Szczęśliwego Nowego Roku 2020

Tup, tup, tup… słyszycie? To Nowy Rok się zbliża, konsekwentnie kroczy, nie spieszy się, przecież i tak zdąży na czas.

Życzę Wam, aby nadchodzący Nowy Rok 2020 był dla Was wyjątkowo spokojny, beztroski, słowem „lekki”, abyście znaleźli w nim czas na prawdziwe uczucia i emocje, w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych i innych osób Wam bliskich, aby wszelkie przeciwności Was omijały, a gdy nie ominą, abyście znaleźli w sobie siłę, a w bliskich wsparcie. Tego życzę Wam w nadchodzącym roku!

Radca prawny – pełnomocnik pacjenta (#1)

Otrzymałem ostatnio kilka pytań, które dotyczyły istoty wykonywanego przeze mnie zawodu. Jestem radcą prawnym i doradcą podatkowym, niemniej w sprawach błędów medycznych lub zakażeń szpitalnych występuję jako radca prawny. Niniejszym wpisem chciałbym zainaugurować serię dotyczącą mojej roli, jako pełnomocnika pacjenta w postępowaniach należących do kompetencji instytucji i organów powołanych do ochrony praw pacjenta. Mam nadzieję, że rozjaśnię Wam przy tym jak działa ten system, ze szczególnym naciskiem na to, do kogo poszkodowany pacjent może się zwrócić, gdy w jego ocenie, przy diagnostyce lub leczeniu doszło do błędu w sztuce lekarskiej. Zatem do dzieła!

Dzisiejszy wpis będzie miał charakter ogólny. Kolejne będą bardziej szczegółowe. Odwoływać się będę w nich do swojej codziennej praktyki i spraw, które prowadziłem lub nadal prowadzę.

Czy radca prawny to taki adwokat?

Spotykam się z tym pytaniem może już nie tak często jak kiedyś, ale pojawia się ono również obecnie. Mogę na nie odpowiedzieć, że zasadniczo tak. Zakres uprawnień radcy prawnego i adwokata obecnie jest praktycznie identyczny. Mówiąc w skrócie, mogę to samo co adwokat, a raczej powinienem powiedzieć, że adwokat może to samo co ja. Adwokaci, tak mi się wydaje, kojarzeni są przede wszystkim z prawem karnym i rozprawami przed sądem. Skrojony na miarę garnitur, eleganckie buty, szybkie, sportowe fury. Myślę, że właśnie tak ich postrzegacie, ale mogę się mylić. Na marginesie tylko wspomnę, że nie znam serialu prawniczego, w którym główną rolę odgrywałby radca prawny. Zwykle jest tam adwokat. No cóż. Smutna buzia. Ale teraz już wiesz, że poza kolorem żabotu (to takie pod bródką), niewiele nas różni (adwokaci mają zielone, a radcowie prawni niebieskie).

Radcowie prawni kojarzeni są natomiast z prawem cywilnym i sprawami załatwianymi zza biurka, a nie na rozprawie. Ponownie zastrzegam, że mogę się mylić. Powiem Wam natomiast, że ja, jako radca prawny, mogę występować przed sądem i do tego również przed sądem karnym, ba, mogę być nawet obrońcą. Tak samo jak adwokat. Tego mogliście o radcach prawnych nie wiedzieć, ponieważ rozszerzenie zakresu uprawnień w sprawach karnych na radcę prawnego to stosunkowo świeża sprawa.

Przychodzi pacjent do… prawnika

… a tym prawnikiem jest radca prawny.

– Panie Mecenasie, mam problem – informuje mnie potencjalny klient. – Zapraszam do siebie. Kawy? Proszę usiąść i wszystko mi opowiedzieć – zachęcam.

Sprawy błędów medycznych i zakażeń szpitalnych to delikatna materia. Niestety, zwykle w tle jest ludzka tragedia. Słuchanie to podstawa. Dlatego zawsze zamieniam się w słuch. Słucham, pytania zadaję później. Motywuję do mówienia i nie ukrywania emocji. Są to sprawy emocjonalne. Zachęcam aby być po prostu sobą i mówić swobodnie. Zwykle, po krótkiej chwili, pojawia się rozluźnienie. Wtedy jestem naprawdę zadowolony z przebiegu rozmowy. Udało się po raz kolejny wprowadzić komfortową dla klienta atmosferę. Chcę aby potencjalny klient w rozmowie ze mną czuł się maksymalnie swobodnie. To bardzo ważne w relacji klient-prawnik.

Jak Pan, Panie radco, może mi pomóc?

– Mogę być Pana/Pani pełnomocnikiem – odpowiadam. – A co to znaczy? – pyta potencjalny klient. Właśnie, co to znaczy. Znaczy to tyle, że mogę być Pana/Pani głosem, przede wszystkim „pisanym”. Udzielenie pełnomocnictwa daje mi możliwość podejmowania działań w imieniu klienta. Każde pismo złożone przeze mnie „w imieniu klienta”, jest traktowane jakby było złożone przez niego samego. Na tym polega istota pełnomocnictwa.

Myślę, że bycie pełnomocnikiem jest najistotniejszą informacją, jaką chce usłyszeć klient od prawnika, gdy zwraca się do niego o pomoc. Ludzie zwykle są wyczerpani skutkami błędu. Nie mają siły działać sami. Od tego jesteśmy my. – Czy to znaczy, że nic w sprawie nie będę musiał zrobić, a wszystko zrobi za mnie Pan Mecenas? – pyta zdumiony pacjent.

Zasadniczo tak właśnie jest, niemniej ostateczny sukces zależy od jakości współpracy pomiędzy radcą prawnym, a jego klientem – poszkodowanym pacjentem. Od chwili udzielenia pełnomocnictwa to ja obejmuję stery, przy czym nie zmienia to faktu, że wraz z poszkodowanym pacjentem tworzę w istocie zespół. Ja analizuję dokumentację medyczną, przygotowuję wnioski, opracowuję strategię, sporządzam pisma, konsultuję ich treść z klientem, wyjaśniam, wysyłam je, analizuję otrzymaną korespondencję, a pacjent mnie w tym wspiera dostarczając informacji, których sam nie mógłbym zdobyć. Ja o sprawie wiem wyłącznie z relacji, natomiast pacjent tam był. To on dokładnie wie co się działo i kiedy. Dobra komunikacja jest niezbędna. To klucz do sukcesu. Moim zadaniem jest wyłuskanie potrzebnych mi informacji.

Mogę być Waszym pełnomocnikiem

Mogę być pełnomocnikiem pacjenta w każdej sprawie, bez wyjątków.

Mogę w imieniu pacjenta wezwać szpital do zapłaty, zgłosić szkodę ubezpieczycielowi, złożyć wniosek do Rzecznika Praw Pacjenta, sporządzić i wnieść reklamację, złożyć wniosek do Rzecznika Finansowego, sporządzić i wnieść zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa lub przewinienia dyscyplinarnego, chodzić do prokuratury, przeglądać akta, zainicjować sprawę przed wojewódzką komisją do spraw zdarzeń medycznych, jak również sporządzić i wnieść pozew w sprawie cywilnej oraz podejmować czynności w sprawie karnej.

W każdej ze wskazanych wyżej spraw mogę być Waszym głosem. Mogę zgłaszać wnioski dowodowe, kwestionować czynności, które zagrażają „naszej” sprawie, zadawać pytania, składać oświadczenia, podnosić twierdzenia i zaprzeczać podnoszonym twierdzeniom przez innych uczestników. Czerpię dużą satysfakcję z bycia prawnikiem „procesowym”. Rozprawa to jest żywioł.

Mogę wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, które zdobyłem w trakcie kilku lat zajmowania się prawem medycznym, prawami pacjenta i błędami medycznymi, aby zmaksymalizować Twoje szanse na pozytywne zakończenie sprawy. Bardzo ważnym aspektem każdej tego sprawy o błąd medyczny jest doskonałe przygotowanie do konfrontacji ze szpitalem i zakładem ubezpieczeń. Dobra taktyka to podstawa. Jej przygotowanie jest tym, co w zawodzie radcy prawnego lubię najbardziej. Każdy ruch musi być głęboko przemyślany, sekwencja zdarzeń odpowiednio ustalona. Nie ma tutaj miejsca na żaden przypadek.

A gdy nie doszło jeszcze do błędu…

Mogę doradzić, poradzić, wskazać rozwiązanie problemu prawnego, właściwe przepisy. Jeżeli potrzebujecie informacji na temat przysługujących pacjentom praw lub jak je egzekwować, rozmowa z radcą prawnym może Wam pomóc.

Dziękuję za uwagę!

W kolejnym wpisie z cyklu omówię: „Zadania radcy prawnego przed sporządzeniem wezwania do zapłaty lub zgłoszenia szkody (#2)”.

„Praktyczna strona dochodzenia roszczeń” oraz „Krok po kroku” zmienia swoje oblicze. Obecnie we wpisach koncentrować się będę na roli radcy prawnego w sprawie o błąd medyczny i czego oczekiwać od niego może poszkodowany błędem pacjent.

Autor zdjęcia: Gerald Altmann / Pixabay.com

CASE STUDY #7: Lekarzu pamiętaj – „od czubka głowy po stopy”

Anamneza medyczna i badanie fizykalne. Temat bardzo poważny, dlatego i ton wypowiedzi będzie poważny. O znaczeniu badania podmiotowego i przedmiotowego dla procesu diagnostyczno-leczniczego słów kilka.

Badanie podmiotowe i przedmiotowe rozpoczyna proces diagnostyczno-terapeutyczny. Jest to bardzo ważny aspekt leczenia. Błędy popełnione na tym etapie mogą mieć tragiczne konsekwencje dla pacjenta. Tak było w tym przypadku. Pacjent zmarł, natomiast lekarzowi postawiono zarzut narażania na  bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci.

Co się właściwie wydarzyło?

Pacjent w dniu 27 kwietnia 2010 r. zgłasza się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) z raną szarpaną uda z uszkodzeniem mięśni i ścięgien. Rana zostaje zaopatrzona, a pacjent skierowany na Oddział Chirurgiczny. Opiekę nad nim sprawuje ten sam lekarz, który udzielał pomocy w SOR.

Pacjent w dniu 02 maja 2010 r. umiera. Przyczyną zgonu jest zator zakrzepowy tętnicy płucnej.

Pewnie każdy z Was myśli sobie teraz: „Jak to się mogło stać? Zwykła rana szarpana, coś z pozoru niegroźnego, a tutaj śmierć. Szok!”.

Opis sprawy, jak i charakter urazu, rzeczywiście nie wskazywały na to, że sprawy mogły potoczyć się aż tak źle. Co zatem się stało?

Czy skutku w postaci śmierci można było uniknąć?

Zachęcam do dalszego czytania.

Co na to biegli w wydanych w sprawie opiniach?

Biegli w swojej ocenie byli bardzo surowi.

W wydanej opinii sądowej biegli jednoznacznie wskazali, że względem pacjenta należało wdrożyć profilaktykę przeciwzakrzepową. Były ku temu powody. Zawinił czynnik ludzki.

Biegli zgodnie przyjęli, że do wykonania zabiegu nie wolno było przystąpić bez sprawdzenia, czy po stronie pacjenta nie istnieje zagrożenie powikłania w postaci powstania zatoru zakrzepowego. Lekarza obligowały do tego, jako chirurga, standardy profilaktyki przeciwzakrzepowej. Naruszenie tej powinności oznaczało ewidentne niezachowanie ostrożności wymaganej w zaistniałych okolicznościach.

Jednym z poważniejszych błędów w sztuce lekarskiej jest błąd diagnostyczny. Dopuszczenie się tego błędu zwykle prowadzi do niewdrożenia właściwgo leczenia lub wdrożenia leczenia niewłaściwego.

Błędy na etapie badania przedmiotowego

Zdaniem biegłych, każdy lekarz przystępujący do zabiegu chirurgicznego ma powinność sprawdzenia, czy w konkretnym przypadku zachodzą czynniki ryzyka żylnej choroby zatorowo – zakrzepowej. Relewantny jest tu zakres przedmiotowy zabiegu, czas jego trwania, wiek pacjenta ale także, co bardzo istotne, czy u pacjenta występują żylaki kończyn dolnych. Ten ostatni czynnik ryzyka powinien być stwierdzony lub wykluczony w skrupulatnie przeprowadzonym badaniu podmiotowym i przedmiotowym.

Biegli przypomnieli, że badanie podmiotowe polega przede wszystkim na przeprowadzeniu wywiadu z chorym i uzyskaniu od niego informacji o przebytych chorobach i operacjach.

Mała dygresja. Każdy z Nas ma tutaj pewnie spore doświadczenie, od strony pacjenta oczywiście. Pierwszym pytaniem ze strony lekarza, bez względu na to czy jest to Wasz lekarz rodzinny, czy lekarz innej specjalizacji, jest pytanie: „Co Pani/Panu dolega?” lub „Z czym Pan/Pani do mnie przychodzi?”. Te pytania zadawane są w ramach badania podmiotowego.

W tej części pacjent dużo mówi. Inną nazwą tego badania jest „wywiad medyczny” lub – jak ostatnio wyjaśnił mi biegły sądowy w uzupełniającej opinii sądowo-lekarskiej w jednym z procesów medycznych, w którym uczestniczę jako pełnomocnik – „anamneza medyczna”. Wywiad medyczny uważany jest za podstawową czynność w procesie diagnostycznym. Za wyjaśnienie tych zawiłości biegłemu bardzo dziękuję. Każda opinia sądowo-lekarska, z którą się zapoznaję, stanowi dla mnie dodatkową dawkę bardzo użytecznej wiedzy. Mam nadzieję, że wyjaśnienia biegłego były szczere, a nie w stylu Juliana Tuwima w wierszu pt. „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza…”. Dlatego raz jeszcze za nie bardzo dziękuję!

Przejdźmy teraz do badania przedmiotowego, zwanego inaczej „badaniem fizykalnym”.

Badanie przedmiotowe ukierunkowane jest na organizm pacjenta. Na tym etapie pacjent mówi już zdecydowanie mniej, a lekarz posługuje się przede wszystkim wzrokiem, dotykiem i słuchem (oglądanie, obmacywanie, opukiwanie oraz osłuchiwanie).

Również tutaj każdy z Nas tego doświadczył. Tak sądzę. „A teraz obejrzę Pani/Panu gardło. Proszę otworzyć usta, wystawić język i powiedzieć: …aaaa…!”. Brzmi znajomo? Tak właśnie myślałem.

Oczywiście zakres badania przedmiotowego jest zróżnicowany. Należy go zawsze dostosować do problemu medycznego, z którym ma zmierzyć się lekarz.

W przypadku zabiegu chirurgicznego badanie przedmiotowe polega natomiast przede wszystkim na oględzinach ciała pacjenta, które z punktu widzenia celowości wdrożenia profilaktyki przeciwzakrzepowej powinno zmierzać także do sprawdzenia stanu żył.

Moją uwagę przykuł fragment wyroku Sądu Najwyższego, w którym cytuje się wypowiedź biegłego:

„jeśli ktoś zabiera się za leczenie operacyjne powinien zbadać chorego od czubka głowy po stopy, całość jest to badanie przedmiotowe. Jest to kanon lekarski.”.

Dokonana przez biegłych w opinii sądowo-lekarskiej ocena postępowania lekarza, jako nieuwzględniająca standardów leczenia, pozwoliła na podsumowanie, że niepodanie pacjentowi leków przeciwzakrzepowych stanowiło bezpośrednie zagrożenie utraty przez niego życia, co ostatecznie, niestety, nastąpiło.

Badanie przedmiotowe pacjenta nie zostało przeprowadzone rzetelnie, co skutkowało nieustaleniem, że po stronie pacjenta występuje ryzyko choroby zatorowo – zakrzepowej związane z występującymi żylakami kończyn dolnych (błąd diagnozy). Uchybienie w czasie badania przedmiotowego doprowadziło do niewdrożenia profilaktyki przeciwzakrzepowej (błąd terapii). W świecie prawa karnego i prawa cywilnego uchybienie to stanowiło odpowiednio:

(1) w prawie karnym – czyn zabroniony, jak i najprawdopodobniej przestępstwo.

(2) w prawie cywilnym – poważny błąd diagnostyczny (nierzetelne badanie przedmiotowe), który doprowadził do błędu terapeutycznego (niewdrożenie profilaktyki przeciwzakrzepowej).

Lekarzu – pacjentowi mów „sprawdzam”

W omawianym przeze mnie wyroku Sądu Najwyższego wielokrotnie podkreślono rolę badania przedmiotowego.

Wydaje się, że biegli w opisywanej sprawie opowiedzieli się nawet za „wyższością” badania przedmiotowego nad podmiotowym. Można tak przyjąć na podstawie fragmentu orzeczenia, w którym Sąd Najwyższy zaznaczył, że „…lekarz nie może poprzestać na przyjęciu od pacjenta wywiadu co do przebytych chorób i operacji także wtedy, gdyby pacjent zapewniał, że był i jest zdrowy.”.

Uważam, że za wyrażonym wyżej poglądem biegłych idzie to, że badanie podmiotowe (wywiad lekarski), ze swej istoty, obarczone jest dalej idącym ryzykiem, aniżeli badanie przedmiotowe (badanie fizykalne), ponieważ w ramach tego pierwszego to pacjent, jako laik, mówi o swoich spostrzeżeniach, z których część może pominąć (np. przez roztargnienie) albo nawet zataić. Ponadto, jakość wywiadu lekarskiego, po pierwsze, zależy od predyspozycji pacjenta, w tym przede wszystkim zdolności zapamiętywania lub umiejętności komunikowania przez niego myśli (a z tym bywa różnie), a po drugie, od zdolności interpersonalnych lekarza w zakresie „przetwarzania” komunikatu pacjenta na język medycyny (z  tym też bywa różnie).

Badanie przedmiotowe, w moim odczuciu jako prawnika, jest bardziej obiektywne.

Prawdopodobnie biegli dlatego w omawianej sprawie podkreślili znaczenie badania przedmiotowego (konkretnie w tym przypadku – oględzin). Tak sądzę.

Nie oznacza to oczywiście i tak też nie uważam, że jedno jest ważniejsze od drugiego. Z punktu widzenia oceny postępowania lekarza od strony prawa cywilnego i ewentualnej należytej staranności, jedno badanie uzupełnia drugie. Tylko rzetelne przeprowadzenie obu badań, zgodnie z zasadami wiedzy medycznej, pozwoli ocenić ostatecznie zachowanie lekarza jako mieszczące się z w mającym zastosowanie wzorcu należytej staranności (obiektywnym wzorcu „dobrego lekarza”). Pacjent otrzyma świadczenia zdrowotne odpowiedniej jakości, a lekarz uniknie błędu w sztuce lekraskiej (błędu medycznego).

Dziękuję za uwagę! Zachęcam do udostępniania, komentowania i lajkowania oraz wskazywania tematów, o których chcielibyście przeczytać.

Zdjęcia dzięki uprzejmości odpowiednio StockSnap i rawpixel na http://www.pixabay.com

Pacjencie… Nie pozywaj NZOZ!

Jak nie popełnić błędu i pozwać właściwy szpital? – praktyczne wskazówki jak prawidłwo zidentyfikować i oznaczyć szpital w wezwaniu do zapłaty lub pozwie.

Jako pacjent poszkodowany wskutek błędu medycznego, zakażenia szpitalnego lub naruszenia praw pacjenta staniesz przed tym wyzwaniem. Zachowaj czujność!

Zacznę od rozszyfrowania skrótu NZOZ. Skrót ten pochodzi od nazwy „Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej”. Obecnie obowiązująca ustawa o działalności leczniczej już się nią nie posługuje. Została ona zamieniona na podmiot leczniczy.

Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej jako jednostki organizacyjne są zatem historią. Nie oznacza to jednak, że w nazwie obecnie funkcjonującego podmiotu leczniczego nie znajdziesz takiego oznaczenia. Wręcz przeciwnie – znaczna ich część nazywa się NZOZ lub Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Oczywiście towarzyszy temu jakiś dodatek. Nie zawsze jednak.

PRZYKŁAD PRAWIDŁOWEGO OZNACZENIA PODMIOTU LECZNICZEGO

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej spółka z o.o.

Tak oznaczony szpital jest podmiotem leczniczym prowadzonymw formie spółki z o.o. (co jest sytuacją dość często spotykaną). Prawidłowe oznaczenie go w pozwie powinno polegać na wskazaniu pełnej nazwy wraz z oznaczeniem formy prawnej (pełnej lub skrótowej, odpowiednio spółka z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółka z o.o. lub sp. z o.o.).

Wygląda to mniej więcej tak:

„Wnoszę o zasądzenie od Niepublicznego Zakładu OpiekiZdrowotnej spółki z o.o. kwoty 250.000 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia doręczenia pozwanemu odpisu pozwu do dnia zapłaty”.

Błędem byłoby pozwanie Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Taki podmiot w istocie nie istnieje, a podmioty nieistniejące nie mają zdolności do bycia pozwanymi (brak zdolności sądowej). Należy unikać niepotrzebnych przepychanek co do tego, czy pozwany został prawidłowy podmiot, a powód na myśli miał podmiot właściwy, tylko oznaczył go niewłaściwie. Zalecam unikanie niepotrzebnego strasu. Szczególnie, gdy prawidłowe wskazanie pozwanego nie jest szczególnie skomplikowane.

Gdzie należy szukać informacji o nazwie podmiotu leczniczego?

W pierwszej kolejności w karcie informacyjnej leczenia szpitalnego (czasami zwanej kartą wypisową lub potocznie „wypisem” ze szpitala). Jest to dokument, który dostaje pacjent gdy wychodzi ze szpitala. Znajduje się tam pieczęć podmiotu leczniczego w formie tradycyjnej (stempel) lub nadruku (dokumentacja prowadzona w formie elektronicznej). W jej pierwszej linii powinna być umieszczona nazwa podmiotu leczniczego.

PRZYKŁAD PIECZĘCI

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej spółka z o.o.
z siedzibą w Mieście
Nr księgi 000000000000; NIP 000-00-00-000; REGON 0000000000
NZOZ Stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne szpitalne
NZOZ Szpital kod V – 01
Stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne – szpitalne kod VI – 1
 Oddział Chorób Wewnętrznych z Pododdziałem Nefrologii
kod VII – 001; kod VIII 4000
ul. Szpitalna 7, 88-999 Miasto

UWAGA! Niestety, niektóre podmioty lecznicze mają nieprawidłowo sporządzone pieczęcie, dlatego zawsze należy zachować ostrożność. Obowiązuje zasada ograniczonego zaufania.

Jak zweryfikować, czy podmiot leczniczy prawidłowo oznaczył siebie na pieczęci?

Podmioty lecznicze wpisywane są do Rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Rejestr prowadzą wojewodowie. Wpisy do rejestru są jawne i można je przeglądać na stronie https://rpwdl.csioz.gov.pl/. W lewej części strony znajdziesz zakładkę „Wyszukiwarki”. Kliknij na nią a otworzy się Tobie lista. Kliknij następnie na pole „Wyszukiwarka PodmiotówLeczniczych”. W formularzu, który się pojawi wpisz albo Nr księgi rejestrowej albo NIP albo REGON podmiotu leczniczego. Informacje te znajdziesz na pieczęci lub nadruku na wypisie ze szpitala (Nr księgi rejestrowej podmiotu jest obowiązkowy, natomiast NIP i REGON są opcjonalne). Kliknij następnie „Szukaj”. Pojawi się Tobie lista znalezionych  ksiąg (powinno być „1” – celowałeś bardzo dokładnie). Kliknij na pole „Wyświetl”. Oczom Twoim ukaże się… nie las… a stan księgi rejestrowej podmiotu leczniczego, który Cię interesuje. Bingo! Prawda, że nie było trudno.

Najistotniejszy dla Ciebie jest DZIAŁ I Księgi. Tam znajdziesz wszystkie interesujące Cię informacje.

DZIAŁ I. Oznaczenie podmiotu leczniczego i lista zakładów leczniczych

Rubryka 3. Firma, nazwa albo imię i nazwisko podmiotu leczniczego

PRZYKŁAD:

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej spółka z o.o. z siedzibą w Mieście

Rubryka 4. Adres siedziby podmiotu leczniczego, a w przypadku osoby fizycznej – adres do korespondencji

Adres identyfikowany jest przez: (1) ulicę, (2) nr domu, (3) nr lokalu, (4) kod pocztowy, (5) miejscowość, (6) nr skrytki pocztowej oraz (7) pocztę.

PRZYKŁAD

ul. Szpitalna 7, 88-999 Miasto

Informacje zawarte w tych dwóch rubrykach dają Tobie pełną wiedzę potrzebną do sporządzenia wezwania do zapłaty lub pozwu o zapłatę odszkodowania lub zadośćuczynienia za szkodzę wyrządzoną wskutek błędu medycznego, zakażenia szpitalnego lub naruszenia praw pacjenta.

Wyposażony w taką wiedzę masz wszelkie podstawy do prawidłowego oznaczenia podmiotu leczniczego:

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej spółka z o.o.
ul. Szpitalna 7
88-999 Miasto

Pozostaje jeszcze uzyskanie numeru pozywanego szpitala z Krajowego Rejestru Sądowego. Tutaj również sprawa nie jest szczególnie skomplikowana. Rejestr jest  jawny i dostępny na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości pod adresem https://ekrs.ms.gov.pl/web/wyszukiwarka-krs/strona-glowna.

W przypadku szpitala prowadzonego w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością będzie to rejestr przedsiębiorców KRS, dlatego należy zaznaczyć pole „Przedsiębiorcy”. Następnie w polu NIP wpisać nr, który został uzyskany poprzez wgląd do Księgi rejestrowej podmiotu leczniczego.

Wynikiem tych działań będzie pojawienie się nazwy rejestrowej szpitala, która powinna być tożsama z nazwą podmiotu leczniczego wpisaną do Rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Znajduje się tam również numer w KRS. Pozwoli to na dopisanie do poprzednio sformułowanego oznaczenia numeru KRS.

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej spółka z o.o.
ul. Szpitalna 7
88-999 Miasto
KRS 0000111111

W ten sposób niewielkim wysiłkiem udało się tobie prawidłowo oznaczyć potencjalnego pozwanego. 

Dziękuję za uwagę! Zachęcam do komentowania oraz wskazywania tematów, o których chcielibyście przeczytać.

Gdybyś miał problem ze zidentyfikowaniem właściwej nazwy podmiotu leczniczego – pozostaję do Twojej dyspozycji pod adresem e-mail: nowakowski@zakazeniaszpitalne.pl

Zdjęcia i grafiki dzięki uprzejmości http://www.pixabay.com

100 zł za błąd szpitala? O zdarzeniach medycznych słów kilka

Postępowanie przed wojewódzką komisją do spraw zdarzeń medycznych miało stanowić skuteczny, alternatywny do drogi sądowej system dochodzenia roszczeń pacjentów. Niestety, zamiar był dobry, a wyszło „jak zwykle” – nie chroni on pacjenta i nie zapewnia mu skutecznego dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia za wyrządzoną szkodę wskutek błędu medycznego. Taka smutna konkluzja płynie z niedawno opublikowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli raportu w temacie „Pozasądowego dochodzenia roszczeń przez pacjentów”.

Czy jest zatem zasadnym kierowanie sprawy do komisji, czy też powinna ona od razu trafić do sądu?

Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w niniejszym wpisie.

Zacznę jednak od „grzechów głównych” wojewódzkich komisji do spraw zdarzeń medycznych. Przyznam szczerze, niektóre z uchybień przeszły moje najśmielsze wyobrażenia. W ramach własnej praktyki zawodowej mam do czynienia z wojewódzkimi komisjami, zarówno od strony pacjenta, jak i szpitala. O komisjach wyrobiłem sobie własne zdanie. Niestety – stałem się ich krytykiem!

Istotne uchybienia w funkcjonowaniu wojewódzkich komisji

Ze zdumieniem przeczytałem w raporcie NIK, że co piąta z osób powołanych na członków wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych trafiła tam bez rzetelnie przeprowadzonej weryfikacji, a nawet sprzecznie z obowiązującymi przepisami. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że w czterech przypadkach do składu komisji powołano osobę zgłoszoną przez instytucje do tego nieuprawnione. To się nazywa „przeoczenie”.

W kilku przypadkach nie zweryfikowano spełnienia przez członków komisji wymogów w zakresie doświadczenia zawodowego. Zdarzyło się również, że do składu komisji powołano osobę bez wymaganego wykształcenia. O czym to świadczy?

Jednym z częstszych uchybień było również wyznaczanie składów komisji z naruszeniem zasady wyznaczania według kolejności wpływu wniosków z alfabetycznej listy członków komisji, tak samo jako to, że nie każdy z członków składu orzekającego złożył oświadczenie o braku konfliktu interesów.

Komisje mają również problemy z terminowością. Zgodnie
z przepisami orzeczenie powinno zostać wydane
w terminie 4 miesięcy od dnia złożenia wniosku
o ustalenie zdarzenia medycznego. Niestety, komisjom nie zawsze udaje się tego terminu dotrzymać. Przyczyny takiego stanu są różne. W większości przypadków jest to skutkiem oczekiwania na opinię biegłego, który z jej wydaniem się „nie spieszy”. W innych sytuacjach powodem jest zbyt późne przystąpienie do rozpatrywania sprawy i opóźnienie w dokonaniu tzw. czynności wstępnych, które dokonuje się przed skierowaniem wniosku na pierwsze posiedzenie. 

Skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia wojewódzkiej komisji

Moją uwagę przykuły statystyki dotyczące skarg o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia wojewódzkiej komisji (II stopnia). Jak wynika z raportu – w latach 2012 – 2017 wniesiono 71 skarg, z których uwzględnione zostały tylko 4 skargi. To bardzo mało.

W swoim życiu zawodowym złożyłem 3 skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia wojewódzkiej komisji, z czego 2  nich zostały uwzględnione. Czyżbym był autorem 50% skutecznych skarg w latach 2012 – 2017? Nie jest to wykluczone, chociaż nie mogę tego ostatecznie zweryfikować. Taka mała dygresja. Czy mnie to cieszy? Niekoniecznie, ponieważ wolałbym, aby komisje wydawały orzeczenia „zgodne z prawem”.

Kilka istotnych danych statystycznych

W latach 2012 – 2017 wojewódzkie komisje do spraw zdarzeń medycznych wydały 431 orzeczenia o zaistnieniu zdarzenia medycznego, co stanowi 29,6% orzeczeń wydanych w tym okresie. Oznacza to, że pacjenci przed komisją w przeważającej części przegrywają. Orzeczeń o braku zdarzenia medycznego wydanych w tym okresie było 910 (70,4%).

Niestety, nawet wygrana przed komisją nie oznacza, że pacjent dostanie należne mu odszkodowanie. Dzieje się tak ponieważ z propozycją kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia wychodzi albo szpital albo jego ubezpieczyciel, którz ograniczeni są jedynie kwotą maksymalną (tak – nie ma kwoty minimalnej). Szpital i ubezpieczyciel mają w tym zakresie znaczną swobodę. Proponowane kwoty mieszczą się przeważnie w przedziale od 100 zł do 75.000 zł. Podkreślić przy tym należy, że kwota zaproponowana przez szpital lub ubezpieczyciela w żadnym przypadku nie osiągnęła tego poziomu, który proponował pacjent we wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego.

Co do terminowości prac komisji, na uwagę zasługuje fakt, że najdłuższy czas oczekiwania na wydanie orzeczenia przez wojewódzką komisję I stopnia wyniósł od 6 do 22 miesięcy. Nieco ponad połowa orzeczeń (47,3%) wydana została przed upływem 4 miesięcy od dnia złożenia wniosku. Nieźle! A można!?

Jeżeli chodzi o komisję II stopnia to najdłuższy czas na wydanie orzeczenia wyniósł, zależnie od komisji, od 62 do 855 dni. Nie jest to dobry wynik.

A jak z rozpatrywaniem spraw radziły sobie w tym okresie sądy cywilne I instancji?

W latach 2012 – 2017 do sądów rejonowych wpłynęły łącznie 1.146 sprawy odszkodowawcze za szkody wyrządzone przez szpitale. W tym samym okresie załatwiono 1.149 spraw, w tym 247 zostało uwzględnionych w całości lub częściowo.

W I kwartale 20918 r. do sądów rejonowych wpłynęło 60 spraw i załatwionych zostało również 60 spraw.

Wskaźnik czasu trwania postępowania sądowego wydłużył się z 366 dni (koniec 2012 r.) do 699,8 dnia (koniec 2017 r.).

W okresie 2012 – 2017 za szkody wyrządzone przez służbę zdrowia zasądzono prawomocnie łącznie kwotę 2.018.722 zł tytułem odszkodowaniaoraz 541.704 zł tytułem zadośćuczynienia.

W latach  2012 – 2017 do sądów okręgowych jako sądów I instancji trafiły łącznie 4.284 spawy, a załatwiono 3.724 sprawy, w tym 1.055 spraw uwzględniono w całości lub częściowo.

Liczba spraw niezałatwionych wzrosła z 1.417 (koniec 2012 r.) do 1.765 (koniec 2017 r.).

W I kwartale 2018 r. do sądów okręgowych jako sądów I instancji wpłynęło łącznie 157 spraw a załatwiono 196.

Wskaźnik czasu trwania postępowania sądowego wydłużył się z 963,1 dnia (koniec 2012 r.) do 1.057,8 dnia (koniec 2017 r.).

W okresie 2012 – 2017 za szkody wyrządzone przez służbę zdrowia zasądzono prawomocnie w sądach okręgowych łącznie kwotę 7.092.018 zł tytułem odszkodowania oraz 17.892.818 zł tytułem zadośćuczynienia.

Jak sprawy się miały w sądach odwoławczych?

W latach 2012 – 2017 sądy okręgowe jako sądy II instancji prawomocnie zasądziły na rzecz pacjentów łącznie kwotę 853.811 zł tytułem odszkodowania oraz 674.550 zł tytułem zadośćuczynienia.

W tym samym okresie sądy apelacyjne prawomocnie zasadziły na rzecz pacjentów łącznie kwotę 7.533.515 zł tytułem odszkodowania oraz 64.190.761 zł tytułem zadośćuczynienia.

Podsumowanie

Porównując wyłącznie czas rozpoznania sprawy przezwojewódzką komisją do spraw zdarzeń medycznych (4 miesiące, natomiast wskrajnych przypadkach – 22 miesiące) z czasem rozpoznania sprawy przez sąd (od 699,8 dnia do 1.057,8 dnia), komisje wypadają lepiej. Pamiętać jednak należy,że uzyskanie korzystnego orzeczenia komisji niekoniecznie skutkować będzie przyznaniem odszkodowania i zadośćuczynienia w satysfakcjonującej wysokości. Szpital może zaproponować 100 zł, a wtedy koniecznie będzie trzeba pójść do sądu. A tam w zasadzie zaczynamy od początku.

Dlaczego moim zdaniem warto złożyć wniosek do komisji?

Przede wszystkim z tego powodu, że, po pierwsze, akurat wnaszej sprawie komisja może zmieścić się w terminie 4 miesięcy. Szczególnie, że po tak negatywnym raporcie NIK, prawdopodobnym jest, że komisje nieco przyspieszą, a po drugie, po to aby poznać linię obrony szpitala.

Znajomość stanowiska szpitala na etapie przed sporządzeniem pozwu jest bezcenna, a nie zawsze uda się je uzyskać w toku negocjacji przedprocesowych lub w ramach postępowania przed ubezpieczycielem. Zwiększa to szansę powoda na korzystne rozstrzygnięcie sprawy.

Dziękuję za uwagę i poświęcony mi czas!

Zdjęcia dzięki uprzejmości www.pixabay.com