Ryzyko medyczne. Czy ryzyko związane z zabiegiem medycznym w całości obciąża pacjenta?

Wykonanie zabiegu medycznego bez zgody pacjenta nie powinno mieć miejsca. Jest działaniem bezprawnym, chyba że zachodzą wyjątkowe okoliczności, ale nie o tym będzie niniejszy wpis. Dzisiaj będzie o ryzyku medycznym.

Mała dygresja. Gdy miałem 19 lat wykonano u mnie zabieg polegający na wycięciu migdałków gardłowych. Pamiętam, że jeszcze na sali chorych, przed zabiegiem podano mi jakąś tabletkę. Następnie znalazłem się w innym już pokoju. Przede mną stanął lekarz i zaczął coś do mnie mówić. Pamiętam, że chciało mi się śmiać. Czułem się swobodnie, tak jakoś lekko. Czyżby „głupi Jaś”? Następnie coś podpisałem.

Teraz już wiem, że była to „świadoma” zgoda na zabieg medyczny tonsillektomii. Przy czym można polemizować, czy przy takiej chronologii zdarzeń zgoda była „świadoma”. Obyło się jednak bez powikłań.

A teraz „do brzegu”.

Czy pacjent wyrażając zgodę na zabieg medyczny bierze na siebie całe ryzyko z nim związane?

Jak zawsze, odpowiedź nie jest prosta. Spróbujmy jednak jej poszukać.

Przychylam się do tego poglądu, że pacjent wyrażając zgodę na zabieg medyczny bierze na siebie ryzyko zwykłych powikłań pooperacyjnych, przy założeniu, że nie zostaną one spowodowane z winy lekarza. Ocena, iż określona szkoda jest skutkiem niepowodzenia medycznego, objętego wyłącznym ryzykiem pacjenta, wymaga niebudzących wątpliwości ustaleń odnośnie przyczyny szkody, w całym łańcuchu zdarzeń, które ją spowodowały.

Lekarz ma obowiązek działać zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i z należytą starannością, w każdych okolicznościach.

Powyższy wniosek stanowi podsumowanie jednego z ciekawszych, moim zdaniem, wyroków Sądu Najwyższego (w zasadzie dwóch wyroków – wyroku SN z 18 stycznia 2013 r. oraz 26 kwietnia 2016 r.). Orzeczenie to dotyka bardzo istotnego w procesach medycznych zagadnienia prawnego – kiedy mamy do czynienia z niepowodzeniem, a w jakich sytuacjach z błędem medycznym.

Ryzyko zabiegu

Wiemy, że każdy zabieg niesie za sobą określone ryzyko. Ryzyko to jest wpisane w istotę zabiegu (również ryzyko zakażenia). Z tej właśnie przyczyny odpowiedzialność lekarza nie jest odpowiedzialnością za wynik (rezultat) leczenia. Lekarz nie odpowiada również na zasadzie ryzyka. Jego odpowiedzialność jest odpowiedzialnością na zasadzie winy. W praktyce oznacza to, że lekarz ma – tak jak wskazałem wyżej – diagnozować i leczyć zgodnie z zasadami wiedzy medycznej i z należytą starannością. Jeżeli tak postępuje, a mimo tego nie udaje się pacjenta wyleczyć – lekarz wykonuje swoją pracę prawidłowo.

Podobnie jest z powikłaniami, rozumianymi, najogólniej rzecz biorąc, jako określone, nietypowe reakcje organizmu pacjenta na prawidłowo podjęty i przeprowadzony zespół czynności leczniczych (np. trudności w zatamowaniu krwawienia po wycięciu migdałka gardłowego). Jeżeli lekarz leczy zgodnie z zasadami aktualnej wiedzy medycznej i z należytą starannością, a mimo to wystąpią komplikacje – lekarz za nie odpowie (w tych okolicznościach komplikacje będą „powikłaniami”, a nie skutkiem błędu).

Zatrzymamy się teraz na chwilę nad zagadnieniem zasady odpowiedzialności cywilnej. Praktyczne znaczenie mają dwie zasady – wina i ryzyko. Różnicę pomiędzy odpowiedzialnością na zasadzie „ryzyka”, a na zasadzie „winy”, zobrazuję na poniższym przykładzie

Ryzyko

Stan pacjenta wymaga natychmiastowej operacji. Pacjent w trybie pilnym trafia na salę operacyjną. Pojawiają się problemy z intubacją. Przyczyną są nietypowe uwarunkowania twarzoczaszki. Anestezjologowi ostatecznie udaje się zaintubować pacjenta. Operacja się udaje. Pacjent ma się dobrze. Podczas intubacji dochodzi do uszkodzenia zębów. Zgoda nie była wymagana, ponieważ pacjent operowany był ze wskazań życiowych.

Czy lekarz, a w ślad za nim szpital, poniosą odpowiedzialność za uszkodzenie zębów? Operacja się udała, pacjent przeżył, niemniej uszkodzone zostały jego zęby.

Oczywiście – tak! Gdyby przyjąć zasadę ryzyka.

Podobnie będzie, jeżeli w trakcie zabiegu pacjent zostanie zakażony bakterią gronkowca złocistego. Leakrz i szpital odpowiedzą za zakażenie pacjenta.

Zasada ryzyka jest najdalej idącą zasadą odpowiedzialności cywilnej. Nie bada się tutaj winy. Nie sprawdza, się czy ktoś działał z należytą starannością, czy też poniżej określonego wzorca zachowania. To czy mamy do czynienie z winą lub jej brakiem, jest prawnie obojętne. Zasada ta ma zastosowanie jedynie w szczególnych okolicznościach (np. ruch przedsiębiorstwa, ruch samochodu). Sprawy medyczne do nich nie należą (chociaż uważam, że niektóre ich rodzaje powinny – o tym też kiedyś napiszę).

Wina

Ta sama sytuacja – inna zasada.

Przyjmując zasadę winy, ani lekarz, ani placówka medyczna, nie poniosą odpowiedzialności za uszkodzenie zębów. Ale tylko wtedy, gdy procedura intubacji została przeprowadzona zgodnie z wiedzą medyczną i z należytą starannością.

Jeśli nie została – możliwe będzie postawienie zarzutu dopuszczenia się zawinionego „błędu w sztuce”, czyli przeprowadzenia intubacji niezgodnie z zasadami wiedzy medycznej, w sposób zawiniony, ponieważ polegający na zachowaniu odbiegającym od ustalonego wzorca należytej staranności wymaganego od lekarza anestezjologa, w danych okolicznościach.

Analogicznie będzie z zakażeniem bakterią gronkowca złocistego. Jeżeli lekarz postępował zgodnie z zasadami wiedzy medycznej i procedurami zapobiegającymi zakażeniom oraz z należytą starannością – nie poniesie odpowiedzialności za zakażenie szpitalne, a samo zakażenie będzie kwalifikowane, oczywiście w danych okolicznościach, jako niepowodzenie medyczne lub powikłanie prawidłowo przeprowadzonego zabiegu.

Do oceny zachowania (działania lub zaniechania) lekarza ma zastosowanie wzorzec zachowania zrekonstrukowany w oparciu o kryterium wysokiej przeciętnej staranności. 

Tyle w temacie zasad odpowiedzialności lekarza i placówki medycznej. Szczegółowo opiszę to zagadnienie w jednym z kolejnych wpisów (nadal je zgłębiam – orzecznictwo jest niezwykle bogate).

Teraz powróćmy do zagadnienia, któremu poświęcam ten wpis – „niepowodzenie medyczne”.

Ryzyko medyczne

Nawet przy postępowaniu lekarza zgodnym z aktualną wiedzą medyczną i przy zachowaniu należytej staranności, nie da się wykluczyć ryzyka powstania szkody. Orzecznictwo sądów polskich przyjmuje, że dozwolone ryzyko obejmuje swoim zakresem m.in. niepowodzenie medyczne.

Zwykle jest tak, że pacjent, poinformowany należycie o istniejącym ryzyku zabiegu medycznego, wyrażając na niego zgodę, ryzyko to przyjmuje na siebie. Oczywiście tylko wtedy, gdy zgoda na zabieg jest „prawnie skuteczna” (o tym wkrótce napiszę). Ryzyko to leży po stronie pacjenta również w sytuacji, gdy prawo dopuszcza wykonanie zabiegu medycznego bez jego zgody („stan nagły”, stan zagrożenia życia).

Czego nie obejmuje zgoda na zabieg medyczny?

Ryzyko, jakie bierze na siebie pacjent, wyrażając zgodę na zabieg medyczny obejmuje tylko zwykłe powikłania z nim związane.

Pacjent nie obejmuje zgodą żadnej postaci winy lekarza.

Zgodą nie są objęte komplikacje powstałe wskutek pomyłki, nieuwagi lub niezręczności lekarza, szczególnie gdy dochodzi do uszkodzenia innego organu, w sposób przypadkowy i niezamierzony. Okoliczności konkretnego przypadku mają znaczenie kluczowe. W grę wchodzą naprawdę detale. Każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie, dlatego sprawy medyczne należą do spraw szczególnie skomplikowanych.

O czym w kolejnym wpisie?

Niniejszy wpis inspirowany jest sporem sądowym dotyczącym odszkodowania za wadliwie przeprowadzoną operację tarczycy i uszkodzenie podczas tej operacji nerwu krtaniowego.

W sporze tym zapadły aż 4 wyroki sądowe. Jakie? Kto ostatecznie zwycięża? Pacjent, czy szpital? Dowiecie się z kolejnego wpisu z cyklu CASE STUDY. Do usłyszenia.

Zdjęcie dzięki uprzejmości valelopardo / Pixabay.

Bakterie groźne nie tylko w szpitalu. „Bakteria kochająca płuca”

Czytając wyroki sądów dotyczące zakażeń trafiłem na dość nietypową, a zarazem ciekawą sprawę. Zajmował się nią Sąd Apelacyjny w Lublinie. Wygrał ją powód uzyskując na swoją rzecz 100.000 zł zadośćuczynienia. Duży sukces. Gratuluję!

Sprawa dotyczyła zakażenia pałeczką Legionella pneumophila, do którego prawdopodobnie doszło w łazience w domu powoda (przynajmniej tak ustalono). Skutkiem zakażenia było zachorowania na ciężką postać legionellozy (atypowego zapalenia płuc).

Kilka ciekawych faktów o bakterii Legionalla pneumophila

Latem 1976 r. uwaga publiczna skupiła się na epidemii poważnego zapalenia płuc, które spowodowało śmierć wielu członków Amerykańskich Legionów biorących udział w kongresie w Filadelfii. Przyczyną była nieznana dotychczas pałeczka Gram-ujemna nazwana Legionella pneumophila. Stąd nazwa choroby „Choroba legionistów” (legionelloza): ostre zapalenie płuc z gorączką, dreszczami, suchym kaszlem i bólem głowy; wraz z postępem choroby dochodzi do wielonarządowego zakażenia z zajęciem układu pokarmowego, nerkowego, wątroby i nerek.

Zakażenie bakterią Legionella pneumophila może prowadzić do ostrego zapalenia płuc z gorączką, dreszczami, suchym kaszlem i bólem głowy (legionelloza). W skrajnych przypadkach może skutkować nawet śmiercią.

Legionella – pierwsze ognisko epidemiczne wybuchło podczas kongresu Legionu Amerykańskiego.

Pneumon – oznacza płuco. Phila – kochająca. Stąd „Bakteria kochająca płuca”.

Obecnie wiadomo, że jest to bardzo powszechny, związany ze środowiskiem wodnym drobnoustrój saprofityczny. Występuje w naturalnych zbiornikach wodnych (jeziora, strumienie) oraz w wieżach chłodniczych, kondensatorach wodnych (skraplaczach) i innych systemach wodnych (np. natryski, wodne systemy grzewcze, systemy klimatyzacji) oraz ujęciach wodnych (również szpitalnych). Legionella liczy 58 gatunków i 3 podgatunki. Około połowa jest zdolna do wywoływania choroby u ludzi.

Wiedzę o bakterii Legionalla pneumophila zaczerpnąłem ze źródła: Mikrobiologia, Patrick R. Murray, Ken S. Rosenthal, Michael A. Pfaller, Wydanie 8, 2018, s. 327, s. 328 oraz s. 336-339.

Skąd pałeczka Legionelli pneumophila znalazła się w łazience powoda?

Przeprowadzone przez Sanepid dochodzenie epidemiologiczne wykazało wysokie stężenie pałeczek Legionelli pneumophila w ciepłej wodzie pobranej z instalacji w łazience powoda. Pozwoliło to postawić hipotezę (która następnie stałą się faktem), że sprawcą zakażenia była złej jakości woda dostarczona przez przedsiębiorstwo dostarczające ciepłą wodę. Skażona woda mogła natomiast (biegli tego nie wykluczyli) spowodować u powoda zapalenie płuc o ciężkim przebiegu.

Nieczyszczona i niekonserwowana instalacja wentylacyjno-klimatyzacyjna szpitala staje się siedliskiem bakterii takich jak Legionella pneumophila. W dziewięciu szpitalach (50%) w próbkach wody ciepłej stwierdzono obecność pałeczek Legionella pneumophila na poziomie przekraczającym wartość dopuszczalną („Zakażenia w podmiotach leczniczych”, Informacja o wynikach kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli, Warszawa, maj 2018 r.).

Linia obrony koncentrowała się na wykazaniu, że skażenie wody pałeczkami Legionelli pneumophila miało swoje źródło w instalacji wewnętrznej, a nie w sieci wodociągowej. Przedsiębiorstwo dostarczające wodę wskazało na spółdzielnię mieszkaniową, jako podmiot odpowiedzialny za stan instalacji wewnętrznej (na zasadzie: „to nie my – to oni”).

Sąd tego „nie kupił”.

Choćby dlatego, że pozwane przedsiębiorstwo ograniczyło się jedynie do podniesienia twierdzeń („to oni – nie my” i to wszystko). To zdecydowanie za mało. Każde twierdzenie przed sądem musi być udowodnione („to oni – nie my”, a wynika to – Wysoki Sądzie – z dowodu w postaci opinii biegłego na okoliczność złego stanu instalacji wewnętrznej; dorzucam jeszcze wyniki kontroli wewnętrznej, że u nas w firmie „wszystko w normie” – bakterii brak).

Podniesienie twierdzeń bez wskazania dowodów na ich potwierdzenie nie wystarczy by udowodnić swoje racje.

Biegli są „za, a nawet przeciw”.

Powołani biegli z zakresu epidemiologii i chorób płuc stwierdzili, że „nie mogli wypowiedzieć się jednoznacznie, czy stwierdzone u powoda zapalenie płuc miało bezpośredni związek z pałeczkami Legionelli znajdującymi się w ciepłej wodzie”, niemniej tego „nie wykluczyli”.

Sąd słusznie wskazał, że w sprawach „zakażeniowych” przesłanka odszkodowawcza w postaci normalnego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zdarzeniem powodującym szkodę a szkodą nie musi być wykazana w sposób „bezpośredni” i „pewny”. Wystarczy wysoki stopień prawdopodobieństwa.

Należało zatem odpowiednio połączyć kropki:

(1) powód zachorował na ciężką postać zapalenia płuc.

(2) ciężkie zapalenie płuc wywołuje bakteria Legionelli pneumophila.

(3) stwierdzono występowanie bakterii Legionelli pneumophila w łazience powoda w ujęciu wody ciepłej.

(4) wodę dostarczyło przedsiębiorstwo dostarczające wodę.

Wskazane wyżej fakty (udowodnione) pozwoliły przyjąć wysoki stopień prawdopodobieństwa normalnego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy ruchem przedsiębiorstwa dostarczającego wodę a zachorowaniem na ciężkie zapalenie płuc i szkodą powoda.

Nie pozostaje nic innego jak zgodzić się z takim rozstrzygnięciem.

Zdjęcie dzięki uprzejmości ArtisticOperations / Pixabay.

Stan prac legislacyjnych nad obywatelskim projektem ustawy znoszącej obowiązkowe szczepienia ochronne – opinie wobec projektu

Prace nad obywatelskim projektem ustawy dotyczącym zniesienia powszechnego obowiązku szczepień ochronnych, na rzecz dobrowolności szczepień, a pozostawienia obowiązku jedynie w sytuacjach szczególnych, nabierają rozpędu. Projektu nie odrzucono w pierwszym czytaniu, tylko skierowano go do pracy w komisjach sejmowych, co miało miejsce 04 października 2018 r.

Przebieg prac legislacyjnych można śledzić na stronie http://www.sejm.gov.pldruk nr 2796. Będę się temu projektowi bacznie przyglądał i komentował na bieżąco, jak obiecałem.

Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych zwróciła się o odrzucenie projektu (stanowisko nr 22 Prezydium NRPiP z dnia 28 sierpnia 2018 r.). Projekt został oceniony w całości negatywnie.

Sąd Najwyższy nie zgłosił uwag do projektu.

Naczelna Rada Lekarska w całości negatywnie zaopiniowała procedowany projekt ustawy (stanowisko Nr 6/18/VIII NRL z dnia 31 sierpnia 2018 r.). NRL wskazała, że „według aktualnej wiedzy medycznej nie ma skuteczniejszej metody ochrony przed chorobami zakaźnymi niż poprzez szczepienia ochronne.”.

Ponownie negatywnie o projekcie Naczelna Rada Lekarska wypowiedziała się po zapoznaniu ze stanowiskiem Krajowego Konsultanta w dziedzinie zdrowia publicznego, którego zdaniem przyjęte w projekcie rozwiązania legislacyjne w zakresie szczepień ochronnych będą negatywnie oddziaływały na odporność całej populacji (stanowisko Prezydium NRL Nr 43/18/P-VIII z dnia 03 października 2018 r.).

Rada Ministrów także negatywnie zaopiniowała obywatelski projekt ustawy o zniesieniu obowiązkowych szczepień ochronnych (stanowisko z dnia 02 października 2018 r. wobec obywatelskiego projektu ustawy).

Najbardziej przyjazne obywatelskiemu projektowi ustawy było Biuro Analiz Sejmowych Kancelarii Sejmu (ocena skutków projektu z dnia 14 września 2018 r.). Biuro cały projekt uznało za „kontrowersyjny”. Postulowana zmiana w prawie mogłaby doprowadzić do zwiększenia liczby osób chorujących na choroby zakaźne oraz ryzyko wystąpienia epidemii. Zdaniem Biura „Według aktualnej wiedzy medycznej szczepienia ochronne są najskuteczniejszą ochroną przed chorobami zakaźnymi.”. Pozytywnie oceniono natomiast propozycje uszczegóławiające obowiązki lekarza przeprowadzającego badanie kwalifikacyjne przed szczepieniem oraz modyfikację zasad zgłaszania niepożądanego odczynu poszczepiennego poprzez dopuszczenie zgłoszenia osób zainteresowanych (nie tylko lekarza).

MÓJ KOMENTARZ:

Uważam, że losy projektu zostały praktycznie przesądzone. Projekt ustawy został oceniony negatywnie „co do zasady” przez wszystkie znaczące instytucje, chociaż liczę na dalszą merytoryczną dyskusję w jego sprawie.

Zastanawia mnie jedna rzecz. Żadna z instytucji oceniających projekt nie poruszyła tematu niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP) i ryzyka ich wystąpienia.

Ustawodawca – wprowadzając obowiązek szczepień ochronnych – „zabiera” nam w istocie prawo do odmowy poddania się szczepieniu. Zgoda na szczepienie udzielana jest natomiast „pod groźbą sankcji” (grzywny w celu przymuszenia). „Nie zgodzę się to będą mnie ścigać”. Każde szczepienie niesie przy tym ryzyko powikłań, niekiedy bardzo poważnych. Nie da się go uniknąć. Po prostu nie jest to możliwe. Takie są smutne fakty.

Coś mi tutaj nie gra!

Kto zatem poniesie odpowiedzialność za ewentualne negatywne skutki szczepienia?

W świetle obecnego orzecznictwa – najczęściej, stwierdzam z przykrością, osoba zaszczepiona. Ktoś jeszcze?

Wada produkcyjna szczepionki – producent?

Nieprawidłowe przechowywanie – placówka medyczna?

Błędna kalifikacja – lekarz i zatrudniająca go placówka medyczna?

A Skarb Państwa to niby nie!

A może jednak tak!

Ktoś przecież „wrzucił” na mnie obowiązek poddania się lub poddania swojego dziecka szczepieniu ochronnemu. Kto? Nie kto inny jak ustawodawca.

Uznaje się, że wyrażając zgodę na udzielenie świadczenia zdrowotnego pacjent przyjmuje na siebie ryzyko normalnych negatywnych następstw tego świadczenia (powikłanie, niepowodzenie medyczne przy prawidłowym przeprowadzeniu zabiegu). Warunkiem jest zgoda „świadoma” niczym nieskrępowanego pacjenta (swoboda dokonania wyboru jako przejaw autonomii jednostki).

Czy zatem w sytuacji, gdy pacjent nie ma prawnej możliwości dokonania wyboru, ponieważ wyboru dokonuje „za niego” ustawodawca wprowadzając obowiązek szczepień ochronnych, prawodawca (Skarb Państwa – Sejm) przejmuje na siebie ryzyko wystąpienia powikłań poszczepiennych, które w normalnych okolicznościach (nieskrępowanych przymusem i groźbą sankcji) przyjąłby na siebie pacjent?

Uważam, że tak właśnie powinno być.

Odpowiedzialność za ryzyko wystąpienia NOP powinien przejąć Skarb Państwa. Właściwą zasadą odpowiedzialności powinna być zasada „ryzyka” i domniemanie faktyczne istnienia „adekwatnego związku przyczynowo-skutkowego” przy zaistnieniu związku czasowego pomiędzy szczepieniem a wystąpieniem powikłania.

Nie wykluczam wypróbowania tej koncepcji w sporze sądowym, niemniej liczę się z tym, że sąd mógłby uznać, że do zastosowania tej koncepcji konieczna jest zmiana prawa.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Myriams-Fotos / Pixabay.

 

Czy od uzyskanego odszkodowania, zadośćuczynienia lub odsetek należy zapłacić podatek dochodowy?

Myślę, że słowo „urząd skarbowy” budzi podobne emocje jak gronkowiec złocisty oporny na antybiotyki. Jedno i drugie nie jest mile widziane w naszych domach.

Podatki i zakażenia szpitalne. Dwa różne światy. Mają jednak wspólny mianownik – pieniądze. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie za szkodę związaną z zakażeniem szpitalnym zwykle sprowadza się do zapłaty sumy pieniężnej przez szpital lub jego ubezpieczyciela. Niestety w życiu jest najczęściej tak, że jak coś od kogoś otrzymujesz „za coś” to w świecie podatków nazywane jest to „przychodem” (gdy coś dostajesz „za darmo” – jest to darowizną). A tam gdzie „przychód” to i „dochód”. Od dochodu natomiast płaci się podatek dochodowy. Tak sobie to ustawodawca podatkowy wymyślił.

„Rzeczą, którą najtrudniej w świecie zrozumieć, jest podatek dochodowy” – Albert Einstein.

Jeżeli w przeszłości, na podstawie prawomocnego wyroku sądu cywilnego, ugody lub decyzji zakładu ubezpieczeń, otrzymałeś zadośćuczynienie lub odszkodowanie wraz z odsetkami i nie zapłaciłeś z tego tytułu nawet jednej złotówki podatku dochodowego – możesz mieć zaległość podatkową.

Dlaczego tak może być – dowiesz się z niniejszego wpisu.

Wyjaśnię to Wam na podstawie pewnego przykładu. Taka forma wydaje mi się najlepsza.

Przykład nr 1

Poszkodowany wskutek zakażenia szpitalnego bakterią gronkowca złocistego MRSA otrzymał od zakładu ubezpieczeń – na podstawie zawartej z nim ugody, której podstawą była umowa ubezpieczenia majątkowego (odpowiedzialności cywilnej) – 33.000 zł tytułem odszkodowania (koszty leczenia, rehabilitacji), 180.000 zł zadośćuczynienia oraz 54.000 zł jako odsetki za opóźnienie.

Przykład nr 2

Prawomocnym wyrokiem sądowym zasądzono od szpitala na rzecz poszkodowanego wskutek zakażenia szpitalnego bakterią gronkowca złocistego MSSA kwotę 15.000 zł tytułem odszkodowania (koszty leczenia, rehabilitacji), 78.000 zł zadośćuczynienia oraz 17.000 zł jako odsetki za opóźnienie.

Skutki w podatku dochodowym od osób fizycznych

Każda otrzymana przez poszkodowanego kwota stanowi jego przychód. Nie jest to jednak równoznaczne z opodatkowaniem podatkiem dochodowym.

W przykładzie nr 1 zarówno odszkodowanie (33.000 zł), jak i zadośćuczynienie (180.000 zł) będą wprawdzie przychodem, jednak nie będą podlegały opodatkowaniu podatkiem dochodowym. Kwoty te są wolne od podatku. Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych kwoty otrzymane z tytułu ubezpieczeń majątkowych i osobowych są zwolnione z podatku dochodowego (art. 21 ust. 1 pkt 4 ustawy). Dotyczy to również, moim zdaniem, odszkodowania i zadośćuczynienia przyznanego przez zakład ubezpieczeń w ramach obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej placówki medycznej.

Odsetki za opóźnienie (54.000 zł) nie są natomiast zwolnione z podatku dochodowego, dlatego będą podlegały opodatkowaniu.

Podobnie w przykładzie nr 2. Odszkodowanie (15.000 zł) oraz zadośćuczynienie (78.000 zł) również nie będą opodatkowane. Stosownie do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wolne od podatku są inne odszkodowania lub zadośćuczynienia otrzymane na podstawie wyroku lub ugody sądowej do wysokości określonej w tym wyroku lub tej ugodzie (art. 21 ust. 1 pkt 3b ustawy).

Opodatkowaniu podlegały będą natomiast odsetki za opóźnienie (17.000 zł).

MÓJ KOMENATARZ:

Niestety, przekonanie organów podatkowych, że odsetki za opóźnienie w zapłacie odszkodowania lub zadośćuczynienia może okazać się niemożliwe. Zwolnienia podatkowe są wyjątkiem od zasady, jaką jest opodatkowanie przysporzeń majątkowych. Podlegają one ścisłej interpretacji. Nie są ani odszkodowaniem ani zadośćuczynieniem. To pewne.

Czy odsetki za opóźnienie mogą być natomiast uznane za „kwoty otrzymane z tytułu ubezpieczeń majątkowych i osobowych”, gdy są wypłacane w ramach ubezpieczenia obowiązkowego placówki medycznej?

Tutaj widzę pole do popisu.

Wprawdzie podstawą prawną przyznania odsetek za opóźnienie są zawsze przepisy ustawy (kodeksu cywilnego), a odszkodowania lub zadośćuczynienia umowa ubezpieczenia zawarta przez placówkę medyczną łącznie z przepisem ustawy przewidującym odpowiedzialność za czyn niedozwolony (np. rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem), niemniej, po pierwsze, bez umowy ubezpieczenia nie byłoby mowy o odsetkach, stąd ich ścisły związek, a po drugie, sam ustawodawca mówi o „kwotach otrzymanych”, a nie o otrzymanym odszkodowaniu lub zadośćuczynieniu. Czy chodzi to o wszystkie kwoty otrzymane z tytułu ubezpieczeń? Czy wyłączone się z nich odsetki za opóźnienie? Przepis art. 21 ust. 1 pkt 4 ustawy różni się zasadniczo od art. 21 ust. 1 pkt 3b ustawy, stąd wniosek o wydanie interpretacji podatkowej może odnieść sukces.

Uważam, że sprawa odsetek za opóźnienie w ubezpieczeniach obowiązkowych nadaje się na rozstrzygnięcie w drodze interpretacji podatkowej. Ktoś chętny?

Grafika dzięki uprzejmości Rilsonav / Pixabay.

CASE STUDY 5: „Samozakażenie” gronkowcem złocistym MSSA – dlaczego pacjent przegrywa?

Wyrok ten zainteresował mnie szczególnie. Pierwszy raz spotkałem się z koncepcją „samozakażenia”. Wiem, brzmi dość osobliwie. Koncepcja ta pojawiła się na kanwie sprawy, w której Sąd Apelacyjny w Szczecinie oddalił apelację powoda od wyroku Sądu Okręgowego oddalającego powództwo w całości.

Słowem – przegrana!

Czym jest „samozakażenie”? O tym dowiecie się wkrótce. W sprawie tej – moim zdaniem – pominięto bardzo ważny aspekt legalności zabiegu operacyjnego – świadomą zgodę na zabieg operacyjny, na podstawie której pacjent – należycie poinformowany – przyjmuje na siebie standardowe ryzyko związane z danym zabiegiem, a nie ryzyko inne niż standardowe (np. zwiększone poprzez działanie lub zaniechanie personelu medycznego placówki medycznej).

Ryzyko, jakie przyjmuje na siebie pacjent wyrażając zgodę na zabieg nie obejmuje komplikacji powstałych wskutek pomyłki lub niezręczności lekarza.

Zachęcam do lektury mojego wpisu, w którym przybliżę jej kulisy i skomentuję wydane w sprawie orzeczenie. Jak zawsze, mój komentarz znajdziesz na końcu wpisu.

O co wnosi powód?

Powód domaga się zasądzenia 80.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, spowodowaną rozstrojem zdrowia wskutek zakażenia go bakterią gronkowca złocistego MSSA podczas operacji chirurgicznej – alloplastyki prawego stawu biodrowego i rekonstrukcji kostnej stropu panewki. Domaga się również zasądzenia kwoty 440 zł tytułem odszkodowania

Co powód zarzuca placówce medycznej?

Powód zarzuca szpitalowi, że doprowadził do zakażenia go bakterią gronkowca złocistego MSSA podczas operacji chirurgicznej. Podnosi, że szpital nie zapewnił mu bezpieczeństwa pobytu, a do zakażenia doszło na skutek nieprawidłowo wdrożonej profilaktyki okołooperacyjnej oraz złego stanu sanitarnego szpitala.

Kiedy pojawiają się objawy zakażenia?

Objawy zakażenia w postaci intensywnego wycieku z rany ropno-krwistego pojawiają się bardzo szybko. Operacja ma miejsce 23 lipca 2010 r., natomiast wyciek pojawia się 09 sierpnia 2010 r.

Czy leczenie jest skuteczne?

Nie jest. Rozstrój zdrowia wywołany zakażeniem ma charakter przewlekły. Zakażenie jest trudne do wyleczenia z uwagi na jego lokalizację w obszarze kostno-stawowym.

Co na to biegły w wydanej w sprawie opinii?

Do zakażenia powoda bakterią gronkowca złocistego MSSA dochodzi podczas zabiegu z dnia 23 lipca 2010 r. Zakażenie ma charakter zakażenia szpitalnego w sensie medycznym. Nie oznacza to jednak, że szpital ponosi odpowiedzialność za jego spowodowanie. Gronkowiec złocisty MSSA występuje powszechnie we florze bakteryjnej każdego człowieka. Zakażenie powoda ma charakter endogenny (florą własną).

Biegli uznają, że profilaktyczne podanie antybiotyku w chwili nacięcia jest niewłaściwe i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia „w stopniu minimalnym trudnym do jednoznacznego ustalenia”. Nie jest to jednak w ich opinii błędem, a tylko działaniem „nieoptymalnym”.

Co na to sąd pierwszej instancji?

Sąd oddala powództwo w całości opierając się na wnioskach opinii biegłych co do tego, że nieprawidłowe włączenie profilaktyki antybiotykowej „nie urasta do błędu medycznego”.

Powodowi nie udaje się udowodnić podstaw odpowiedzialności szpitala.

Sąd na podstawie zgromadzonych w aktach dowodów uznaje, że przyczyną zakażenia nie było nieprawidłowe działanie personelu szpitala, lecz „przypadek”. Do zakażenia powoda gronkowcem złocistym MSSA doszło poprzez dostanie się bakterii do rany, przy czym – zdaniem sądu – zakażenia to miało charakter „samozakażenia” (!).

Bakteria gronkowca złocistego MSSA powszechnie występuje we florze bakteryjnej każdego człowieka, w tym również skórze. Gronkowiec tego rodzaju nie jest bakterią typowo szpitalną.

Wskazane wyżej okoliczności wystarczyły Sądowi Okręgowemu do oddalenia powództwa w całości.

Co na to sąd drugiej instancji?

Sąd Apelacyjny podziela ustalenia wyroku sądu pierwszej instancji i oddala apelację.

Opierając się na opinii biegłych wskazuje, że gronkowiec złocisty MSSA, ze względu na powszechne występowanie u ludzi, jest czynnikiem endogennym. Zabieg u powoda odbył się w okolicy jałowej i był zabiegiem o najniższym wskaźniku zakażenia. Podanie antybiotyku wraz z pierwszym nacięciem nie było błędem. Nie było to jednak działanie optymalne i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia, ale w stopniu minimalnym, trudnym do jednoznacznego ustalenia.

Podanie antybiotyku wraz z pierwszym nacięciem nie było działaniem optymalnym i mogło zwiększyć ryzyko zakażenia, ale w stopniu minimalnym, trudnym do jednoznacznego ustalenia.

Sąd stwierdza, że zgromadzone dowody nie dają podstaw do przyjęcia, że w szpitalu doszło do zaniedbań w zakresie szeroko rozumianych procedur medycznych, ewentualnie w zakresie organizacji funkcjonowania szpitala, które mogłyby skutkować przyjęciem odpowiedzialności placówki medycznej za zakażenia bakterią gronkowca złocistego MSSA.

Sąd Apelacyjny oddala apelację w całości i – jedynie częściowo – obciąża kosztami powoda.

MÓJ KOMENTARZ

Nie jestem w stanie przyjąć bez zastrzeżeń wyniku tego sporu sądowego.

Biegły w opinii wprost przecież wskazuje, że doszło do uchybienia, które mogło „zwiększyć ryzyko zakażenia”. Właśnie to jest istotą tej sprawy.

Uważam również, że opinia biegłego powinna być bardziej precyzyjna. Co to znaczy „w stopniu minimalnym”? Czy oznacza to zwiększenie ryzyka z poziomu 2% do 10%? Czy może z 2% do 2,5%?

Już na pierwszy rzut oka widać różnicę w tych dwóch sytuacjach.

Biegły wskazał, że możliwe zwiększenie stopnia zakażenia jest „trudne do jednoznacznego ustalenia”. Dlaczego nie zostaje ustalone chociażby „w przybliżeniu”? Sprawy medyczne nie wymagają „pewności”.

Literatura naukowa dokonuje klasyfikacji rany chirurgicznej i ryzyka powstania zakażenia. Ryzyko to podawane jest w % i odnoszone jest do rodzaju rany. Dlaczego zatem biegli nie podjęli próby „doprecyzowania” o ile % zwiększyło się ryzyko zakażenia wskutek nieprawidłowej antybiotykoterapii przedoperacyjnej? Być może ani sąd, ani powód, o to nie pytali.

Nie mogę również pogodzić się z tym, że w komentowanej sprawie pominięto aspekt świadomej zgody na zabieg operacyjny (być może powód nie argumentował w tym kierunku, a kwestia zgody nie była między stronami sporna).

Postaram się wyjaśnić to na poniższym przykładzie.

Sytuacja nr 1

Powód przed podjęciem zabiegu informowany jest o ryzyku infekcji, a ryzyko określane jest na „do 2 %”. Powód – poinformowany o rodzaju ryzyka i jego skali – wyraża zgodę na zabieg. Wie na co się godzi i to akceptuje.

Zabieg wykonano zgodnie z wiedzą medyczną, niemniej i tak dochodzi do zakażenia. W tych okolicznościach zakażenia jest objęte świadomą zgodą na zabieg operacyjny.

Sytuacja nr 2

Powód przed podjęciem zabiegu informowany jest o ryzyku infekcji, a ryzyko określane jest na „do 2 %”. Powód – poinformowany o rodzaju ryzyka i jego skali – wyraża zgodę na zabieg. Wie na co się godzi i to akceptuje.

Przed zabiegiem, w ramach profilaktyki okołooperacyjnej, powodowi podano antybiotyk „w chwili nacięcia” (standardy przewidują podanie antybiotyku wcześniej). Nie jest to prawidłowe. Odbiega od mającego zastosowanie standardu wynikającego z wiedzy medycznej. Zwiększyło to ryzyko zakażenia ze standardowego (2%) do podwyższonego (np. 4%).

Na to powód zgody nie wyraził.

Dlatego uważam, że w komentowanej sprawie należało więcej uwagi poświęcić świadomej zgodzie na zabieg medyczny. Biegli powinni sformułować wnioski bardziej precyzyjnie, tak aby sąd wydając wyrok dysponował informacjami (możliwie dokładnymi) o ile uchybienie w zakresie przedoperacyjnej profilaktyki antybiotykowej zwiększyły ryzyko zakażenia.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego wpisu. Zachęcam do lajkowania oraz komentowania.

Zdjęcia dzięki uprzejmości WikiImages / pixabay.com

Praktyczna strona dochodzenia roszczeń za szkody wyrządzone zakażeniem. Część III. – Postępowanie interwencyjne przed Rzecznikiem Finansowym

W poprzednich wpisach omówiłem dla Was dwa podstawowe sposoby dochodzenia roszczeń za szkody wyrządzone zakażeniem szpitalnym – wezwanie do zapłaty (Część I) oraz zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi szpitala (Część II). Są to środki „pierwszego rzutu”, tak jak antybiotyki o szerokim spektrum działania. Wezwanie do zapłaty i zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi pełnią bardzo ważną rolę. Jaką? Poczytaj o tym w moich poprzednich wpisach.

Jest to dobry moment na omówienie postępowań przed Rzecznikiem Finansowym. Czy warto stawiać na jego pomoc? Uważam, że tak, a dlaczego tak sądzę dowiecie się z niniejszego wpisu.

Nadszedł długo wyczekiwany dzień – listonosz przynosi przesyłkę ze szpitala. Nerwowo otwierasz kopertę, wyszarpujesz z niej pismo a tam… odmowa! Czytasz. Oczom własnym nie wierzysz. Szpital uważa, że zakażenie miało charakter endo… endo… endo – co? Endogenny. Wujek google. Co to znaczy „endogenny”? Że niby florą własną? Że niby sam siebie zakaziłem? A dalej standard – szpital pisze, że dopełnił wszelkich obowiązków w zakresie zapewnienie Tobie bezpieczeństwa pobytu, że każdy zabieg niesie ryzyko zakażenia, że Twój przypadek to właśnie te 0,001% przypadków, gdy przy prawidłowym wykonaniu zabiegu, mimo wszystko dochodzi do zakażenia.

Wniosek o interwencję do Rzecznika Finansowego możesz złożyć po nieuezględnieniu reklamacji przez zakład ubezpieczeń.

Spoglądasz – jeszcze jedna koperta. Od kogo? Na kopercie logo zakładu ubezpieczeń. Myślisz – do dwóch razy sztuka! Ponownie, nerwowo otwierasz kopertę, wyszarpujesz z niej pismo a tam… ponownie odmowa! A w niej również standardowe zwroty, że nie udowodniłeś, że nie ma pewności, że do zakażenia doszło dokładnie w tej placówce, dokładnie w tym miejscu i czasie. No przecież mogło do niego dojść w Twoim domu lub po prostu wszędzie. Ale żeby gronkowcem złocistym MRSA? Nie sądzę. Co dalej? Reklamacja. A jak ta będzie odmowna, to co wtedy? Czytaj dalej, a dowiesz się co zrobić.

Do trzech razy sztuka.

Po odmowie zapłaty przez szpital lub jego ubezpieczyciela, po negatywnym rozpoznaniu reklamacji, czas postawić na Rzecznika Finansowego. Jego zadaniem jest ochrona Twojego interesu. Pamiętaj, że postępowanie przed Rzecznikiem może być wszczęte, co do zasady, dopiero po wniesieniu i negatywnym rozpatrzeniu reklamacji przez zakład ubezpieczeń.

Niniejszym wpisem podzielę się z Wami moimi doświadczeniami z Rzecznikiem Finansowym w ramach postępowania interwencyjnego. Postępowanie polubowne omówię innym razem.

Wszczęcie postępowania przez Rzecznika Finansowego z Twojego wniosku o interwencję może skłonić zakład ubezpieczeń do załatwienia sprawy w sposób polubowny.

Zarówno pierwsze jak i drugie są rodzajem postępowania przedsądowego. Nie jest konieczne, aby przed wniesieniem pozwu do sądu, skorzystać z któregokolwiek z nich. Postępowania te, a w zasadzie informacje, które przy ich pomocy można zdobyć, stanowią dużą pomoc przy sporządzaniu pozwu.  Można to przyrównać do sytuacji, w której przed wniesieniem pozwu masz na biurku odpowiedź na pozew, z której wynika stanowisko zakładu ubezpieczeń. Prawda, że już na pierwszy rzut oka takie postępowanie wydaje się celowe? Na razie na marginesie zaznaczę, że na etapie sporu sądowego Rzecznik może wesprzeć Ciebie istotnym poglądem w Twojej sprawie. Tego rodzaju pomoc również omówię w przyszłości.

A teraz do meritum.

Moje doświadczenia z Rzecznikiem Finansowym oceniam pozytywnie. Dlaczego? Przeczytaj koniecznie.

Sytuacja nr 1

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny odmówił przyznania zadośćuczynienia ponad kwotę 2.000 zł, uznając, że – jego zdaniem – jest to kwota „odpowiednia” do cierpień poszkodowanego. Pozwoliłem się z tym nie zgodzić. Sporządziłem reklamację, ale ta nie odniosła zamierzonego skutku. UFG uparcie stał przy swoim stanowisku. To co mnie dotknęło, to nie fakt, że UFG odmówił przyznania świadczenia – to zdarza się często. Uderzyło mnie to, w jaki sposób to zrobił – „nie bo nie”! Cytat z klasyka: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Cham się uprze i mu daj!”.

Postanowiłem złożyć wniosek do Rzecznika Finansowego z prośbą o interwencję. Przygotowałem go stosując wypracowane przeze mnie rozwiązania przy pisaniu pozwów o zapłatę. Wniosek podzieliłem na trzy części – I. Stan faktyczny, II. Zgłoszone roszczenia oraz III. Istota sporu pomiędzy wnioskodawcą a UFG. Każda z części była precyzyjnie opisana. Wszystko, aby Rzecznik Finansowy mógł zrozumieć istotę sporu z UFG.

Wskutek złożonego wniosku Rzecznik zwrócił się do UFG o doprecyzowanie ich stanowiska, w tym udzielenie odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania w toku korespondencji z UFG. Ostatnim pytaniem UFG było czy dopuszcza on ugodowe zakończenie sprawy, a jeżeli tak – zwrócił się o złożenie propozycji ugodowej.

Pomiędzy moim wnioskiem do Rzecznika Finansowego a jego reakcją minęły około 2 miesiące.

W odpowiedzi na pismo Rzecznika UFG udzielił szczegółowych wyjaśnień oraz wskazał, że jest gotów przyznać dalszą kwotę zadośćuczynienia. Kwotę wskazał w piśmie.

Pomiędzy pismem Rzecznika do UFG a odpowiedzią UFG do Rzecznika minął 1 miesiąc.

Dalsze negocjacje doprowadziły do polubownego zakończenia sprawy. W ten sposób, z pomocą Rzecznika Finansowego, udało się uniknąć długotrwałego sporu sądowego.

Sytuacja nr 2

Zakład ubezpieczeń odmówił przyznania odszkodowania w znacznej części. Chodziło o przyznanie odszkodowania z tytułu ubezpieczenia na wypadek trwałego uszczerbku na zdrowiu spowodowanego nieszczęśliwym wypadkiem. Spór koncentrował się na zbyt niskim ustaleniu % trwałego uszczerbku na zdrowiu, wobec ustalenia go wyłącznie na podstawie dokumentacji medycznej, bez przeprowadzenia badania. Reklamacja nie odniosła zamierzonego rezultatu. Badania nadal nie przeprowadzono.

Wskutek złożonego wniosku do Rzecznika Finansowego zakład ubezpieczeń zmienił zdanie i skierował ubezpieczonego do lekarza orzecznika.

Przeprowadzone badanie potwierdziło, że % uszczerbek na zdrowiu orzeczony wyłącznie w oparciu o dokumentację medyczna, bez badania naocznego, skutkował jego zaniżeniem. Zakład ubezpieczeń ostatecznie zwiększył kwotę przyznanego uprzednio odszkodowania.

Interwencja Rzecznika Finansowego ponownie pomogła uniknąć długotrwałego sporu sądowego.

Nie są to jedyne pozytywne doświadczenia z Rzecznikiem Finansowym, niemniej chciałem pokazać Wam, w jaki sposób możecie sobie pomóc przy jego udziale, i co możecie osiągnąć.

Dziękuję za poświęcony czas i uwagę.

Grafika dzięki uprzejmości mary1826/pixabay.com

CASE STUDY 4: Zakażenie gronkowcem złocistym i paciorkowcem ropnym podczas zabiegu przekłucia pępka i założenia kolczyka. 10.000 zł zadośćuczynienia na rzecz klientki salonu kosmetycznego

Sąd Okręgowy w Elblągu zmienia wyrok sądu pierwszej instancji i zasądza na rzecz powódki 10.000 zł zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną zakażeniem bakterią gronkowca złocistego i paciorkowca ropnego podczas zabiegu przekłucia pępka i założenia kolczyka (powódka żądała 20.000 zł).

Słowem – „szklanka do połowy pełna”!

Co ciekawego w tym wyroku?

Należy uświadomić sobie, że zakażenia to nie tylko problem szpitali. Odpowiedzialność za zakażenie może ponieść również salon kosmetyczny. Zabieg przekłucia pępka oraz założenia kolczyka jest czynnością, w trakcie której dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek ludzkich. Salon kosmetyczny ma obowiązek wdrożenia i stosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami oraz chorobami zakaźnymi.

Uchybienie tym obowiązkom może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą.

Odpowiedzialność odszkodowawczą za zakażenie może ponieść również salon kosmetyczny lub studio tatuażu jak i każdy podmiot, który świadczy usługi połączone z naruszeniem ciągłości tkanek ludzkich. 

Co powódka zarzuca salonowi kosmetycznemu?

Powódka podniosła, że w salonie kosmetycznym doszło do naruszenia obowiązujących procedur higienicznych. Skutkiem ich naruszenia było zakażenie powódki bakterią gronkowca złocistego i paciorkowca ropnego. W czasie zabiegu osoba go przeprowadzająca nie używała jednorazowych rękawiczek, a założony kolczyk nie był sterylny. Kolczyk przyniosła klientka – przed założeniem został on jedynie zdezynfekowany, co nie jest równoznaczne z poddaniem go procesowi sterylizacji.

Kiedy pojawiają się objawy zakażenia?

2 września 2011 r. powódka ma przekłuwany pępek oraz zakładany kolczyk. Po pewnym czasie od zabiegu powódka zaczyna odczuwać ból i pojawia się ropień. Powódka udaje się do lekarza rodzinnego, który niezwłocznie kieruję ją do szpitala.

16 września 2011 r. powódka zostaje przyjęta do szpitala. Lekarze podejmują decyzję o usunięciu kolczyka oraz wykonują posiew. Wyhodowana zostaje bakteria gronkowca złocistego oraz paciorkowca ropnego.

21 września 2011 r. powódka opuszcza szpital.

Czy leczenie jest skuteczne?

Nie ma na ten temat szczegółowych informacji, niemniej z lektury orzeczenia wynika, że kończy się korzystnie dla powódki.

Co na to biegły w wydanej w sprawie opinii?

W sprawie wypowiada się biegły z zakresu chorób wewnętrznych.

Biegły potwierdza, że do zakażenia mogło dojść w czasie zabiegu przekłucia pępka oraz założenia kolczyka. Wskazuje przy tym jednak, że do zakażenie mogło dojść także później, na skutek niewłaściwej pielęgnacji miejsca przekłucia pępka, penetracji drobnoustroju z odzieży lub dotykania palcami przekłutego miejsca.

Do zakażenia bakterią gronkowca złocistego może dojść podczas zabiegu przekłucia pępka oraz założenia kolczyka wykonanego w salonie kosmetycznym przy naruszeniu procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami.

Co na to sąd pierwszej instancji?

Sąd pierwszej instancji przyjmuje, że powódka nie udowodniła faktu, że do zakażenia doszło podczas zabiegu 02 września 2011 r. Opinia biegłego nie dostarcza bowiem – w ocenie sądu – jednoznacznej odpowiedzi, gdzie doszło do zakażenia, czy w salonie kosmetycznym, czy w środowisku poza salonem.

W takich okolicznościach sąd uznaje roszczenie za niewykazane.

Co na to sąd drugiej instancji?

Sąd drugiej instancji nie zgadza się z oceną opinii biegłego dokonaną przez sąd pierwszej instancji i zmienia wyrok. Zdaniem tego sądu, sąd pierwszej instancji przy ocenie dowodu z opinii biegłego pomija istotną okoliczność niezachowania przez pozwany salon kosmetyczny wymogu założenia do pępka jednorazowego (sterylnego) kolczyka i wykorzystania do zabiegu pierścionka przyniesionego przez powódkę, który został poddany jedynie zabiegowi dezynfekcji. Kolejnym faktem, któremu sąd pierwszej instancji nie poświęca wystarczająco dużo uwagi, jest okoliczność niewykonania zabiegu w jednorazowych rękawicach ochronnych.

Zdaniem tego sądu, wskazane wyżej uchybienia salonu kosmetycznego pozwalają przyjąć – na zasadzie domniemania faktycznego – że do zakażenia powódki doszło z dużym prawdopodobieństwem podczas zabiegu w dniu 02 września 2011 r.

Sąd drugiej instancji zmienia zaskarżony wyrok i zasądza na rzecz powódki 10.000 zł.

MÓJ KOMENTARZ

Sad pierwszej instancji postawił powodowi poprzeczkę zbyt wysoko. Nie jest możliwe wykazanie w sposób „pewny” i „stanowczy”, że do zakażenia doszło w danej chwili, w ściśle określony sposób. Powód nie miał szansy udowodnić swoich racji.

Sąd drugiej instancji do sprawy podszedł właściwie i zastosował domniemanie faktyczne. Dla przypomnienia – domniemanie faktyczne polega na tym, że z udowodnionego faktu wyprowadza się wniosek o istnieniu innego faktu (faktu domniemanego).

Zarówno sąd pierwszej instancji, jak i sąd drugiej instancji, byli zgodni, że pozwany salon kosmetyczny dopuścił się naruszenia procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami. Po pierwsze, nie użył jednorazowych rękawiczek ochronnych, a po drugie, wykorzystał do zabiegu niesterylny kolczyk przyniesiony przez klientkę (powódkę).

W sprawie wykazano wobec powyższego aż dwa fakty, które zwiększały ryzyko zakażenia. Udowodnienie tych faktów pozwalało natomiast zastosować domniemanie faktyczne.

Skoro salon kosmetyczny podczas zabiegu uchybił procedurom zapewniającym ochronę przed zakażeniami (fakt udowodniony), co zwiększyło ryzyko zakażenia (wiadomości specjalne z opinii biegłego), to należy przyjąć, że pomiędzy zabiegiem wykonanym z naruszeniem procedur a zakażeniem i stanem zdrowia poszkodowanego wywołanym tym zakażeniem (krzywda będąca skutkiem rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała), istnieje adekwatny związek przyczynowy (fakt domniemany).

Spełniona została w ten sposób ostatnia przesłanka odpowiedzialności odszkodowawczej za zakażenie – adekwatny związek przyczynowy.

Wyrok sądu drugiej instancji należy przyjąć z pełną aprobatą.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego wpisu. Zachęcam do lajkowania oraz komentowania.

Zdjęcie dzięki uprzejmości zseee / pixabay.com