KROK PO KROKU: Zakażenie pałeczką Pseudomonas aeruginosa (#1)

We wpisach zatytułowanych „Krok po kroku” omawiać będę postępy w wybranych przeze mnie sprawach, które aktualnie prowadzę. Opiszę w nich jakie czynności podejmuję w sprawie i dlaczego, jak również co udało się dzięki tym czynnościom osiągnąć. Zachęcam do systematycznego czytania publikowanych wpisów.

Zakażenie układu moczowego bakterią Pseudomonas aeruginosa

Do mojej Kancelarii trafiła ostatnio sprawa niespełna dwuletniej dziewczynki, u której stwierdzono zakażenie układu moczowego bakterią Pseudomonas aeruginosa. Nie jest to mój pierwszy kontakt z tą bakterią. Oczywiście mówię o tym w aspekcie zawodowym. Po raz pierwszy zetknąłem się z nią w sprawie, w której reprezentowałem (w zasadzie nadal reprezentuję – sprawa jest w toku) interesy pacjentki, u której stwierdzono obecność tej bakterii w ranie po wykonanej plastyce brzucha. Końca tamtej sprawy nie widać, chociaż – ku memu zdziwieniu, ponieważ nie jest to częsty widok – zakład ubezpieczeń, po sporządzonej przeze mnie reklamacji i pozyskaniu dodatkowej opinii lekarskiej, zmienił zdanie i przyznał zadośćuczynienie za krzywdę spowodowaną uszkodzeniem ciała oraz za naruszenie praw pacjenta. Sprawa dojrzewa do procesu sądowego.

Etap przedprocesowy spraw o zakażenie

W przypadku zakażeń szpitalnych nie należy się spieszyć z pozwaniem szpitala. Pozew w sprawie o zakażenie musi być bardzo dobrze przygotowany, a strategia przemyślana. Nie można tracić z pola widzenia tej okoliczności, że nie każde zakażenie, nawet spełniające definicję zakażenia szpitalnego, jest wynikiem zaniedbania. Zakażenie może być przecież zwykłym „powikłaniem”, mieszczącym się w zakresie ryzyka medycznego. Rozstrzygają indywidualne okoliczności konkretnego przypadku. Każdy detal może mieć istotne znaczenie. Dlatego trzeba maksymalnie wykorzystać możliwości, jakie daje nam etap przedprocesowy. Ja tak właśnie robię.

Na tym etapie stawiam sobie dwa zasadnicze cele.

Pierwszy cel jest oczywisty – dążę do tego aby „wygrać” sprawę już na tym etapie (bez angażowania sądu). Drugim celem jest zebranie jak największej ilości informacji, dokumentów i innych dowodów, w oparciu o które sporządzę następnie pozew lub zarekomenduję odstąpienie od jego wniesienia, gdy okaże się, że dowody nie potwierdzają, że doszło do zaniedbania.

Po pierwsze, maksymalizuje to szanse na powodzenie sprawy przed sądem, a po drugie, minimalizuje ryzyko jej przegrania i niepotrzebnego obciążenia powoda kosztami procesu (w szczególności wynagrodzeniem pełnomocnika szpitala lub zakładu ubezpieczeń, jeżeli sąd nie postanowi odstąpić od nałożenia na powoda obowiązku zwrotu kosztów procesu). Jest również przejawem należytej staranności w tego rodzaju sprawach. Trzeba unikać niepotrzebnego ryzyka.

Trudności dowodowe w sprawach o zakażenie

Sprawy o zakażenie szpitalne są specyficzne. Najczęściej nie jest możliwe wykazanie wprost i bezpośrednio, że do zakażenia doszło w ściśle określony sposób i w danym momencie. Sprawy te są niezwykle trudne, przede wszystkim dowodowo. Nie ma tu żadnego automatyzmu. Zakażenie szpitalne w sensie medycznym (wypracowane dla potrzeb monitorowania i rejestracji zakażeń) nie skutkuje automatycznym przyjęciem odpowiedzialności odszkodowawczej szpitala. Jak w każdej sprawie, to na poszkodowanym spoczywa obowiązek wykazania wszystkich przesłanek odpowiedzialności (zdarzenie, z którym ustawa wiąże obowiązek naprawienia szkody, szkodę i normalny związek przyczynowy pomiędzy tych zdarzeniem i szkodą; bezprawność i winę).

Jak zatem wykazać, że za zakażenie odpowiada akurat ta konkretna placówka medyczna?

Mam na to swoje sprawdzone sposoby, niemniej przy każdej sprawie próbuję nieco innego podejścia.

Szpital i pacjent nie startują z tego samego poziomu

Przyjrzyjmy się temu, jak wygląda sytuacja pacjenta i szpitala na najwcześniejszym etapie sporu, tj. w chwili tuż po zakończonym leczeniu, gdy pacjent dowiaduje się, że stwierdzone u niego objawy wskazują na zakażenie.

Szpital wie jaka jest jego struktura organizacyjna, jak ona funkcjonuje oraz ma pełen dostęp do wszelkiej dokumentacji, która ma znaczenie dla sprawy o zakażenie, w tym wewnętrznej dokumentacji dotyczącej stanu sanitarno-epidemiologicznego szpitala, stosowanych standardów, obowiązujących procedur higienicznych itp.

Sytuacja pacjenta jest dużo gorsza. W zasadzie pacjent ma dostęp wyłącznie do dokumentacji medycznej, na której treść nie ma wpływu. Wpisów dokonuje personel medyczny (lekarze, pielęgniarki). Personel medyczny to profesjonaliści. Nie można z góry zakładać, że dokonane przez jego przedstawicieli wpisy nie są zgodne z rzeczywistością. Mogą zdarzyć się natomiast pomyłki. Zwykłe „ludzkie” przeoczenia. Pacjent ma prawo żądać sprostowania wpisów w dokumentacji medycznej, a szpital ma prawo takiemu żądaniu odmówić, gdy uzna je za bezzasadne. Niemniej dokumentacja medyczna jest kluczowa.

Bardzo cennym dla pacjenta źródłem informacji jest regulamin organizacyjny. Jest tam zapisana struktura organizacyjna placówki medycznej wraz z zakresem obowiązków jednostek i komórek organizacyjnych odpowiedzialnych za prawidłowy stan sanitarno-epidemiologiczny szpitala (pielęgniarki epidemiologicznej, Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych, Komitetu Zakażeń Szpitalnych, pracownie kontroli jakości badań mikrobiologicznych i kontroli zakażeń szpitalnych i inne).

Krok po kroku

Jak zakomunikowałem na początku wpisu, postanowiłem, że będę informował Was na bieżąco, jakie kroki zostaną przez mnie podjęte w tej konkretnej sprawie. Krok po kroku. Aż do (mam nadzieję) korzystnego jej zakończenia dla mojej klientki. W sprawie tej zamierzam wypróbować kilka trików, o których skuteczności nie mogę aktualnie wypowiedzieć się, ponieważ wcześniej z nich nie korzystałem. Na bieżąco „udoskonalam” swój sposób na skuteczne dochodzenie roszczeń dla osób, które z winy placówki medycznej zostały zakażone bakteriami, wirusami czy pasożytami. W końcu na każdego Alcybiadesa jest (podobno) sposób.

Poznaj swojego wroga

W sprawach o zakażenie szpitalne bardzo ważnym aspektem jest doskonałe przygotowanie merytoryczne do sprawy. Na prawie się znam. Na mikrobiologii i chorobach zakaźnych jeszcze nie tak jakbym tego chciał. Wiem, że poziomu mistrzowskiego nie osiągnę nigdy, ale nie jest mi to przecież potrzebne, aby wygrywać. Każdorazowo natomiast zdobywam podstawową wiedzę na temat bakterii, z którą mam do czynienia. Moja zawodowa biblioteczka z literaturą dotyczącą mikrobiologii i chorób zakaźnych bogaci się sukcesywnie o kolejne egzemplarze. Świat mikroorganizmów jest fascynujący i przerażający zarazem.

A teraz do rzeczy!

Po pierwsze, dla potrzeb tej sprawy uzupełniam swoją wiedzę na temat bakterii Pseudomonas Aeruginosa. Wiem już, że bakteria ta nie należy do naturalnej flory bakteryjnej człowieka. Oznacza to, że pochodzi ona z zewnątrz (okresowo kolonizuje człowieka). Cenna dla mnie wiedza. Wiem również, że miejscem jej występowania jest szpital (szczególnie wilgotne środowisko szpitalne, takie jak krany, toalety, instalacja wentylacyjno-klimatyzacyjna).

Po drugie, gromadzę informacje na temat szpitala, w którym (jak sądzę) doszło do zakażenia. Zastanawiacie się jakie to informacje? Wszystkie dostępne powszechnie lub na wniosek, a świadczące o sytuacji epidemiologicznej danej placówki medycznej.

Kilka ciekawostek o Pseudomonas aeruginosa

Ciekawą genezę ma sama nazwa bakterii. Pseudomonas pochodzi od słowa „pseudes”, które oznacza „fałszywy”, oraz słowa „monas”, co oznacza „jedność”. Nazwa odnosi się do układających się w pary komórek, które w barwieniu metodą Grama przypominają jedną komórkę.

„Aeruginosa” oznacza pełen „miedzianej rdzy” lub zieleni, co odnosi się do zielonego zabarwienia kolonii, nadawanego przez niebieski (piocyjanina) i żółty (piowerdyna) barwnik tych bakterii.

Inną znaną nazwą tej bakterii jest pałeczka ropy błękitnej.

Wiedzę o bakterii Pseudomonas aeruginosa zaczerpnąłem ze źródła: Mikrobiologia, Patrick R. Murray, Ken S. Rosenthal, Michael A. Pfaller, Wydanie 8, 2018, s. 306-312.

Pierwsze kroki w etapie przedprocesowym

Dysponuję dokumentacją medyczną z leczenia szpitalnego. Pozyskuję dokumentację medyczną z leczenia przez lekarza rodzinnego (POZ) oraz leczenia w poradniach (AOS). W każdej sprawie medycznej przed wniesieniem pozwu należy bezwzględnie pozyskać całość dokumentacji medycznej.

Zbieram informacje i dokumenty na temat sytuacji epidemiologicznej placówki medycznej, którą uznaję (wstępnie) za winną zakażenia bakterią.

Pochłaniam wiedzę na temat bakterii Pseudomonas aeruginosa.

Analizuję Regulamin Organizacyjny szpitala.

Zwrócę się o nazwę ubezpieczyciela oraz nr polisy OC szpitala.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli problem z uzyskaniem nazwy ubezpieczyciela szpitala i nr polisy OC – powołajcie się na art. 14 ust. 2 ustawy o działalności leczniczej, zgodnie z którym podmiot wykonujący działalność leczniczą (szpital) – na wniosek pacjenta – udziela niezbędnych informacji na temat zawartych umów ubezpieczenia. Gdy szpital przepis ten zignoruje – nie pozostaje nic innego jak zainteresować tym organ nadzoru nad podmiotami leczniczymi, którym jest wojewoda.

Dziękuję za poświęcony mi czas. Wkrótce kolejny wpis. Oczywiście, żeby było o czym pisać, sprawa musi ruszyć do przodu.

CASE STUDY 5: „Samozakażenie” gronkowcem złocistym MSSA – dlaczego pacjent przegrywa?

Wyrok ten zainteresował mnie szczególnie. Pierwszy raz spotkałem się z koncepcją „samozakażenia”. Wiem, brzmi dość osobliwie. Koncepcja ta pojawiła się na kanwie sprawy, w której Sąd Apelacyjny w Szczecinie oddalił apelację powoda od wyroku Sądu Okręgowego oddalającego powództwo w całości.

Słowem – przegrana!

Czym jest „samozakażenie”? O tym dowiecie się wkrótce. W sprawie tej – moim zdaniem – pominięto bardzo ważny aspekt legalności zabiegu operacyjnego – świadomą zgodę na zabieg operacyjny, na podstawie której pacjent – należycie poinformowany – przyjmuje na siebie standardowe ryzyko związane z danym zabiegiem, a nie ryzyko inne niż standardowe (np. zwiększone poprzez działanie lub zaniechanie personelu medycznego placówki medycznej).

Ryzyko, jakie przyjmuje na siebie pacjent wyrażając zgodę na zabieg nie obejmuje komplikacji powstałych wskutek pomyłki lub niezręczności lekarza.

Zachęcam do lektury mojego wpisu, w którym przybliżę jej kulisy i skomentuję wydane w sprawie orzeczenie. Jak zawsze, mój komentarz znajdziesz na końcu wpisu.

O co wnosi powód?

Powód domaga się zasądzenia 80.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, spowodowaną rozstrojem zdrowia wskutek zakażenia go bakterią gronkowca złocistego MSSA podczas operacji chirurgicznej – alloplastyki prawego stawu biodrowego i rekonstrukcji kostnej stropu panewki. Domaga się również zasądzenia kwoty 440 zł tytułem odszkodowania

Co powód zarzuca placówce medycznej?

Powód zarzuca szpitalowi, że doprowadził do zakażenia go bakterią gronkowca złocistego MSSA podczas operacji chirurgicznej. Podnosi, że szpital nie zapewnił mu bezpieczeństwa pobytu, a do zakażenia doszło na skutek nieprawidłowo wdrożonej profilaktyki okołooperacyjnej oraz złego stanu sanitarnego szpitala.

Kiedy pojawiają się objawy zakażenia?

Objawy zakażenia w postaci intensywnego wycieku z rany ropno-krwistego pojawiają się bardzo szybko. Operacja ma miejsce 23 lipca 2010 r., natomiast wyciek pojawia się 09 sierpnia 2010 r.

Czy leczenie jest skuteczne?

Nie jest. Rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem ma charakter przewlekły. Zakażenie jest trudne do wyleczenia z uwagi na jego lokalizację w obszarze kostno-stawowym.

Co na to biegły w wydanej w sprawie opinii?

Do zakażenia powoda bakterią gronkowca złocistego MSSA dochodzi podczas zabiegu z dnia 23 lipca 2010 r. Zakażenie ma charakter zakażenia szpitalnego w sensie medycznym. Nie oznacza to jednak, że szpital ponosi odpowiedzialność za jego spowodowanie. Gronkowiec złocisty MSSA występuje powszechnie we florze bakteryjnej każdego człowieka. Zakażenie powoda ma charakter endogenny (florą własną).

Biegli uznają, że profilaktyczne podanie antybiotyku w chwili nacięcia jest niewłaściwe i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia „w stopniu minimalnym trudnym do jednoznacznego ustalenia”. Nie jest to jednak w ich opinii błędem, a tylko działaniem „nieoptymalnym”.

Co na to sąd pierwszej instancji?

Sąd oddala powództwo w całości opierając się na wnioskach opinii biegłych co do tego, że nieprawidłowe włączenie profilaktyki antybiotykowej „nie urasta do błędu medycznego”.

Powodowi nie udaje się udowodnić podstaw odpowiedzialności szpitala.

Sąd na podstawie zgromadzonych w aktach dowodów uznaje, że przyczyną zakażenia nie było nieprawidłowe działanie personelu szpitala, lecz „przypadek”. Do zakażenia powoda gronkowcem złocistym MSSA doszło poprzez dostanie się bakterii do rany, przy czym – zdaniem sądu – zakażenia to miało charakter „samozakażenia” (!).

Bakteria gronkowca złocistego MSSA powszechnie występuje we florze bakteryjnej każdego człowieka, w tym również skórze. Gronkowiec tego rodzaju nie jest bakterią typowo szpitalną.

Wskazane wyżej okoliczności wystarczyły Sądowi Okręgowemu do oddalenia powództwa w całości.

Co na to sąd drugiej instancji?

Sąd Apelacyjny podziela ustalenia wyroku sądu pierwszej instancji i oddala apelację.

Opierając się na opinii biegłych wskazuje, że gronkowiec złocisty MSSA, ze względu na powszechne występowanie u ludzi, jest czynnikiem endogennym. Zabieg u powoda odbył się w okolicy jałowej i był zabiegiem o najniższym wskaźniku zakażenia. Podanie antybiotyku wraz z pierwszym nacięciem nie było błędem. Nie było to jednak działanie optymalne i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia, ale w stopniu minimalnym, trudnym do jednoznacznego ustalenia.

Podanie antybiotyku wraz z pierwszym nacięciem nie było działaniem optymalnym i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia, ale w stopniu minimalnym, trudnym do jednoznacznego ustalenia.

Sąd stwierdza, że zgromadzone dowody nie dają podstaw do przyjęcia, że w szpitalu doszło do zaniedbań w zakresie szeroko rozumianych procedur medycznych, ewentualnie w zakresie organizacji funkcjonowania szpitala, które mogłyby skutkować przyjęciem odpowiedzialności placówki medycznej za zakażenia bakterią gronkowca złocistego MSSA.

Sąd Apelacyjny oddala apelację w całości i – jedynie częściowo – obciąża kosztami powoda.

MÓJ KOMENTARZ

Nie jestem w stanie przyjąć bez zastrzeżeń wyniku tego sporu sądowego.

Biegły w opinii wprost przecież wskazuje, że doszło do uchybienia, które mogło „zwiększyć ryzyko zakażenia”. Właśnie to jest istotą tej sprawy.

Uważam również, że opinia biegłego powinna być bardziej precyzyjna. Co to znaczy „w stopniu minimalnym”? Czy oznacza to zwiększenie ryzyka z poziomu 2% do 10%? Czy może z 2% do 2,5%?

Już na pierwszy rzut oka widać różnicę w tych dwóch sytuacjach.

Biegły wskazał, że możliwe zwiększenie stopnia zakażenia jest „trudne do jednoznacznego ustalenia”. Dlaczego nie zostaje ustalone chociażby „w przybliżeniu”? Sprawy medyczne nie wymagają „pewności”.

Literatura naukowa dokonuje klasyfikacji rany chirurgicznej i ryzyka powstania zakażenia. Ryzyko to podawane jest w % i odnoszone jest do rodzaju rany. Dlaczego zatem biegli nie podjęli próby „doprecyzowania” o ile % zwiększyło się ryzyko zakażenia wskutek nieprawidłowej antybiotykoterapii przedoperacyjnej? Być może ani sąd, ani powód, o to nie pytali.

Nie mogę również pogodzić się z tym, że w komentowanej sprawie pominięto aspekt świadomej zgody na zabieg operacyjny (być może powód nie argumentował w tym kierunku, a kwestia zgody nie była między stronami sporna).

Postaram się wyjaśnić to na poniższym przykładzie.

Sytuacja nr 1

Powód przed podjęciem zabiegu informowany jest o ryzyku infekcji, a ryzyko określane jest na „do 2 %”. Powód – poinformowany o rodzaju ryzyka i jego skali – wyraża zgodę na zabieg. Wie na co się godzi i to akceptuje.

Zabieg wykonano zgodnie z wiedzą medyczną, niemniej i tak dochodzi do zakażenia. W tych okolicznościach zakażenia jest objęte świadomą zgodą na zabieg operacyjny.

Sytuacja nr 2

Powód przed podjęciem zabiegu informowany jest o ryzyku infekcji, a ryzyko określane jest na „do 2 %”. Powód – poinformowany o rodzaju ryzyka i jego skali – wyraża zgodę na zabieg. Wie na co się godzi i to akceptuje.

Przed zabiegiem, w ramach profilaktyki okołooperacyjnej, powodowi podano antybiotyk „w chwili nacięcia” (standardy przewidują podanie antybiotyku wcześniej). Nie jest to prawidłowe. Odbiega od mającego zastosowanie standardu wynikającego z wiedzy medycznej. Zwiększyło to ryzyko zakażenia ze standardowego (2%) do podwyższonego (np. 4%).

Na to powód zgody nie wyraził.

Dlatego uważam, że w komentowanej sprawie należało więcej uwagi poświęcić świadomej zgodzie na zabieg medyczny. Biegli powinni sformułować wnioski bardziej precyzyjnie, tak aby sąd wydając wyrok dysponował informacjami (możliwie dokładnymi) o ile uchybienie w zakresie przedoperacyjnej profilaktyki antybiotykowej zwiększyły ryzyko zakażenia.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego wpisu. Zachęcam do lajkowania oraz komentowania.

Zdjęcia dzięki uprzejmości WikiImages / pixabay.com

Praktyczna strona dochodzenia roszczeń za szkody wyrządzone zakażeniem. Część III. – Postępowanie interwencyjne przed Rzecznikiem Finansowym

W poprzednich wpisach omówiłem dla Was dwa podstawowe sposoby dochodzenia roszczeń za szkody wyrządzone zakażeniem szpitalnym – wezwanie do zapłaty (Część I) oraz zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi szpitala (Część II). Są to środki „pierwszego rzutu”, tak jak antybiotyki o szerokim spektrum działania. Wezwanie do zapłaty i zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi pełnią bardzo ważną rolę. Jaką? Poczytaj o tym w moich poprzednich wpisach.

Jest to dobry moment na omówienie postępowań przed Rzecznikiem Finansowym. Czy warto stawiać na jego pomoc? Uważam, że tak, a dlaczego tak sądzę dowiecie się z niniejszego wpisu.

Nadszedł długo wyczekiwany dzień – listonosz przynosi przesyłkę ze szpitala. Nerwowo otwierasz kopertę, wyszarpujesz z niej pismo a tam… odmowa! Czytasz. Oczom własnym nie wierzysz. Szpital uważa, że zakażenie miało charakter endo… endo… endo – co? Endogenny. Wujek google. Co to znaczy „endogenny”? Że niby florą własną? Że niby sam siebie zakaziłem? A dalej standard – szpital pisze, że dopełnił wszelkich obowiązków w zakresie zapewnienie Tobie bezpieczeństwa pobytu, że każdy zabieg niesie ryzyko zakażenia, że Twój przypadek to właśnie te 0,001% przypadków, gdy przy prawidłowym wykonaniu zabiegu, mimo wszystko dochodzi do zakażenia.

Wniosek o interwencję do Rzecznika Finansowego możesz złożyć po nieuezględnieniu reklamacji przez zakład ubezpieczeń.

Spoglądasz – jeszcze jedna koperta. Od kogo? Na kopercie logo zakładu ubezpieczeń. Myślisz – do dwóch razy sztuka! Ponownie, nerwowo otwierasz kopertę, wyszarpujesz z niej pismo a tam… ponownie odmowa! A w niej również standardowe zwroty, że nie udowodniłeś, że nie ma pewności, że do zakażenia doszło dokładnie w tej placówce, dokładnie w tym miejscu i czasie. No przecież mogło do niego dojść w Twoim domu lub po prostu wszędzie. Ale żeby gronkowcem złocistym MRSA? Nie sądzę. Co dalej? Reklamacja. A jak ta będzie odmowna, to co wtedy? Czytaj dalej, a dowiesz się co zrobić.

Do trzech razy sztuka.

Po odmowie zapłaty przez szpital lub jego ubezpieczyciela, po negatywnym rozpoznaniu reklamacji, czas postawić na Rzecznika Finansowego. Jego zadaniem jest ochrona Twojego interesu. Pamiętaj, że postępowanie przed Rzecznikiem może być wszczęte, co do zasady, dopiero po wniesieniu i negatywnym rozpatrzeniu reklamacji przez zakład ubezpieczeń.

Niniejszym wpisem podzielę się z Wami moimi doświadczeniami z Rzecznikiem Finansowym w ramach postępowania interwencyjnego. Postępowanie polubowne omówię innym razem.

Wszczęcie postępowania przez Rzecznika Finansowego z Twojego wniosku o interwencję może skłonić zakład ubezpieczeń do załatwienia sprawy w sposób polubowny.

Zarówno pierwsze jak i drugie są rodzajem postępowania przedsądowego. Nie jest konieczne, aby przed wniesieniem pozwu do sądu, skorzystać z któregokolwiek z nich. Postępowania te, a w zasadzie informacje, które przy ich pomocy można zdobyć, stanowią dużą pomoc przy sporządzaniu pozwu.  Można to przyrównać do sytuacji, w której przed wniesieniem pozwu masz na biurku odpowiedź na pozew, z której wynika stanowisko zakładu ubezpieczeń. Prawda, że już na pierwszy rzut oka takie postępowanie wydaje się celowe? Na razie na marginesie zaznaczę, że na etapie sporu sądowego Rzecznik może wesprzeć Ciebie istotnym poglądem w Twojej sprawie. Tego rodzaju pomoc również omówię w przyszłości.

A teraz do meritum.

Moje doświadczenia z Rzecznikiem Finansowym oceniam pozytywnie. Dlaczego? Przeczytaj koniecznie.

Sytuacja nr 1

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny odmówił przyznania zadośćuczynienia ponad kwotę 2.000 zł, uznając, że – jego zdaniem – jest to kwota „odpowiednia” do cierpień poszkodowanego. Pozwoliłem się z tym nie zgodzić. Sporządziłem reklamację, ale ta nie odniosła zamierzonego skutku. UFG uparcie stał przy swoim stanowisku. To co mnie dotknęło, to nie fakt, że UFG odmówił przyznania świadczenia – to zdarza się często. Uderzyło mnie to, w jaki sposób to zrobił – „nie bo nie”! Cytat z klasyka: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Cham się uprze i mu daj!”.

Postanowiłem złożyć wniosek do Rzecznika Finansowego z prośbą o interwencję. Przygotowałem go stosując wypracowane przeze mnie rozwiązania przy pisaniu pozwów o zapłatę. Wniosek podzieliłem na trzy części – I. Stan faktyczny, II. Zgłoszone roszczenia oraz III. Istota sporu pomiędzy wnioskodawcą a UFG. Każda z części była precyzyjnie opisana. Wszystko, aby Rzecznik Finansowy mógł zrozumieć istotę sporu z UFG.

Wskutek złożonego wniosku Rzecznik zwrócił się do UFG o doprecyzowanie ich stanowiska, w tym udzielenie odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania w toku korespondencji z UFG. Ostatnim pytaniem UFG było czy dopuszcza on ugodowe zakończenie sprawy, a jeżeli tak – zwrócił się o złożenie propozycji ugodowej.

Pomiędzy moim wnioskiem do Rzecznika Finansowego a jego reakcją minęły około 2 miesiące.

W odpowiedzi na pismo Rzecznika UFG udzielił szczegółowych wyjaśnień oraz wskazał, że jest gotów przyznać dalszą kwotę zadośćuczynienia. Kwotę wskazał w piśmie.

Pomiędzy pismem Rzecznika do UFG a odpowiedzią UFG do Rzecznika minął 1 miesiąc.

Dalsze negocjacje doprowadziły do polubownego zakończenia sprawy. W ten sposób, z pomocą Rzecznika Finansowego, udało się uniknąć długotrwałego sporu sądowego.

Sytuacja nr 2

Zakład ubezpieczeń odmówił przyznania odszkodowania w znacznej części. Chodziło o przyznanie odszkodowania z tytułu ubezpieczenia na wypadek trwałego uszczerbku na zdrowiu spowodowanego nieszczęśliwym wypadkiem. Spór koncentrował się na zbyt niskim ustaleniu % trwałego uszczerbku na zdrowiu, wobec ustalenia go wyłącznie na podstawie dokumentacji medycznej, bez przeprowadzenia badania. Reklamacja nie odniosła zamierzonego rezultatu. Badania nadal nie przeprowadzono.

Wskutek złożonego wniosku do Rzecznika Finansowego zakład ubezpieczeń zmienił zdanie i skierował ubezpieczonego do lekarza orzecznika.

Przeprowadzone badanie potwierdziło, że % uszczerbek na zdrowiu orzeczony wyłącznie w oparciu o dokumentację medyczna, bez badania naocznego, skutkował jego zaniżeniem. Zakład ubezpieczeń ostatecznie zwiększył kwotę przyznanego uprzednio odszkodowania.

Interwencja Rzecznika Finansowego ponownie pomogła uniknąć długotrwałego sporu sądowego.

Nie są to jedyne pozytywne doświadczenia z Rzecznikiem Finansowym, niemniej chciałem pokazać Wam, w jaki sposób możecie sobie pomóc przy jego udziale, i co możecie osiągnąć.

Dziękuję za poświęcony czas i uwagę.

Grafika dzięki uprzejmości mary1826/pixabay.com

CASE STUDY 4: Zakażenie gronkowcem złocistym i paciorkowcem ropnym podczas zabiegu przekłucia pępka i założenia kolczyka. 10.000 zł zadośćuczynienia na rzecz klientki salonu kosmetycznego

Sąd Okręgowy w Elblągu zmienia wyrok sądu pierwszej instancji i zasądza na rzecz powódki 10.000 zł zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną zakażeniem bakterią gronkowca złocistego i paciorkowca ropnego podczas zabiegu przekłucia pępka i założenia kolczyka (powódka żądała 20.000 zł).

Słowem – „szklanka do połowy pełna”!

Co ciekawego w tym wyroku?

Należy uświadomić sobie, że zakażenia to nie tylko problem szpitali. Odpowiedzialność za zakażenie może ponieść również salon kosmetyczny. Zabieg przekłucia pępka oraz założenia kolczyka jest czynnością, w trakcie której dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek ludzkich. Salon kosmetyczny ma obowiązek wdrożenia i stosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami oraz chorobami zakaźnymi.

Uchybienie tym obowiązkom może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą.

Odpowiedzialność odszkodowawczą za zakażenie może ponieść również salon kosmetyczny lub studio tatuażu jak i każdy podmiot, który świadczy usługi połączone z naruszeniem ciągłości tkanek ludzkich. 

Co powódka zarzuca salonowi kosmetycznemu?

Powódka podniosła, że w salonie kosmetycznym doszło do naruszenia obowiązujących procedur higienicznych. Skutkiem ich naruszenia było zakażenie powódki bakterią gronkowca złocistego i paciorkowca ropnego. W czasie zabiegu osoba go przeprowadzająca nie używała jednorazowych rękawiczek, a założony kolczyk nie był sterylny. Kolczyk przyniosła klientka – przed założeniem został on jedynie zdezynfekowany, co nie jest równoznaczne z poddaniem go procesowi sterylizacji.

Kiedy pojawiają się objawy zakażenia?

2 września 2011 r. powódka ma przekłuwany pępek oraz zakładany kolczyk. Po pewnym czasie od zabiegu powódka zaczyna odczuwać ból i pojawia się ropień. Powódka udaje się do lekarza rodzinnego, który niezwłocznie kieruję ją do szpitala.

16 września 2011 r. powódka zostaje przyjęta do szpitala. Lekarze podejmują decyzję o usunięciu kolczyka oraz wykonują posiew. Wyhodowana zostaje bakteria gronkowca złocistego oraz paciorkowca ropnego.

21 września 2011 r. powódka opuszcza szpital.

Czy leczenie jest skuteczne?

Nie ma na ten temat szczegółowych informacji, niemniej z lektury orzeczenia wynika, że kończy się korzystnie dla powódki.

Co na to biegły w wydanej w sprawie opinii?

W sprawie wypowiada się biegły z zakresu chorób wewnętrznych.

Biegły potwierdza, że do zakażenia mogło dojść w czasie zabiegu przekłucia pępka oraz założenia kolczyka. Wskazuje przy tym jednak, że do zakażenie mogło dojść także później, na skutek niewłaściwej pielęgnacji miejsca przekłucia pępka, penetracji drobnoustroju z odzieży lub dotykania palcami przekłutego miejsca.

Do zakażenia bakterią gronkowca złocistego może dojść podczas zabiegu przekłucia pępka oraz założenia kolczyka wykonanego w salonie kosmetycznym przy naruszeniu procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami.

Co na to sąd pierwszej instancji?

Sąd pierwszej instancji przyjmuje, że powódka nie udowodniła faktu, że do zakażenia doszło podczas zabiegu 02 września 2011 r. Opinia biegłego nie dostarcza bowiem – w ocenie sądu – jednoznacznej odpowiedzi, gdzie doszło do zakażenia, czy w salonie kosmetycznym, czy w środowisku poza salonem.

W takich okolicznościach sąd uznaje roszczenie za niewykazane.

Co na to sąd drugiej instancji?

Sąd drugiej instancji nie zgadza się z oceną opinii biegłego dokonaną przez sąd pierwszej instancji i zmienia wyrok. Zdaniem tego sądu, sąd pierwszej instancji przy ocenie dowodu z opinii biegłego pomija istotną okoliczność niezachowania przez pozwany salon kosmetyczny wymogu założenia do pępka jednorazowego (sterylnego) kolczyka i wykorzystania do zabiegu pierścionka przyniesionego przez powódkę, który został poddany jedynie zabiegowi dezynfekcji. Kolejnym faktem, któremu sąd pierwszej instancji nie poświęca wystarczająco dużo uwagi, jest okoliczność niewykonania zabiegu w jednorazowych rękawicach ochronnych.

Zdaniem tego sądu, wskazane wyżej uchybienia salonu kosmetycznego pozwalają przyjąć – na zasadzie domniemania faktycznego – że do zakażenia powódki doszło z dużym prawdopodobieństwem podczas zabiegu w dniu 02 września 2011 r.

Sąd drugiej instancji zmienia zaskarżony wyrok i zasądza na rzecz powódki 10.000 zł.

MÓJ KOMENTARZ

Sad pierwszej instancji postawił powodowi poprzeczkę zbyt wysoko. Nie jest możliwe wykazanie w sposób „pewny” i „stanowczy”, że do zakażenia doszło w danej chwili, w ściśle określony sposób. Powód nie miał szansy udowodnić swoich racji.

Sąd drugiej instancji do sprawy podszedł właściwie i zastosował domniemanie faktyczne. Dla przypomnienia – domniemanie faktyczne polega na tym, że z udowodnionego faktu wyprowadza się wniosek o istnieniu innego faktu (faktu domniemanego).

Zarówno sąd pierwszej instancji, jak i sąd drugiej instancji, byli zgodni, że pozwany salon kosmetyczny dopuścił się naruszenia procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami. Po pierwsze, nie użył jednorazowych rękawiczek ochronnych, a po drugie, wykorzystał do zabiegu niesterylny kolczyk przyniesiony przez klientkę (powódkę).

W sprawie wykazano wobec powyższego aż dwa fakty, które zwiększały ryzyko zakażenia. Udowodnienie tych faktów pozwalało natomiast zastosować domniemanie faktyczne.

Skoro salon kosmetyczny podczas zabiegu uchybił procedurom zapewniającym ochronę przed zakażeniami (fakt udowodniony), co zwiększyło ryzyko zakażenia (wiadomości specjalne z opinii biegłego), to należy przyjąć, że pomiędzy zabiegiem wykonanym z naruszeniem procedur a zakażeniem i stanem zdrowia poszkodowanego wywołanym tym zakażeniem (krzywda będąca skutkiem rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała), istnieje adekwatny związek przyczynowy (fakt domniemany).

Spełniona została w ten sposób ostatnia przesłanka odpowiedzialności odszkodowawczej za zakażenie – adekwatny związek przyczynowy.

Wyrok sądu drugiej instancji należy przyjąć z pełną aprobatą.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego wpisu. Zachęcam do lajkowania oraz komentowania.

Zdjęcie dzięki uprzejmości zseee / pixabay.com

CASE STUDY 3: Utrata nerki jako skutek zakażenia układu moczowego. 76.000 zł dla poszkodowanego pacjenta

Sąd Okręgowy w Łodzi wyrokiem z dnia 11 września 2015 r. zasądza od szpitala na rzecz pacjenta kwotę 76.000 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę wraz z odsetkami ustawowymi. Dokładnie takiej kwoty domaga się poszkodowany pacjent.

Słowem – „stuprocentowa” wygrana!

Wyrok ten zainteresował mnie przede wszystkim z tego powodu, że sąd w sposób bardzo korzystny dla powoda stosuje tzw. domniemania faktyczne. Powód wygrywa pomimo nieudowodnienia uchybień po stronie personelu szpitala. Materiał dowodowy na tę okoliczność jest bardzo skąpy. W tej sprawie sąd idzie powodowi „na rękę”. Nie dzieje się tak zawsze, a nawet przeważnie jest odwrotnie – niewykazanie uchybień po stronie szpitala skutkuje oddaleniem powództwa w całości. Tutaj jest inaczej.

Zachęcam do lektury mojego wpisu, w którym komentuję wydane w sprawie orzeczenie.

W procesach dotyczących zakażeń szpitalnych sądy stosują tzw. domniemania faktyczne. Stanowią one ułatwienia w udowadnianiu faktów, których wykazanie „wprost” jest znacznie utrudnione. Sąd może taki „fakt domniemany” wyprowadzić z innego „faktu udowodnionego”, jeżeli pomiędzy tymi faktami istnieje związek logiczny.

O co wnosi powód?

Powód domaga się zasądzenia 76.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, spowodowaną przewlekłą chorobą nerek (w tym utratą jednej z nich), która jest skutkiem zakażenia go przez szpital bakteriami Klebsiella pneumoniae oraz Enterococcus faecalis.

Co powód zarzuca placówce medycznej?

Powód choruje na nowotwór pęcherza moczowego i poddaje się w związku z tym zabiegowi resekcji guza pęcherza moczowego (08 czerwca 2010 r.). Powodowi następnie usuwa się pęcherz moczowy wraz z okolicznymi węzłami chłonnymi i zakłada cewnik (13 sierpnia 2010 r.). Zdaniem powoda szpital doprowadza do zakażenia go bakteriami szpitalnymi, które prowadzą do przewlekłej niewydolności nerek, w tym utraty jednej z nich.

Kiedy pojawiają się objawy zakażenia?

14 sierpnia powód gorączkuje do 38,8 stopni. Ma to miejsce w trakcie hospitalizacji w związku z zabiegiem z 13 sierpnia 2010 r. (hospitalizacja w okresie od 8 sierpnia do 21 sierpnia 2010 r.). Powoda wypisuje się do domu. Stan jego się poprawia.

Z uwagi na utrzymujące się stany gorączkowe powód hospitalizowany jest ponownie w okresie od 21 września do 23 września 2010 r. W posiewie z moczu wykonanym 22 września 2010 r. wyhodowano bakterię Klebsiella pneumoniae oporną na większość antybiotyków.

16 października 2010 r. powód ponownie zostaje przyjęty do szpitala. Powodem przyjęcia jest stan ciężki, gorączka, niewydolność nerek oraz anemizacja. Wypisany z zaleceniem leczenia nefrologicznego.

W związku z nadal utrzymującą się gorączką powoda ponownie przyjmuje się do szpitala z rozpoznaniem urosepsy (posocznicy pochodzenia nerkowego), ropni obu nerek, przewlekłej niewydolności nerek oraz konieczności hemodializoterapii przewlekłej (od 21 października do 29 października 2010 r.).

W wykonanych badaniach moczu stwierdza się bakterie Klebsiella pneumoniae oraz Enterococcus faecalis.

W latach 2010 2013 r. powód jest wielokrotnie ponownie hospitalizowany w powodu zakażenia układu moczowego oraz niewydolności nerek.

27 czerwca 2013 r. powód przechodzi zabieg usunięcia nerki prawej.

Czy leczenie jest skuteczne?

Początkowo nie jest. Ostatecznie – udaje się ustabilizować stan powoda, niemniej stan ten jest poważny. Powód wymaga stałej kontroli wielospecjalistycznej i stałych dializ. Rokowania co do osoby powoda są niepomyślne.

Co na to biegły w wydanej w sprawie opinii?

W sprawie wypowiadają się biegli trzech specjalności.

Biegły z zakresu chorób zakaźnych uznaje zakażenia powoda bakteriami Klebsiella pneumoniae oraz Enterococcus faecalis za zakażenie szpitalne związane z zabiegiem urologicznym. Przed pierwszym zabiegiem nie było żadnych objawów wskazujących na zakażenia powoda. Biegły ten wskazuje, że w aktach sprawy nie ma dowodów na nieprawidłowe postępowania szpitala lub jego personelu. Zgromadzona w aktach sprawy dokumentacja jest niedostateczna.

Biegły z zakresu urologii wskazuje, że utrata nerki pozostaje w związku przyczynowym z zakażeniem układu moczowego po zabiegu z 13 sierpnia 2010 r. Świadczy o tym stopniowo nasilająca się niewydolność nerkowa, zmiany ropne w nerkach oraz pogarszająca się funkcja pozostałej nerki wymagająca dializowania. Uszczerbek na zdrowiu biegły ocenia na 75%.

Biegły z zakresu nefrologii przyjmuje, że stopień oporności wykrytych u powoda bakterii wskazuje na szpitalny charakter zakażenia. Wykrycie bakterii we wrześniu 2010 r. nie świadczy o tym, że bakterii nie było w organizmie powoda przed tą datą. Biegły ocenia, że do zakażenia powoda bakterią Klebsiella pneumoniae doszło przed przyjęciem powoda do szpitala. Na aktywne zakażenia wskazywała gorączka oraz leukocytoza.

Co na to sąd pierwszej instancji?

Sąd uznaje odpowiedzialność szpitala za zakażenie powoda stosując tzw. domniemania faktyczne (sąd uznaje pewne fakty za ustalone, pomimo ich nieudowodnienia „wprost”, ponieważ wynikają one „logicznie” z innych udowodnionych faktów).

Sąd podkreśla również, że w procesach medycznych nie jest konieczne wykazanie „pewności” wystąpienia określonych faktów, a wystarcza udowodnienie wysokiego stopnia prawdopodobieństwa ich wystąpienia.

Zdaniem sadu, z wysokim prawdopodobieństwem należy stwierdzić, że zakażenie powoda bakteriami Klebsiella pneumoniae oraz Enterococcus faecalis miało miejsce podczas pobytu w pozwanym szpitalu. Nie było innych możliwości. Biegli je wykluczyli. Zabieg z 13 sierpnia 2010 r. był bardzo rozległy i poważny. Przed nim nie występowały żadne objawy wskazujące na zakażenia powoda wskazanymi bakteriami.

Ze wskazanego wyżej faktu zakażenia powoda podczas zabiegu z 13 sierpnia 2010 r. (faktu ustalonego, wykazanego w stopniu „wysoce” prawdopodobnym) sąd pierwszej instancji wyprowadził inny fakt (fakt niewykazany „wprost” – fakt domniemany), mianowicie, że podczas tego zabiegu personel pozwanego szpitala dopuścił się zaniedbania, którego skutkiem było zakażenie powoda bakteriami Klebsiella pneumoniae oraz Enterococcus faecalis.

MÓJ KOMENTARZ

Dlaczego na początku niniejszego wpisu wskazałem, że sąd „poszedł powodowi na rękę”? W mojej opinii sąd dość swobodnie, żeby nie powiedzieć dowolnie, z faktu zakażenia powoda podczas zabiegu z 13 sierpnia 2010 r. wyprowadził fakt dopuszczenia się przez personel medyczny pozwanego szpitala zaniedbania. Żaden dowód w sprawie nie wskazywał, choćby w najmniejszym stopniu, że personel ten dopuścił się jakiegokolwiek uchybienia. Wskazał na to biegły z zakresu chorób zakaźnych podnosząc, że w aktach sprawy nie ma dowodów na nieprawidłowe postępowania szpitala lub jego personelu, a zgromadzona dokumentacja jest niedostateczna.

Każdy zabieg medyczny niesie za sobą ryzyko zakażenia, które pacjent, wyrażając świadomą zgodę na zabieg, przyjmuje na siebie. Warunkiem takiego „przyjęcia ryzyka” przez pacjenta jest prawidłowa zgoda na zabieg operacyjny.

Sąd w mojej ocenie pominął bardzo ważną okoliczność – każdy zabieg chirurgiczny niesie za sobą ryzyko zakażenia, nawet szczepami bakterii opornych na antybiotyki. Ryzyko to jest wkalkulowane w rodzaj zabiegu a pacjent przyjmuje je na siebie wyrażając świadomą zgodę na zabieg medyczny (o ile zgoda na zabieg medyczny zawiera prawidłową informację o ryzyku zakażenia).

Zakażenie pacjenta bakterią, przy dochowaniu przez personel medyczny należytej staranności i przygotowaniu pacjenta oraz przeprowadzeniu zabiegu zgodnie z zasadami wiedzy medycznej w zakresie zapobiegania zakażeniom nie powinno rodzić odpowiedzialności placówki medycznej za rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem. W tego rodzaju sprawach nie ma automatyzmu.

Szpital ma za zadanie zapewnić pacjentowi bezpieczeństwo pobytu, niemniej nie jest w stanie zagwarantować, że podczas zabiegu nie dojdzie do zakażenia (obecna wiedza medyczna przewiduje „minimalizowanie” ryzyka zakażenia, a nie jego „wykluczenie”). Bakterie są dosłownie wzędzie. Żyją „obok nas” jak i „w nas”. Jego odpowiedzialność jest odpowiedzialnością na zasadzie winy, a nie ryzyka.

W procesach medycznych z zakażeniem w tle poprzestanie jedynie na wykazaniu faktu zakażenia w placówce medycznej, bez podjęcia próby udowodnienia winy personelu szpitala oraz bierne oczekiwanie na zastosowanie przez sąd domniemania faktycznego, uważam za bardzo ryzykowne. To właśnie na wykazaniu bezprawności i winy personelu szpitala powinno koncentrować się postępowanie dowodowe. To tutaj wnioski dowodowe pozwu powinny być przygotowane przez powoda ze szczególną, ponadprzeciętną starannością. Zastosowanie przez sąd domniemania faktycznego w odnośnie bezprawności i winy personelu medycznego szpitala lub szpitala powinno być wiązane z uchybieniami po stronie tego personelu lub szpitala, zwiększającymi ryzyko zakażenia ponad standardowe ryzyko przypisane do określonego rodzaju zabiegu.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego wpisu. Zachęcam do lajkowania oraz komentowania.

Zdjęcia dzięki uprzejmości skeeze / pixabay.com

Dekontaminacja? Czym jest i jakie ma znaczenie przy zapobieganiu zakażeniom szpitalnym?

Zakażenia były, są i będą. Nauka jest w zasadzie zgodna, że nie jest możliwe ich wyeliminowanie. Możliwa jest natomiast redukcja zakażeń szpitalnych, a służyć temu ma sprawny i przestrzegany przez personel medyczny system zapobiegania zakażeniom i szerzeniu się chorób zakaźnych.

Zakażenie a zakażenie szpitalne – przypomnienie

W jednym z pierwszych wpisów na moim blogu wyjaśniłem dwa podstawowe pojęcia w świecie zakażeń szpitalnych – „zakażenie” oraz „zakażenie szpitalne”. To pierwsze jest wniknięciem do Twojego organizmu „biologicznego czynnika chorobotwórczego”, czyli bakterii, wirusa itp., i rozwojem w nim tego czynnika (najczęściej prowadzącym do choroby). Drugie natomiast jest wniknięciem tego czynnika i jego rozwojem, występującym w związku z udzieleniem świadczeń zdrowotnych (diagnostyką lub leczeniem), jeżeli choroba, którą to zakażenie wywołało można powiązać czasowo z faktem i dniemw którym (prawdopodobnie) doszło do zakażenia.

Dla uznania „zakażenia” za „zakażenie szpitalne” konieczne jest powiązanie go z działaniem placówki medycznej oraz wystąpienie związku czasowego.

Jako przykład zakażenia „zwykłego” mogę wskazać wniknięcie do Twojego organizmu bakterii w związku z rozcięciem skóry na skutek upadku na chodniku. Tutaj w grę wchodzi jedynie „zakażenie”. Nie ma ono związku z działaniem placówki medycznej. Nie oznacza to jednak, że za „zakażenie” i chorobę nią wywołaną ktoś nie będzie odpowiedzialny (np. podmiot zarządzający basenem, w którym jakość wody – delikatnie mówiąc – odbiegała od przyjętych norm, lub podmiot zarządzający budynkiem, w którym nieprawidłowo działała klimatyzacja lub podmiot ten niedopełnił innych spoczywających na nim obowiązków).

Przykładem zakażenia szpitalnego będzie natomiast wniknięcie do Twojego organizmu bakterii w związku z zabiegiem chirurgicznym repozycji złamania kości przedramienia. Ma ono w tych okolicznościach związek z leczeniem złamania kości i o ile pojawiło się w określonym czasie po zabiegu – będzie miało charakter zakażenia szpitalnego. W tych okolicznościach tak zidentyfikowane zakażenie szpitalne może być (zwykle jest) skutkiem wadliwego działania personelu placówki medycznej, lecz – co muszę podkreślić – nie jest tak w każdych okolicznościach. Każdy zabieg połączony z naruszeniem integralności tkanek niesie za sobą ryzyko zakażenia szpitalnego. Obecnie medycyna nie jest w stanie zagwarantować pacjentowi 100% bezpieczeństwa od zakażeń bakteryjnych, wirusowych lub innych, nawet przy zachowaniu nadzwyczajnej staranności. Każda placówka medyczna ma jednak obowiązek przedsięwziąć takie działania, aby ryzyko zakażenia szpitalnego uczynić minimalnym, w danych okolicznościach. Placówka medyczna i jej personel nie mogą poprzez swoje działania lub zaniechania tego ryzyka zwiększać.

Jakie działania mają temu służyć, o tym napiszę dla Was w dalszej części niniejszego wpisu.

Nie każde „zakażenie szpitalne” rodzi odpowiedzialność odszkodowawczą placówki medycznej.

Obowiązki kierowników placówek medycznych mające na celu zapobieganie zakażeniom

Placówka medyczna ma obowiązek zapewnić pacjentowi bezpieczeństwo pobytu. Służyć temu mają przede wszystkim wdrożone w danych placówkach procedury zapobiegające zakażeniom i chorobom zakaźnym związanym z udzielaniem świadczeń zdrowotnych (diagnozą i leczeniem). Prawo nie wskazuje wprost, jakie mają to być procedury, niemniej podpowiada, że muszą one dotyczyć w szczególności „dekontaminacji” skóry i błon śluzowych lub innych tkanek i wyrobów medycznych oraz powierzchni pomieszczeń i urządzeń. Deko… Co? Wiem – trudne słowo. Procedury dekontaminacji są elementem obligatoryjnym systemu zapobiegania zakażeniom i szerzeniu się chorób zakaźnych. System ten stanowi podsatwowe narzędzie w rękach placówek medycznych ukierunkowane na zapewnienie pacjentowi bezpieczeństwa pobytu.

Czym jest dekontaminacja?

Dekontaminacja jest procesem niszczenia biologicznych czynników chorobotwórczych przez mycie, dezynfekcję i sterylizację. Czym jest mycie każdy z nas wie. Z dezynfekcją i sterylizacją nie jest już tak łatwo.

Dezynfekcja

Jest procesem redukcji ilości biologicznych czynników chorobotwórczych przez zastosowanie metod fizycznych i chemicznych.

Sterylizacja

Stanowi proces zniszczenia zdolnych do namnażania się form biologicznych czynników chorobotwórczych.

Obok procesów dekontaminacji w walce z zakażeniami szpitalnymi istotną rolę odgrywają postepowania nazywane „antyseptyką” oraz „aseptyką”. Pierwsze z nich jest postępowaniem odkażającym, mającym na celu zniszczenie drobnoustrojów m.in. na skórze, błonach śluzowych i ranach (ukierunkowane jest na człowieka). Drugie stanowi postępowanie mające na celu doprowadzenie do jałowości pomieszczeń, narzędzi, materiałów opatrunkowych, odzieży poprzez niedopuszczenie drobnoustrojów do określonego środowiska (ukierunkowane jest na pomieszczenia i sprzęt).

Placówka medyczna ma obowiązek minimalizować ryzyko zakażenia, w każdych okolicznościach.

Znasz już podstawowe pojęcia związane z zapobieganiem występowania zakażeń szpitalnych. Ich wdrożenie w placówce medycznej i właściwy nadzór nad ich przestrzeganiem minimalizuje ryzyko zakażenia. Gdy placówka medyczna nie ma odpowiednich procedur lub nie są one przestrzegane – ryzyko zakażenia diametralnie wzrasta.

Czy obowiązek wdrożenia i stosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami spoczywa tylko na placówkach medycznych?

Nie. Obowiązek ten dotyczy wszystkich miejsc, w których podejmuje się czynności połączone z naruszeniem ciągłości tkanek ludzkich. Obowiązek ten dotyczy zatem również salonów kosmetycznych i innych podobnych miejsc. Procedury powinny regulować sposób postępowania przy wykonywaniu czynności, w trakcie których dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek ludzkich, zasady stosowania sprzętu poddawanego sterylizacji oraz sposoby przeprowadzania dezynfekcji skóry i błon śluzowych oraz dekontaminacji pomieszczeń i urządzeń.

Podsumowanie

medical-350935_1280Placówki medyczne i inne podmioty wykonujące czynności, w trakcie których wykonywania dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek ludzkich, są obowiązane do wdrożenia i stosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami. Niedopełnienie obowiązku grozi zastosowaniem sankcji. Brak procedur lub ich nieprawidłowe funkcjonowanie zwiększa ryzyko zakażenia pacjenta bakterią lub wirusem, a w ewentualnym procesie sądowym – sytuuje placówkę medyczną w bardzo niekorzystnym położeniu.

Opracowanie i wdrożenie właściwych procedur powinno być traktowane absolutnie priorytetowo przez każdą placówkę medyczną i niemedyczną, która ma za zadanie zapobiegać zakażeniom. Nie wystarczy jedynie wdrożenie właściwych procedur – nastepnie należy zapewnić ich stosowanie przez personel placówki.

Placówka medyczne ma obowiązek zapewnienia pacjentowi bezpieczeństwa pobytu. Alalogiczny obowiązek spoczywa na innych placówkach, w których dochodzi do przerwania ciągłości tkanek (m.in. salony kosmetyczne, studia tatuażu).

Praktyczna strona dochodzenia roszczeń za szkody wyrządzone zakażeniem. Część II. – Zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi

W poprzednim wpisie z cyklu „Praktyczna strona…” omówiłem dla Was wezwanie do zapłaty. Całkowicie nieformalne pismo, w którym należy wskazać żądanie zapłaty określonej kwoty z bliżej sprecyzowanego tytułu (np. „Wzywam do zapłaty kwoty 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną zapaleniem kości wskutek zakażenia mnie bakterią gronkowca złocistego”).

W tym wpisie omówię zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi.

Wezwałeś szpital do zapłaty i czekasz na odpowiedź. Co dalej? Kiedy zgłosić szkodę ubezpieczycielowi? Odpowiedź brzmi: „Od razu. Najlepiej równolegle z wezwaniem do zapłaty!”. Szpital będzie zajęty udzieleniem odpowiedzi na wezwanie do zapłaty a zakład ubezpieczeń postępowaniem mającym na celu jej likwidację.

Zgłoś szkodę ubezpieczycielowi i jednoczesnie wezwij szpital do zapłaty. Zabezpieczy to po Twojej stronie odsetki za opóźnienie.

Jak się dowiedzieć, kto ubezpiecza szpital?

Jest na to prosty sposób. Zwróć się o udostępnienie polisy ubezpieczeniowej do placówki medycznej (np. korzystając z następującej formułki: „Proszę o udostępnienie skanu polisy odpowiedzialności cywilnej szpitala obowiązującej w okresie mojej hospitalizacji.”). Możesz to zrobić wysyłając maila. Adres e-mail placówki medycznej znajdziesz na jej stronie www. W ten sposób oszczędzisz czas i pieniądze. Sprawdzony sposób. Po otrzymaniu polisy, zgłoś szkodę.

Jak zgłosić szkodę?

Zgłoszenie szkody może przybrać postać klasycznego wezwania do zapłaty. Nie ma szczególnych wymagań stawianych zgłoszeniu szkody. Wskaż kwotę oraz tytuł. Jest to ważne, ponieważ w ten sposób skonkretyzujesz swoje roszczenie. Coraz częściej ubezpieczyciele na swoich stronach internetowych udostępniają formularze zgłoszenia szkody lub wskazują inne sposoby zawiadomienie o szkodzie. Nie trzeba z nich korzystać. Każdy sposób jest dobry. Wystarczy kartka papieru i długopis (np. „Zawiadamiam o szkodzie, którą szpital wyrządził mojej osobie doprowadzając do zakażenia bakterią gronkowca złocistego MRSA, w następstwie którego doszło u mnie do rozstroju zdrowia w postaci zapalenia kości. Wnoszę o wypłacenie kwoty 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę w ustawowo przewidzianym terminie.”).

Prawo nie stawia żadnych wymagań formalnych zgłoszeniu szkody ubezpieczycielowi. Wystarcza kartka papieru i długopis.

Zgłoszenie szkody wyślij na adres siedziby ubezpieczyciela. Adres siedziby wskazany jest w rejestrze przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego (masz do niego dostęp na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości https://ekrs.ms.gov.pl/). Tak jest najbezpieczniej. Co dalej? Wysyłasz i czekasz? Wysyłasz – tak. Czekasz – nie. Z mojej praktyki wynika, że aktywny udział w postępowaniu likwidacyjnym znacznie (i to bardzo) zwiększa szanse na wypłatę odszkodowania. Nie bądźcie bierni – bądźcie aktywni!

Aby przyspieszyć likwidację szkody upoważnij w piśmie zakład ubezpieczeń do uzyskania od szpitala informacji o stanie Twojego zdrowia oraz otrzymania od szpitala dokumentacji medycznej z Twojego leczenia, dla celów rozpoznania zgłoszonych przez Ciebie roszczeń.

Dlaczego zgłoszenie szkody jest tak istotne?

Otrzymanie przez zakład ubezpieczeń zawiadomienia o szkodzie oraz okolicznościach, w których do niej doszło, wyznacza początek postępowania likwidacyjnego. Jest to ważna data dla ubezpieczyciela. Zakład ubezpieczeń ma od tego dnia, co do zasady, 30 dni na likwidację szkody (wypłacenie odszkodowania). Termin ten może być przedłużany jedynie w wyjątkowych okolicznościach, które podlegają kontroli sądowej. Ustawodawca ustanawiając krótki termin spełnienia świadczenia wskazał na konieczność szybkiej i efektywnej likwidacji szkody ubezpieczeniowej. Ubezpieczyciel nie może być opieszały.

Zakład ubezpieczeń ma 30 dni na likwidację szkody.

Na kim spoczywa obowiązek ustalenia okoliczności zakażenia i wysokości szkody?

Oczywiście obowiązek ten spoczywa na ubezpieczycielu szpitala. Po otrzymaniu zawiadomienia o szkodzie ubezpieczyciel – jako profesjonalista korzystający z wyspecjalizowanej kadry i w razie potrzeby z pomocy rzeczoznawców – obowiązany jest do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności, czyli samodzielnego i aktywnego wyjaśnienia okoliczności zakażenia, które wywołało rozstrój zdrowia, oraz wysokości powstałej szkody. Obowiązku tego nie może przerzucić na inne podmioty, w tym uprawnionego do odszkodowania. W praktyce bywa różnie. Znam przypadki, w których zakład ubezpieczeń, w odpowiedzi na zgłoszenie szkody, zasugerował, że to poszkodowany ma dostarczyć „dowody winy”. Jest to błędem. Uprawnienie zakładu ubezpieczeń do wstrzymania wypłaty odszkodowania ograniczone jest do sytuacji wyjątkowych, gdy istnieją obiektywne niejasności odnoszące się do samej odpowiedzialności ubezpieczyciela albo wysokości szkody. Nie zwalnia to w żaden sposób ubezpieczyciela od przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego w niezbędnym zakresie bez nieuzasadnionej zwłoki, starannie i profesjonalnie, wnikliwie i sprawnie.

Jakie są konsekwencje uchybienia przez ubezpieczyciela terminowi 30 dni do wypłaty odszkodowania?

Wypłata odszkodowania w terminie późniejszym może być usprawiedliwiona jedynie wówczas, gdy ubezpieczyciel powoła się na istnienie przeszkód w postaci niemożliwości wyjaśnienia okoliczności koniecznych do ustalenia odpowiedzialności, albo wysokości świadczenia, mimo działań podejmowanych ze szczególną starannością. Okoliczności te podlegają indywidualnej ocenie w realiach konkretnej sprawy. Opóźnienie w wypłacie odszkodowania może być uznane przez sąd jako nieuzasadnione.

Gdy zakład ubezpieczeń uchybi terminowi 30 dni na likwidację szkody, popada w opóźnienie. W takich sytuacjach należą się Tobie odsetki za opóźnienie, za każdy dzień opóźnienia. Należą się one od pierwszego dnia następującego pod dniu, w którym upłynął termin 30 dni, w wysokości ustawowej. Aktualnie jest to 7% w skali roku. Prawda, że niezła lokata?

Opóźnienie w wypłacie odszkodowania daje Tobie prawo do odsetek za opóźnienie (aktualnie 7% w skali roku).

Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania. Co dalej?

Ubezpieczyciel odmówił Tobie wypłaty odszkodowania. Złóż reklamację. Wcześniej jednak uprawnij się, że dysponujesz dokumentami, w oparciu o które zakład ubezpieczeń wydał decyzję odmowną. Przede wszystkim zwróć się do ubezpieczyciela o udostępnienie Tobie opinii lekarskiej, która wydana została w toku postępowania likwidacyjnego. Jest to podstawowy dokument, na podstawie którego ubezpieczyciel wydaje decyzje w sprawie. Przeczytaj ją uważnie wraz z decyzję odmowną i sporządź reklamację. Na co masz zwrócić uwagę? Przede wszystkim na to, czy w Twojej sprawie, która np. dotyczy leczenie ortopedycznego, nie wypowiedział się lekarz specjalista w zakresie pediatrii. Dalej, czy opinia „jest na temat”. Czytałem różne.

Gdy ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania – złóż reklamację!

Reklamacja to kolejny ważny moment. Solidnie sporządzona może doprowadzić do zmiany stanowiska przez zakład ubezpieczeń. Zmiana stanowiska to nie „Wielka Stopa”. Przypuszczamy, że istnieje, ale nikt jej nie widział. Ja widziałem. Dla jasności – nie Wielką Stopę, a zmianę stanowiska zakładu ubezpieczeń na skutek sporządzonej reklamacji.

Ubezpieczyciel nie uwzględnia reklamacji. Co następnie?

Jeżeli zakład ubezpieczeń przewiduje tryb odwoławczy – sporządź odwołanie, zgodnie z pouczenie zawartym w odmowie. Gdy nie przewiduje, pozostaje Tobie skorzystanie z mediacji lub sądu polubownego lub innej podobnej instytucji, gdy zakład ubezpieczeń je przewiduje, wystąpienie z wnioskiem o rozpatrzenie sprawy do Rzecznika Finansowego (bardzo pomocny środek prawny – omówię go wkrótce) albo wystąpienia z powództwem do sądu powszechnego (ten środki prawny też omówię w przyszłości).

coins-948603_1280Podsumowanie

Gdy dysponujesz kompletną dokumentacją medyczną dotyczącą swojej osoby i wysłałeś szpitalowi wezwanie do zapłaty, kolejnym krokiem jest zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi. Szkodę możesz zgłosić równolegle z wezwaniem do zapłaty (co zalecam) lub tuż po. Potrzebujesz do tego nazwy ubezpieczyciela szpitala. Spytaj o to szpital. Poproś o skan polisy odpowiedzialności cywilnej. Placówka medyczna powinna odpowiedzieć szybko. Następnie zgłoś szkodę ubezpieczycielowi. Możesz skorzystać ze sposobów wskazanych przez ubezpieczyciela lub wysłać zgłoszenie na kartce papieru. Pamiętaj o precyzyjnym wskazaniu, czego się domagasz. W zgłoszeniu szkody wskaż kwotę, którą chcesz, aby ubezpieczyciel wypłacił Tobie jako rekompensatę za szkodę spowodowaną zakażeniem. Opisz również dokładnie za co ta kwota. Ubezpieczyciel ma na odpowiedź 30 dni. W tym terminie zakład ubezpieczeń powinien we własnym zakresie wyjaśnić, czy zgłoszone przez Ciebie roszczenie jest zasadne, i wypłacić odszkodowanie. Ubezpieczyciel może również odmówić jego wypłaty. Wtedy zgłoś reklamację. Gdy ta nie doprowadzi do zmiany stanowiska przez ubezpieczyciela, poczekaj na moje kolejne wpisy, w których opiszę co dalej.

Dziękuję za lekturę.

W następnym wpisie z cyklu „Tryby dochodzenia roszczeń…” omówię rodzaje postępowań przed Rzecznikiem Finansowym.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Marcelo Leal/Unsplash (zdjęcie pierwsze) oraz Steve Buissinne /Pixabay (zdjęcie drugie).