Ojciec pacjentem w czasie porodu?

Oczywiście nie chodzi tutaj o sytuacje, w których dzielny tata, w przypływie emocji mdleje na sali porodowej. Takie również się zdarzają, ale nie o tym będzie niniejszy wpis. W jednym z ostatnich wyroków Sąd Najwyższy zastanawiał się, czy ojciec dziecka, będąc obecnym przy jego porodzie, może być uznany za pacjenta w rozumieniu ustawy o prawach pacjenta. Zagadnienie to było o tyle istotne, że przesądzało o możliwości dochodzenia przez ojca roszczenia związanego z naruszeniem praw pacjenta. Zachęcam do lektury.

Tło sprawy

Powódka zaszła w ciążę. W jej trakcie była pod opieką pozwanego szpitala. Lekarz zatrudniony w szpitalu wykonał 3 badania USG rozwoju płodu i nie stwierdził podczas żadnego z nich, aby płód był uszkodzony. Wyrażane wobec powódki i jej męża opinie były pozytywne. Poród odbył się drogami natury. Ojciec był obecny przy porodzie. Zaraz po urodzeniu stwierdzono u dziecka wadę rozwojową – wrodzony brak lewego przedramienia z zachowaną obręczą barkową. Powódkę wraz z synem wypisano wkrótce ze szpitala.

Podjęte w sprawie kroki

Rodzice, uznając, że stała im się krzywda, wystąpili do szpitala oraz do ubezpieczyciela o wypłacenie im po 100.000 zł (łącznie 200.000 zł). Spotkali się jednak z odmową.

W wyniku postępowania sądowego stwierdzono winę szpitala w postaci rażącego niedbalstwa polegającego na niepoinformowaniu powodów o wadzie wrodzonej płodu i przez to pozbawiło ich możliwości z właściwej do sytuacji, gwarantowanej prawem pomocy medycznej i psychologicznej. Rodzice przeżyli szok, tym większy, że byli zapewniani braku wad płodu.

Sąd I instancji zasądził na rzecz każdego z powodów kwotę 40.000 zł (łącznie 80.000 zł z 200.000 zł, których się domagali). Sąd ten ustalił, że wyniki badania USG zostały odczytane przez nieprawidłowo. Lekarz nie dostrzegł wady rozwojowej płodu.

Wskutek apelacji Sąd II instancji zmienił wyrok w ten sposób, że kwotę zadośćuczynienia zasądzoną na rzecz matki obniżył do kwoty 20.000 zł, natomiast powództwo ojca oddalił w całości. Sąd uznał, że zadośćuczynienie w kwocie 40.000 zł były nadmierne. Powództwo ojca dziecka zostało natomiast oddalone w całości z tego powodu, że pokrzywdzonym na podstawie ustawy o prawach pacjenta może być – zdaniem tego Sądu – wyłącznie pacjent, a była nim tylko matka dziecka.

W sprawie złożono skargę kasacyjną, którą Sąd Najwyższy przyjął do rozpoznania.

Sporne zagadnienie

Pierwszym zagadnieniem wymagającym rozstrzygnięcia była legitymacja czynna ojca niepełnosprawnego dziecka do wystąpienia z roszczeniem o zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta. Sąd Najwyższy miał odpowiedzieć na pytanie, czy ojciec dziecka może być uznany za pacjenta na podstawie ustawy o prawach pacjenta. Drugim wysokość należnego zadośćuczynienia.

Stanowisko Sądu Najwyższego

W ocenie Sądu Najwyższego ojciec dziecka, gdy jest obecny przy porodzie, staje się pacjentem w zakresie, w jakim jest to naturalnie możliwe. Świadczenia zdrowotne, które dotyczą oddzielnie matki dziecka i samego dziecka w okresie ciąży, porodu i po porodzie, w tym zakresie w jakim odnoszą się najpierw do prawidłowego rozwoju płodu, a następnie do szczęśliwego urodzenia dziecka są świadczeniami również wobec ojca. Ojciec ma takie samo prawo do informacji o stanie płodu, a następnie dziecka, jak jego matka. W sytuacji nieudzielenia mu informacji o stanie zdrowotnym mającego się urodzić dziecka dochodzi do naruszenie jego prawa do informacji o stanie zdrowia. W takich okolicznościach ojciec dziecka powinien być uważany za pacjenta.

W świetle powyższego, w omawianym wyroku skład sędziowski opowiedział się za szerokim rozumiem terminu „pacjent” na gruncie ustawy o prawach pacjenta.

Powód (ojciec) miał prawo wystąpić z roszczeniem o zadośćuczynienie.

Wysokość zadośćuczynienia

Sąd Najwyższy przypomniał, że kwestia wysokości zadośćuczynienia jest zawsze wynikiem oceny składu orzekającego i należy do uprawnień sądu rozpoznającego konkretną sprawę. Przyznawane kwoty nie powinny być symboliczne.

Sąd Najwyższy przywrócił zadośćuczynienie do kwoty pierwotnie zasądzonej przez Sąd I instancji, to jest do kwoty 40.000 zł, uznając ją za odpowiednią do rozmiaru krzywdy. W takiej samej wysokość zadośćuczynienie otrzymał ojciec dziecka.

Dziękuję za Was czas i uwagę.

Autor zdjęcia: PublicDomainPictures / Pixabay.com

Źródło: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 listopada 2019 r., II CSK 491/18 [www.sn.pl (Baza orzeczeń)]

Szczęśliwego Nowego Roku 2020

Tup, tup, tup… słyszycie? To Nowy Rok się zbliża, konsekwentnie kroczy, nie spieszy się, przecież i tak zdąży na czas.

Życzę Wam, aby nadchodzący Nowy Rok 2020 był dla Was wyjątkowo spokojny, beztroski, słowem „lekki”, abyście znaleźli w nim czas na prawdziwe uczucia i emocje, w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych i innych osób Wam bliskich, aby wszelkie przeciwności Was omijały, a gdy nie ominą, abyście znaleźli w sobie siłę, a w bliskich wsparcie. Tego życzę Wam w nadchodzącym roku!

PATOGEN ALARMOWY!!! – co to właściwie jest?

Wzrastająca oporność bakterii na antybiotyki jest bardzo poważnym problemem współczesnej medycyny. Problem ten dotyczy również Polski. Nie o tym jednak będzie niniejszy wpis. Zamierzam poświęcić go na wyjaśnienie pewnego pojęcia, które możesz spotkać w swojej Karcie informacyjnej leczenia szpitalnego (potocznie zwanej „wypisem ze szpitala”). Możesz, ale nie musisz. Nie zawsze wizyta w szpitalu może skończyć się dla Ciebie zakażeniem i to do tego zakażeniem bakterią szpitalną. Najczęściej tak nie jest. Nie jest to jednak całkowicie wykluczone. Dodatkowo uwzględnić należy, że do szpitala co do zasady trafiają ludzie chorzy. Może się zatem okazać, że do zakażenia doszło przed hospitalizacją, a jedynie objawy ujawniły się po Twoim przyjęciu, albo z powodu tych objawów trafiłeś do szpitala. W takich okolicznościach zakażenie będzie przyczyną Twojego przyjęcia i leczenia. Zachęcam do lektury.

Biologiczny czynnik chorobotwórczy, a choroba zakaźna

Źródłem zakażenia jest biologiczny czynnik chorobotwórczy, którym mogą być bakterie, wirusy, grzyby i pasożyty (mówię o tym w pewnym uproszczeniu, nie jestem medykiem). Mają one zdolność wywoływania objawów chorobowych. Żyją w nas, na nas i w naszym otoczeniu, nie zawsze wywołując chorobę. Osobę, u której nie wywołują objawów chorobowych nazywa się „nosicielem”.

Chorobą zakaźną jest natomiast choroba wywołana przez bakterie, wirusy, grzyby i pasożyty, czyli biologiczne czynniki chorobotwórcze. Osobę, u której występują objawy kliniczne lub odchylenia od stanu prawidłowego w badaniach dodatkowych, mogące wskazywać na chorobę zakaźną, nazywa się „osobą podejrzaną o chorobę zakaźną”.

Czynnik alarmowy

Niektóre bakterie, wirusy, grzyby lub pasożyty są szczególnie zjadliwe lub oporne. Czym jest zjadliwość i oporność wyjaśnię innym razem. Właśnie te szczególnie „zjadliwe” i „oporne” bakterie, wirusy, grzyby lub pasożyty nazywane są „czynnikami alarmowymi”. Czynniki alarmowe podlegają w szpitalach szczególnemu nadzorowi, ponieważ są szczególnie niebezpieczne i trudne w leczeniu. Zakażenia szpitalne czynnikami alarmowymi są rejestrowane i raportowane organom inspekcji sanitarnej.

Czynnikami alarmowymi są szczególnie zjadliwe i oporne drobnoustroje, które wymienione zostały w załączniku nr 1 do rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie czynników alarmowych.

Lista czynników alarmowych

Listę czynników alarmowych zawiera rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie listy czynników alarmowych. Listę zawarto w załączniku nr 1 do rozporządzenia. Umieszczono na niej m.in.:

(1) gronkowiec złocisty (Staphylococcus aureus) oporny na metycylinę (MRSA) lub glikopeptydy (VISA lub VRSA) lub oksazolidynony,

(2) enterokoki (Enterococcus spp.) oporne na glikopeptydy (VRE) lub oksazolidynony,

(3) pałeczki Gram-ujemne Enterobacteriaceae spp. wytwarzające beta-laktamazy o rozszerzonym spektrum substratowym (np. ESBL, AMPc, KPC) lub oporne na karbapenemy lub inne dwie grupy leków lub polimyksyny,

(4) pałeczka ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa) oporna na karbapenemy lub inne dwie grupy leków lub polimyksyny,

(5) dwoinka zapalenia płuc (Streptococcus pneumoniae) oporna na cefalosporyny III generacji lub penicylinę,

(6) grzyby Candida oporne na flukonazol lub inne leki z grupy azoli lub kandyn,

(7) rotawirus (rotavirus),

(8) wirus zapalenia wątroby typu B i typu C,

(9) wirus nabytego niedoboru odporności u ludzi (HIV),

(10) biologiczne czynniki chorobotwórcze izolowane z krwi lub płynu mózgowo-rdzeniowego, odpowiedzialne za uogólnione lub inwazyjne zakażenia.

Badanie mikrobiologiczne i antybiogram

W celu wykrycia zakażenia oraz ustalenia grupy antybiotyków możliwych do wykorzystania stosuje się badania mikrobiologiczne (niestety, nadal niedostatecznie często). Badanie mikrobiologiczne jest rodzajem badania diagnostycznego. Jego wynikiem jest ustalenie czynnika chorobotwórczego (np. bakterii) oraz  określenie antybiogramu. Antybiogramem nazywa się opis wrażliwości określonego gatunku drobnoustrojów na działanie antybiotyków lub innych chemioterapeutyków.

Dysponując wynikiem badania mikrobiologicznego, w tym antybiogramem, można skutecznie zaplanować leczenie.

W Polsce nadal dużym problemem jest niedostateczne wykorzystanie diagnostyki mikrobiologicznej w celu wykrywania zakażenia i określenia antybiogramu.

Karta informacyjna leczenia szpitalnego – wynik badania mikrobiologicznego

Potocznie zwana jest „wypisem ze szpitala”. Karta informacyjna ukazuje przebieg Twojego leczenia. Szczegółowo omówię ją innym razem, natomiast teraz skoncentruję się na jej fragmencie istotnym dla niniejszego wpisu.

Karta informacyjna leczenia szpitalnego obowiązkowo ma zawierać wyniki badań diagnostycznych wraz z opisem oraz wyniki konsultacji.

Powyższe oznacza, że należy umieścić w niej informacje na temat stwierdzonego drobnoustroju, w tym jego charakterystykę oraz opis wrażliwości na antybiotyki (antybiogram).

Jak to wygląda w praktyce?

Różnie. Może to wyglądać to w ten sposób, że w karcie informacyjnej zostanie umieszczona informacja na temat:

(1) rodzaju badania (np. posiew wymazu z rany),

(2) daty pobrania próbki i czasami godzina,

(3) miejsce pobrania materiału (np. rana pooperacyjna),

(4) wyniku badania (np. DODATNI),

(5) rodzaju drobnoustroju (np. Enterobacter cloacae ssp),

(6) szczepu (np. ESBL AmpC),

(7) dodatkowych informacji (np. Szczep wytwarza beta-laktamazy o rozszerzonym spektrum substratowym – ESBL. Szczep wytwarza cefalosporynazę AmpC),

(8) adnotacji/dodatkowego opis (np. PATOGEN ALARMOWY !!!) – dla oddania powagi sytuacji drobnoustroje będące czynnikami alarmowymi (patogenami alarmowymi) oznaczane są wielkimi literami jako PATOGEN ALARMOWY lub CZYNNIK ALARMOWY oraz zwykle towarzyszą im trzy wykrzykniki „!!!”,

(9) antybiogramu (np. Trimetoprim – „S” co oznacza, że na ten rodzaj antybiotyku bakteria jest „wrażliwa” / „sensitive” lub Piperacylina „R” co oznacza, że na ten rodzaj antybiotyku bakteria jest „oporna” / „resistant”).

Spotkałem się jednak – delikatnie rzecz ujmując – z mniej rozbudowanymi informacjami w tym zakresie. Dotarły do mnie również informacje o braku umieszczenia tych informacji w Karcie informacyjnej, ponieważ – jak wyjaśniono pacjentce – z perspektywy zastosowanego leczenia „nie były one istotne”. Oczy wielkie zrobiłem. Moim zdaniem takie zaniechanie jest błędem.

Zakażenie szpitalne

Nie każde zakażenie jest zakażeniem szpitalnym. Wniknięcie drobnoustroju, które wywołało chorobę, mogło się wydarzyć przed rozpoczęciem pobytu w szpitalu. Do szpitala zwykle trafiają ludzie chorzy, chociaż nie zawsze. Ciąża to nie choroba, niemniej zakażenia ran pooperacyjnych po zabiegu cesarskiego cięcia nie są wcale rzadkością.

Jeżeli wynikiem wykonanego u Ciebie badania mikrobiologicznego będzie stwierdzenie PATOGENU ALARMOWEGO lub CZYNNIKA ALARMOWEGO, z dużym prawdopodobieństwem można uznać, że do zakażenia doszło w szpitalu, podczas udzielanych tam świadczeń zdrowotnych. Takie zakażenie będzie miało charakter zakażenia szpitalnego czynnikiem alarmowym.

Wynik badania mikrobiologicznego powinien być odnotowany w Karcie informacyjnej leczenia szpitalnego. To tam możesz odnaleźć informację  na temat przyprowadzonych u Ciebie badań diagnostycznych i ich wynikach. Stopień ich szczegółowości jest jednak różny.

Dziękuję za Twój czas i uwagę!

Autor zdjęcia: Image by skeeze from Pixabay

Radca prawny – pełnomocnik pacjenta (#1)

Otrzymałem ostatnio kilka pytań, które dotyczyły istoty wykonywanego przeze mnie zawodu. Jestem radcą prawnym i doradcą podatkowym, niemniej w sprawach błędów medycznych lub zakażeń szpitalnych występuję jako radca prawny. Niniejszym wpisem chciałbym zainaugurować serię dotyczącą mojej roli, jako pełnomocnika pacjenta w postępowaniach należących do kompetencji instytucji i organów powołanych do ochrony praw pacjenta. Mam nadzieję, że rozjaśnię Wam przy tym jak działa ten system, ze szczególnym naciskiem na to, do kogo poszkodowany pacjent może się zwrócić, gdy w jego ocenie, przy diagnostyce lub leczeniu doszło do błędu w sztuce lekarskiej. Zatem do dzieła!

Dzisiejszy wpis będzie miał charakter ogólny. Kolejne będą bardziej szczegółowe. Odwoływać się będę w nich do swojej codziennej praktyki i spraw, które prowadziłem lub nadal prowadzę.

Czy radca prawny to taki adwokat?

Spotykam się z tym pytaniem może już nie tak często jak kiedyś, ale pojawia się ono również obecnie. Mogę na nie odpowiedzieć, że zasadniczo tak. Zakres uprawnień radcy prawnego i adwokata obecnie jest praktycznie identyczny. Mówiąc w skrócie, mogę to samo co adwokat, a raczej powinienem powiedzieć, że adwokat może to samo co ja. Adwokaci, tak mi się wydaje, kojarzeni są przede wszystkim z prawem karnym i rozprawami przed sądem. Skrojony na miarę garnitur, eleganckie buty, szybkie, sportowe fury. Myślę, że właśnie tak ich postrzegacie, ale mogę się mylić. Na marginesie tylko wspomnę, że nie znam serialu prawniczego, w którym główną rolę odgrywałby radca prawny. Zwykle jest tam adwokat. No cóż. Smutna buzia. Ale teraz już wiesz, że poza kolorem żabotu (to takie pod bródką), niewiele nas różni (adwokaci mają zielone, a radcowie prawni niebieskie).

Radcowie prawni kojarzeni są natomiast z prawem cywilnym i sprawami załatwianymi zza biurka, a nie na rozprawie. Ponownie zastrzegam, że mogę się mylić. Powiem Wam natomiast, że ja, jako radca prawny, mogę występować przed sądem i do tego również przed sądem karnym, ba, mogę być nawet obrońcą. Tak samo jak adwokat. Tego mogliście o radcach prawnych nie wiedzieć, ponieważ rozszerzenie zakresu uprawnień w sprawach karnych na radcę prawnego to stosunkowo świeża sprawa.

Przychodzi pacjent do… prawnika

… a tym prawnikiem jest radca prawny.

– Panie Mecenasie, mam problem – informuje mnie potencjalny klient. – Zapraszam do siebie. Kawy? Proszę usiąść i wszystko mi opowiedzieć – zachęcam.

Sprawy błędów medycznych i zakażeń szpitalnych to delikatna materia. Niestety, zwykle w tle jest ludzka tragedia. Słuchanie to podstawa. Dlatego zawsze zamieniam się w słuch. Słucham, pytania zadaję później. Motywuję do mówienia i nie ukrywania emocji. Są to sprawy emocjonalne. Zachęcam aby być po prostu sobą i mówić swobodnie. Zwykle, po krótkiej chwili, pojawia się rozluźnienie. Wtedy jestem naprawdę zadowolony z przebiegu rozmowy. Udało się po raz kolejny wprowadzić komfortową dla klienta atmosferę. Chcę aby potencjalny klient w rozmowie ze mną czuł się maksymalnie swobodnie. To bardzo ważne w relacji klient-prawnik.

Jak Pan, Panie radco, może mi pomóc?

– Mogę być Pana/Pani pełnomocnikiem – odpowiadam. – A co to znaczy? – pyta potencjalny klient. Właśnie, co to znaczy. Znaczy to tyle, że mogę być Pana/Pani głosem, przede wszystkim „pisanym”. Udzielenie pełnomocnictwa daje mi możliwość podejmowania działań w imieniu klienta. Każde pismo złożone przeze mnie „w imieniu klienta”, jest traktowane jakby było złożone przez niego samego. Na tym polega istota pełnomocnictwa.

Myślę, że bycie pełnomocnikiem jest najistotniejszą informacją, jaką chce usłyszeć klient od prawnika, gdy zwraca się do niego o pomoc. Ludzie zwykle są wyczerpani skutkami błędu. Nie mają siły działać sami. Od tego jesteśmy my. – Czy to znaczy, że nic w sprawie nie będę musiał zrobić, a wszystko zrobi za mnie Pan Mecenas? – pyta zdumiony pacjent.

Zasadniczo tak właśnie jest, niemniej ostateczny sukces zależy od jakości współpracy pomiędzy radcą prawnym, a jego klientem – poszkodowanym pacjentem. Od chwili udzielenia pełnomocnictwa to ja obejmuję stery, przy czym nie zmienia to faktu, że wraz z poszkodowanym pacjentem tworzę w istocie zespół. Ja analizuję dokumentację medyczną, przygotowuję wnioski, opracowuję strategię, sporządzam pisma, konsultuję ich treść z klientem, wyjaśniam, wysyłam je, analizuję otrzymaną korespondencję, a pacjent mnie w tym wspiera dostarczając informacji, których sam nie mógłbym zdobyć. Ja o sprawie wiem wyłącznie z relacji, natomiast pacjent tam był. To on dokładnie wie co się działo i kiedy. Dobra komunikacja jest niezbędna. To klucz do sukcesu. Moim zadaniem jest wyłuskanie potrzebnych mi informacji.

Mogę być Waszym pełnomocnikiem

Mogę być pełnomocnikiem pacjenta w każdej sprawie, bez wyjątków.

Mogę w imieniu pacjenta wezwać szpital do zapłaty, zgłosić szkodę ubezpieczycielowi, złożyć wniosek do Rzecznika Praw Pacjenta, sporządzić i wnieść reklamację, złożyć wniosek do Rzecznika Finansowego, sporządzić i wnieść zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa lub przewinienia dyscyplinarnego, chodzić do prokuratury, przeglądać akta, zainicjować sprawę przed wojewódzką komisją do spraw zdarzeń medycznych, jak również sporządzić i wnieść pozew w sprawie cywilnej oraz podejmować czynności w sprawie karnej.

W każdej ze wskazanych wyżej spraw mogę być Waszym głosem. Mogę zgłaszać wnioski dowodowe, kwestionować czynności, które zagrażają „naszej” sprawie, zadawać pytania, składać oświadczenia, podnosić twierdzenia i zaprzeczać podnoszonym twierdzeniom przez innych uczestników. Czerpię dużą satysfakcję z bycia prawnikiem „procesowym”. Rozprawa to jest żywioł.

Mogę wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, które zdobyłem w trakcie kilku lat zajmowania się prawem medycznym, prawami pacjenta i błędami medycznymi, aby zmaksymalizować Twoje szanse na pozytywne zakończenie sprawy. Bardzo ważnym aspektem każdej tego sprawy o błąd medyczny jest doskonałe przygotowanie do konfrontacji ze szpitalem i zakładem ubezpieczeń. Dobra taktyka to podstawa. Jej przygotowanie jest tym, co w zawodzie radcy prawnego lubię najbardziej. Każdy ruch musi być głęboko przemyślany, sekwencja zdarzeń odpowiednio ustalona. Nie ma tutaj miejsca na żaden przypadek.

A gdy nie doszło jeszcze do błędu…

Mogę doradzić, poradzić, wskazać rozwiązanie problemu prawnego, właściwe przepisy. Jeżeli potrzebujecie informacji na temat przysługujących pacjentom praw lub jak je egzekwować, rozmowa z radcą prawnym może Wam pomóc.

Dziękuję za uwagę!

W kolejnym wpisie z cyklu omówię: „Zadania radcy prawnego przed sporządzeniem wezwania do zapłaty lub zgłoszenia szkody (#2)”.

„Praktyczna strona dochodzenia roszczeń” oraz „Krok po kroku” zmienia swoje oblicze. Obecnie we wpisach koncentrować się będę na roli radcy prawnego w sprawie o błąd medyczny i czego oczekiwać od niego może poszkodowany błędem pacjent.

Autor zdjęcia: Gerald Altmann / Pixabay.com

CASE STUDY#9: Posocznica połogowa wskutek zakażenia Streptococcus pyogenes

W sprawach „zakażeniowych” nie zawsze istotą jest zakażenie. Znaczna ich cześć dotyczy niewłaściwego postępowania z osobą zakażoną, u której nie występują uchwytne objawy choroby zakaźnej. Osobę taką nazywa się „nosicielem”. Gdy jego stan zdrowia się pogarsza, stają się on osobą „podejrzaną o chorobę zakaźną” lub „osobą chorą na chorobę zakaźną”.

Pacjent będący „nosicielem” nie manifestuje objawów zakażenia, chociaż w jego organizmie bytują biologiczne czynniki chorobotwórcze, które są zdolne do wywołania stanu chorobowego. Taki pacjent powinien być odpowiednio monitorowany.

Może zdarzyć się tak, że kolonizacja przez jedne drobnoustroje otworzy drogę do zakażenia przez inne, dużo bardziej niebezpieczne bakterie lub wirusy. Tak się niestety stało w sprawie, którą dla Was omówię. ‚

Zachęcam do lektury.

Co się właściwie wydarzyło?

Ciężarna pacjentka w dniu 10 maja 2013 r. wykonała badanie mikrobiologiczne wymazów z pochwy i odbytu. Wynik badania z dnia 12 maja 2013 r. wykazał nosicielstwo bakterii Staphylococcus epidermidis (wymaz z pochwy) oraz Staphylococcus epidermidis i Escherichia coli (wymaz z odbytu).

W dniu 22 maja 2013 r. pacjentka została skierowana do szpitala. Termin przyjęcia uzgodniono na 05 czerwca 2013 r. Termin porodu na 06 czerwca 2013 r.

Pacjentkę przyjęto do szpitala wcześniej, ponieważ już w dniu 31 maja 2013 r. Wcześniejsze przyjęcie nastąpiło z powodu pobolewań w dole brzucha i okolicy krzyżowej, w celu obserwacji w kierunku rozpoczynającego się porodu. W dniu przyjęcia pobrano od pacjentki wymaz z pochwy. W wyniku stwierdzono „skąpą florę G (+) bytującą na skórze i śluzówkach, natomiast posiew w kierunku Streptococcus agalactiae był ujemny.

W dniu 04 czerwca 2013 r. pacjentce wykonano cesarskie cięcie (godzina 19:30).

W pierwszej dobie po zabiegu pacjentka odczuwała silny ból podbrzusza. Dolegliwości zgłaszała personelowi szpitala. Pacjentka nie była w stanie wstać z łóżka. O godzinie 08:48 pobrano pacjentce krew na badania. Stwierdzono leukocyty na poziomie 16,33. Nie podjęto żadnych działań. Nie zlecono kontrolnych badań mikrobiologicznych.

Druga doba po cesarskim cięciu przyniosła gwałtowne pogorszenie stanu zdrowa. Pacjentka była blada, spocona, cierpiąca, skarżyła się na silny, rozlany ból brzucha. W badaniu USG stwierdzono dużą ilość płynu w jamie otrzewnowej. Ze względu na objawy wstrząsu, ostrego brzucha pacjentkę zakwalifikowano do relaparotomii w trybie nagłym. Pacjentce otwarto jamę brzuszną. Stwierdzoną tam wydzielinę wysłano do badania mikrobiologicznego. Pacjentkę konsultowano śródoperacyjnie z chirurgami. Po konsylium podjęto decyzję o wycięciu macicy z jajowodami oraz szyjką, jako źródła zakażenia bezpośrednio zagrażającego życiu.

Po wykonanej w dniu 06 czerwca 2013 r. relaparotomii pacjentkę przeniesiono na OIOM gdzie przebywała do dnia 08 lipca 2013 r. Po przyjęciu na OIOM stan pacjentki był bardzo ciężki. Pacjentka była w stanie wstrząsu septycznego z niewydolnością wielonarządową (niewydolność oddechowa, krążenia, przewodu pokarmowego, nerek, koagulopatia,) w przebiegu zapalenia otrzewnej z punktem wyjścia z narządu rodnego.

Z pobranego śródoperacyjnie materiału wyhodowano bakterię Streptococcus pyogenes.

Pacjentkę poddano kolejnym, licznym zabiegom. W dniu 08 lipca 2013 r. pacjentkę przeniesiono na inny oddział, w którym przebywała do dnia 24 lipca 2013 r. W tym dniu pacjentka została wypisana do domu z zaleceniami.

Zakażenie pacjentki bakterią Streptococcus pyogenes uznano za zakażenie szpitalne. Wskutek zakażenia pacjentka doznała 48% uszczerbku na zdrowiu.

Pacjentka wezwała szpital do zapłaty kwoty 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę.

Co na to biegli w wydanych w sprawie opiniach?

Z opinii biegłych wynika, że szpital, mając wiedzę o nosicielstwie przez pacjentkę bakterii S. epidermidis i E. coli już w dniu przyjęcia (31 maja 2013 r.) powinien powtórzyć badania (co zrobił w zakresie pobrania wymazu z pochwy) i sprawdzić parametry krwi, które wykluczyłyby u pacjentki rozwinięty (lub rozwiający się) stan zapalny. Należało wykonać morfologię krwi oraz oznaczyć poziom CRP (tych badań nie wykonano).

Biegli wskazali nadto, że może się tak zdarzyć, i nie należy to do rzadkości, że jeden szczep bakterii toruje drogę do wniknięcia innym szczepom, o większej wirulencji. Lekceważenie nie tylko infekcji, ale też nosicielstwa jest częstą przyczyną dalszych powikłań. Dlatego tak ważne jest stałe monitorowanie pacjentów, u których wykryto potencjalnie chorobotwórcze drobnoustroje.

Zdaniem biegłych w szpitalu zabrakło powtórzenia wyniku z dnia 31 maja 2013 r. wykonanego przy przyjęciu do szpitala, który biegła w zakresie biologii medycznej uznała za „niejednoznaczny” (rozpoznano tam nieliczne bakterie gram dodatnie).

Natomiast po stwierdzeniu wysokiego poziomu leukocytów, zgłoszenia przez pacjentkę silnego bólu oraz niemożności chodzenia po cesarskim cięciu, należało zlecić badanie CRP (białko C-reaktywne; jedno z białek fazy ostrej) i stosownie do wyniku badania podjąć dalszą diagnostykę lub leczenie. Tego nie uczyniono.

Biegli podkreślili, że przyjęcie do szpitala pacjenta, który jest nosicielem mikroorganizmu i ma mieć wykonany zabieg z naruszeniem powłok skórnych, wymaga obserwacji jego parametrów krwi.

Co na to sądy?

Zdaniem sądu pierwszej instancji, który oparł osąd na opinii biegłych, zachowanie personelu szpitala odbiegało od modelowego wzorca fachowca, a działanie zgodne ze wskazaniami sztuki medycznej pozwoliłoby uniknąć błędu skutkującego wystąpieniem szkody.

Lekarze pozwanego nie dochowali należytej staranności, a ich zachowanie należało ocenić jako zawinione. Lekarze ci nie powinni lekceważyć wyników badań przeprowadzonych jeszcze przed przyjęciem (12 maja 2013 r.), jak i niejednoznacznych wyników badań w dniu przyjęcia (31 maja 2013 r.), a dokładnie – nie powinni zaniechać ich weryfikacji.

Pomiędzy zaniedbaniem personelu medycznego szpitala, a szkodą po stronie pacjentki zaistniał adekwatny związek przyczynowo-skutkowy.

Sąd okręgowy uznał powództwo za zasadne w całości. Ocenę sądu pierwszej instancji podtrzymał sąd apelacyjny.

Wysokość zadośćuczynienia

Od szpitala na rzecz pacjentki zasądzono kwotę 150.000 zł wraz z odsetkami.

Krzywda pacjentki była bardzo wysoka. O jej stopniu zadecydował przez wszystkim fakt usunięcia macicy wraz z jajowodami, co jest równoznaczne z utratą zdolności płodzenia w wieku 26 lat, usunięcie wyrostka robaczkowego oraz pęcherzyka żółciowego. Skutkiem wykonanych zabiegów były również liczny blizny.

Na aprobatę zasługuje ocena sądu, zgodnie z którą oceniono krzywdę na poziomie bardzo wysokim. Pacjentka szkody doznała w bardzo młodym wieku, w szczycie możliwości rozrodczych, jak i w najlepszym czasie dla realizowania się w roli kobiety, matki i żony.

Dziękuję za uwagę! Zachęcam do komentowania oraz wskazywania tematów, o których chcielibyście przeczytać.

Źródło: wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 24 października 2018 r.

Autor zdjęcia: parentingupstream on http://www.pixabay.pl