co na to opinia biegłego?

Zdaniem biegłego (choroby zakaźne), bardziej prawdopodobnym jest, aby do zakażenia doszło podczas drugiego zabiegu wykonanego w dniu 26 lipca 2011 r. (endoprotezoplastyka rewizyjna). Obluzowanie protezy po zabiegu z dnia 12 kwietnia 2011 r. mogło być spowodowane innym drobnoustrojem.

Wyjaśniając mechanizm zakażenia, biegły wskazał, że na salę operacyjną w dniu 26 lipca 2011 r. powódka przybyła wolna do bakterii gronkowca złocistego MRSA, dlatego prawdopodobnym jest, że do zakażenia doszło podczas zabiegu endoprotezoplastyki rewizyjnej. Z protokołu operacyjnego nie wynika, aby w miejscu wszczepienia implantu stwierdzono cechy stanu zapalnego. Tego rodzaju bakteria nie powinna się znajdować na Sali operacyjnej (ani w powietrzu, ani na ludziach, ani na sprzęcie). Zakażenie miejsca operowanego biegły uznał za zakażenie szpitalne pozostające w czasowym i przyczynowym związku pomiędzy leczeniem powódki w pozwanym szpitalu, a wystąpieniem zakażenia. Świadczyła o tym m.in. okoliczność, że okres wylęgania bakterii gronkowca złocistego MRSA dla miejsca z wszczepieniem materiału operacyjnego (protezy) wynosi do 12 miesięcy.

Biegły stanowczo wykluczył zakażenie endogenne (własną florą bakteryjną). Zakażenie wystąpiło w głębokich tkankach, a nie penetrowało do skóry do wewnętrznych tkanek.

Zakażenie dzielą się na endogenne i egzogenne. Zakażenia endogenne spowodowane są przez własną, naturalną florę bakteryjną. Zakażenia egzogenne spowodowane są przez drobnoustroje dominujące ze środowisku szpitalnym. O kwalifikacji zakażenia decyduje m.in. mechanizm zakażenia.

Biegły uznał, że początkowa nieskuteczność leczenia zakażenia była rezultatem niewłaściwego doboru antybiotyków oraz obecnością biofilmu, jaki utworzył się tuż po zakażeniu miejsca operowanego (ZMO). Niepowodzenie leczenia było również spowodowane niedostatecznym oczyszczeniem jamy szpikowej kości udowej i kości biodrowej z zakażonych tkanek, co uniemożliwiło dostęp antybiotyków do biofilmu.

Gdyby pozytywny efekt zabieg z dnia 12 kwietnia 2011 r. nie został zniweczony zapaleniem kości, leczenie i rehabilitacja potrwałyby zdecydowanie krócej (do stycznia 2012 r., ewentualnie do czerwca 2012 r.). Zakażenie bakterią gronkowca MRSA wydłużyło leczenie o dwa lata (luty 2014 r.). W tym okresie powódka poddana została licznym zabiegom operacyjnym, których uniknęłoby się przy braku zakażenia. Obecnie konieczne jest rehabilitacja (biegły z zakresu neurologii i rehabilitacji).

Powódka bardzo przeżyła niepomyślne i wydłużające się leczenie (biegły z zakresu psychiatrii).

surgery-1662207_1920Co na to Sąd pierwszej instancji?

Sąd pierwszej instancji stwierdził spełnienie wszystkich przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej szpitala.

Zlekceważono po stronie powódki czynniki ryzyka zakażenia, przede wszystkim masę ciała oraz wiek, nie dostosowując czynności medycznych do tych okoliczności. Zaniedbano zachowania właściwych warunków septycznych. Zawiodła rutyna.

Zdaniem sądu, personel pozwanego szpitala dopuścił się niedbalstwa podczas hospitalizacji w okresie od 21 do 28 lipca 2011 r., w tym podczas zabiegu wykonanego w dniu 26 lipca 2011 r. Skutkiem tego było nie tylko zakażenie powódki bakterią gronkowca złocistego MRSA, ale również niewłaściwe leczenia, które skutkowało rozwojem zapalenia kości. Podejmując się leczenia bakteryjnego zapalenia kości, zastosowano antybiotykoterapię nieprawidłowo i niezgodnie z wiedzą lekarską.

Wskazane uchybienia, zdaniem sądu, stanowiły naruszenie ustawowych obowiązków działania zgodnego z wiedza medyczną i zasadami etyki zawodowej. Sąd uznał je za działania bezprawne i zawinione.

Sąd zasądził na rzecz powódki kwotę 180.000 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, jako odpowiednią do stopnia krzywdy, kwotę 103.119,25 zł tytułem odszkodowania, 2.800 zł tytułem skapitalizowanej renty oraz po 2.708,33 zł tytułem renty płatnej co miesiąc.

Powódka w znacznej mierz wygrała proces.

Sąd zasądził 180.000 zł zadośćuczynienia za rozstrój zdrowia w postaci zapalenia kości spowodowanego zakażeniem pacjentki bakterią gronkowca złocistego MRSA.

Co na to Sąd odwoławczy?

Nie zdążył się jeszcze wypowiedzieć. Sprawa jest w toku. Wyrok zostanie omówiony niezwłocznie po jego publikacji.

Jaka istotna wiedza płynie z tej sprawy?

Szpital, przygotowując pacjenta do zabiegu operacyjnego, który niesie za sobą ryzyko zakażenia, powinien uwzględnić szczególne okoliczności występujące po jego stronie (tzw. czynniki ryzyka zakażenia). Prawidłowa identyfikacja czynników zakażenia pozwala dostosować optymalne postępowanie względem pacjenta, mające na celu zminimalizowanie ryzyka zakażenia go drobnoustrojami chorobotwórczymi (np. zwiększenie dawki antybiotyku w ramach okołooperacyjnej antybiotykoterapii, dodatkowe odkażenie miejsc operowanego). Rutyna jest zgubna. Każdy pacjent jest inny. Zaniechania w tym zakresie stanowią o bezprawności i winie personelu placówki medycznej.

Odpowiedzialność placówki medycznej może być wiązana nie tylko z samym faktem zakażenia, ale również z okolicznościami dotyczącymi diagnozy zakażenia oraz leczenia zakażenia. Na każdym etapie może dojść do błędu po stronie szpitala. Ostatecznie może się okazać, że szpital nie ponosi odpowiedzialności za zakażenie (albo nie uda się jej wykazać), ale nie dołożył należytej staranności przy jego diagnozowaniu czym opóźnił właściwe leczenie (albo zdiagnozował prawidłowo – a nie podjął właściwego leczenia).

Każdy ze wskazanych wyżej etapów powinien podlegać indywidualnej ocenie.

CASE STUDY 1: Zakażenie bakterią gronkowca złocistego MRSA. Przegrana pacjenta

Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 15 października 2015 r. oddalił apelację powódki od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie oddalającego powództwo w całości. Słowem – przegrana!

O co wniosła powódka?

Powódka wniosła o zasądzenie 100.000 zł wraz z odsetkami tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, spowodowaną gronkowcowym zapaleniem skóry pod postacią nawracających czyraków (rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem bakterią).

Co powódka zarzuciła placówce medycznej?

Że szpital doprowadził do zakażenia bakterią gronkowca złocistego MRSA (metycylinooporny gronkowiec złocisty).

Co na to opinia biegłego?

Biegły uznał, że prawdopodobieństwo zakażenia powódki w szpitalu było niskie, a powódka mogła być nim skolonizowana. W opiniach stwierdzono brak podstaw do przyjęcia, że zakażenie miało związek z udzieleniem na rzecz powódki świadczenia zdrowotnego. Biegli wskazali, że w aktach sprawy brak było szczegółowych informacji dotyczących przebiegu domniemanego zakażenia po założeniu obwodowego dostępu naczyniowego w trakcie hospitalizacji powódki, jak również brak było obiektywnych informacji dotyczących objawów klinicznych ewentualnego zakażenia związanego z obwodowym dostępem naczyniowym.

Co na to Sąd pierwszej instancji?

Sąd pierwszej instancji stwierdził brak zawinionego działania szpitala oraz brak normalnego (adekwatnego) związku przyczynowego pomiędzy zachowaniem personelu szpitala, a szkodą, jaka wystąpiła u powódki. Powództwo zostało oddalone.

Zakażenie gronkowcem złocistym typu „szpitalnego” (MRSA) nie gwarantuje wygranej w sprawie przeciwko placówce medycznej. Nadal konieczne jest wykazanie wszystkich przesłanek odpowiedzialności szpitala.

Co na to Sąd odwoławczy?

Sąd odwoławczy zgodził się z Sądem pierwszej instancji, że powódka nie wykazała przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej pozwanego szpitala.

Twierdzenia powódki co do okoliczności ujawnienia się zakażenia nie były spójne. Sąd przyjął, że powódka dostosowywała swoje twierdzenia do zmieniających się okoliczności w procesie (np. po opinii biegłego „przypomniała” sobie dodatkowe okoliczności, wpisujące się w tezy podnoszone przez biegłego, takie jak pojawienie się objawów zakażenia wokół wkłucia wenflonu w okresie kilku dni po wyjściu ze szpitala). Dodatkowo twierdzenia powódki w procesie różniły się od tych podnoszonych przed procesem. Dało to podstawę dla Sądu pierwszej instancji do odmowy nadania zeznaniom  powódki waloru wiarygodności. Ocenę tą podtrzymał Sąd odwoławczy.

Sąd nadto uznał, że dla wykazania złego stanu sanitarno-epidemiologicznego szpitala nie są wystarczające informacje przekazywane przez powódkę. Za jej zeznaniami powinny iść dokumenty, potwierdzające okoliczności, które relacjonowała. W tej części Sąd pierwszej instancji prawidłowo odmówił jej zeznaniom wiarygodności.

Jaka istotna wiedza płynie dla nas z tej sprawy?

Zakażenie gronkowcem złocistym typu „szpitalnego” (MRSA) nie gwarantuje wygranej w sprawie przeciwko placówce medycznej. Nawet w sytuacji, gdy w tej placówce wykonano zabieg inwazyjny. W tego rodzaju sprawach bardzo ważnym czynnikiem jest czas pomiędzy wyjściem z placówki medycznej a ujawnieniem się objawów zakażenia (np. w postaci ropnia). Im dłuższy okres, tym szanse na wykazanie związku przyczynowego pomiędzy uchybieniami w szpitalu, a szkodą (chorobą wywołaną zakażeniem), istotnie maleją.

Sądu obu instancji nie obciążyły powódki kosztami przegranego procesu. Zastosowały art. 102 kodeksu postępowania cywilnego, o czym przesądziło subiektywne przekonanie o zasadności powództwa związanego z zakażeniem szczepem szpitalnym gronkowca złocistego (MRSA). Argumentem wspierającym była sytuacja materialna i życiowa powódki.

W ramach wpisów na blogu opatrzonych oznaczeniem „Case study” omawiać będę dla Was wyroki Sądu Najwyższego i sądów powszechnych w sprawach zakażeniowych, w mojej ocenie godne Waszej uwagi.